Las primeras 185 líneas.
- -
- -
- -
No cześć, Kita. Co tam słychać?
A w porządku. Ludzie się wydają mili.
Aha.
A co chcesz sprawdzić?
Spóźniliśmy się.
Tak, przepraszam.
Ja też przepraszam.
Zaaklimatyzował się pan już u nas?
No, powoli.
Ech… zesłali pana tutaj, ale to nie koniec świata.
Przyczai się pan na parę lat
i zapomną.
Nie można karać prokuratorów za łapanie morderców.
Kto wie, może się panu u nas nawet spodoba.
- Cześć. - Cześć.
Jak wieczór?
Świetnie. Zwiedzałem miasto.
- Serio? - Nie.
A powinieneś. Historia Trulocza sięga neolitu.
Co to?
Twoja nowa sprawa.
- Kradzież w monopolowym? - Mroczna strona miasta.
Czy ty pamiętasz sprawę zaginionego chłopca sprzed dwóch lat,
Adama Poznańskiego?
Tak, eee…
Matka zgłosiła zaginięcie.
Helikoptery, psy,
przeczesywanie lasu.
Po dwóch dniach przypomniała sobie, że mały jest u rodziny.
To jak mogła tego nie wiedzieć?
Dlaczego pytasz?
Znajomy policjant z wojewódzkiej ma problem ze statystyką.
Chce zamknąć, wyskakuje błąd.
Normalka. Musisz iść do komendanta Adamczyka,
żeby poprawili w systemie.
Chłopak ładnie śpiewał. Pamiętam z kościoła.
Ty jesteś religijny?
Raczej przesądny.
A ty?
- Ruchanki. - Dzięki.
Ruchanki?
- Nie pytaj. - O, a pana córeczka to kiedy przyjeżdża?
- Jutro. - O, to dobrze.
Zobaczy nasze dożynki, będzie wielki festyn.
A pani jest tą pisarką kryminałów, co kupiła sobie domek nad jeziorem?
- Julian Sarman. Dzień dobry. - A, dzień dobry.
- A to mój syn, Piotruś. - Ooo.
Elżbieta Pakosz. Przepraszam, to małe miasto, wszyscy wszystko wiedzą.
O, tu ma pani dwóch kolegów po fachu.
- Pisarze? - Prawie. Prokuratorzy.
Śliczny chłopczyk.
Mm. Jak mój Michaś.
Musi go pani poznać. Bardzo nieśmiały.
- Mamo. - Co?
Rodziłam go 24 godziny,
bo ustawił się tyłkiem do wyjścia, i tak mu już zostało.
Ja Piotrusia cztery.
Urodził się oblepiony błoną. Myślałam, że nie ma twarzy.
W czepku urodzony!
Ooo, a rachunek to kto zapłaci?
W naturze oddam.
Mój mąż.
Panie komendancie.
Dzień dobry.
Dzień dobry, panie Leopoldzie.
Pamięta pan sprawę zaginionego chłopca dwa lata temu, Adama Poznańskiego?
Pamiętam.
Znajomy policjant z wojewódzkiej robi statystyki
i mówi, że nie ma raportu w systemie.
To niech pański znajomy policjant jeszcze raz sprawdzi.
U mnie wszystko się zgadza. To nie Sopot.
Przekażę. Dziękuję.
Ale… chłopak się znalazł, tak?
Jo.
Ponoć był u rodziny?
Przesłuchujesz mnie, synku?
Tak pytam.
Był u rodziny.
Jego matka to kretynka. Dosłownie.
Rozumiem. Dziękuję.
Proszę.
Warszawski chujek.
- -
Gdzie mogą być akta Adama Poznańskiego, jeśli nie w archiwum?
Muszą tam być.
A jak nie ma, to gdzie są?
Powinny tam być.
Ale nie ma.
To może na policji. Zapytaj Adamczyka.
Pytałem. Kazał mi się odpierdolić.
