Hostile

Hostile

Polish felirat letöltése

Kiadási információk

Hostile 2017 BRRip XviD AC3-EVO
Kommentár D34DH0R53
Hostile.2017.BRRip.XviD.AC3-EVO

Címkék

brrip
XviD
AC3
Közzétéve: 2021-03-29
Letöltések: 43
Hallássérülteknek: No

Polish felirat előnézete

Az első 200 sor.

WSZYSTKO MARTWE

WROGI

320 KM

CZYNNY WARSZTAT SAMOCHODOWY

Siódemka, tu Gniazdo. Słyszysz mnie?

Tak. Byłam na stacji benzynowej.

Chyba jeden z nich ukrywał się w podwieszanym suficie.

To nie twoja broszka, Juliette.

Powiem chłopakom, by to sprawdzili. Znalazłaś coś?

Gumę do żucia i trochę soli.

Nic, co by wyżywiło 36 osób.

Trzydzieści dziewięć.

Mamy dwóch nowych, a Anna pół godziny temu urodziła.

- Pogratuluj jej ode mnie. - Dobra.

Bateria pada, muszę kończyć.

- Pojadę skrótem. Do zobaczenia. - Wróć przed zmrokiem.

- Na co się gapisz? - Zamknij mordę.

Odsuń ręce. Już.

Słuchaj, ty...

Zadowolona, kurwa?

Gdzie on poszedł?

Wciąż tam jest.

W środku.

Udało mi się uwięzić tego gnoja.

Masz tu jakieś jedzenie?

Puszki.

Jakiś tuzin.

Chwila.

Nie chcę stać się pożywieniem dla kanibali albo innych potworów.

Szkoda na ciebie kuli.

Błagam cię.

Chcesz umrzeć?

Odsuń ręce.

Jeśli chcesz żyć, to zabieram cię ze sobą.

Szlag.

Nie!

Jak Bacon