Naprawdę?
Kojarzysz, gdzie mieszkają rodzice tego chłopaka?
A co, nudzisz się?
- -
Ewelina patrzy na niego jak w obrazek. Ja wiem, że z tego będą tylko kłopoty.
Ładny dom macie.
Dziękuję. Nie wszystko wykończone. Dopiero skończyliśmy budowę.
No, przy trójce dzieci to musi być trudno.
Jakiej trójce dzieci? Ja mam czwórkę na utrzymaniu.
Ale to dobrze, że jest 800 plus.
No, mam nadzieję, że nie zabiorą.
Mąż czasem coś dorobi, ale… tyle dobrze, że rachunki same się płacą.
Rachunki same się płacą?
Tak mi się powiedziało.
O co chodzi?
Chodzi o pani syna, Adasia.
A co z nim?
Dwa lata temu zgłosiła pani zaginięcie syna,
a potem wycofała zgłoszenie.
No i?
- To znaczy, że syn się odnalazł, tak? - Tak.
I co, jest tutaj teraz?
- Nie, mieszka u krewnych. - W Truloczu?
Nie, nie w Truloczu.
No to gdzie?
We wsi na drugim końcu Polski. Zgubiłam adres przy przeprowadzce.
A krewni jak się nazywają?
Nie pamiętam.
Nie pamięta pani nazwiska krewnych?
Nie, to są dalecy krewni, kuzynka mojej mamy.
Chciała pomóc. Jak znajdę adres, to panu powiem, dobrze?
Może się wygłupiłam, ale on naprawdę mi się podoba.
Ewelina to młoda dziewczyna. Wszystko bierze na serio.
Ale to nawet zabawne…
Czyli nie utrzymuje pani kontaktu z synem?
Jak ma się tyle dzieci, to nie ma czasu na nic.
Pan ma dzieci?
- Ja mam, tak. - No to doskonale pan wie, jak jest.
Jak umarła, mamo?
- - Mamo?
- -
Mamo!
- - Mamo!
Znowu to zrobiłaś.
Przepraszam.
Nie poznajesz mnie? Patryk Deczer. Chodziliśmy razem do liceum.
Cześć.
Wow, ale jaja.
Kurczę, a dlaczego nie powiedziałaś, że wróciłaś?
Ludzie ze szkoły by się ucieszyli.
Może jakiegoś grilla byśmy zorganizowali?
A co u ciebie?
Nie wiem… czy pamiętasz, ale… malowałem w liceum.
Dalej maluję.
Ostatnio miałem swój wernisaż w Kopenhadze.
- Wow. -
- To twój syn? - Mhm.
Piotruś.
Cześć, Piotrek.
Babcia pewnie… szczęśliwa, że ma wnuka.
Nie mieliśmy czasu jeszcze się z nią spotkać.
Słuchaj, a… może odezwij się,
to zorganizujemy jakieś spotkanie ze znajomymi.
- Okej. - Okej?
Mhm. Śpieszymy się. Cześć, Patryk.
Cześć.
Cześć, Piotrek!
Czemu nie chodzimy do babci?
Bo babcia nie chce mnie znać.
Co się wtedy stało?
Nie wiem dokładnie.
Ale coś złego.
O czym myślisz?
O tacie.
Czasami nie pamiętam już, jak wyglądał.
Zobacz, pomachał!
Beczka, beczka!
Ale mają zamki!
Zamek, zamek!
- Chyba ten największy, co? - Tak.
No, leć.
Pan prokurator?
O, cześć. Leopold.
- Julia. - Miło mi.
- Twoja córeczka? - Monika.
- Śliczna. - Dzięki.
Idzie teraz do szkoły?
Za rok w Warszawie. Tam mieszka z mamą.
- -
A ty od dawna w Truloczu?
Nie, od niedawna.
A jak ci się podoba?
No comments yet. Be the first to leave one.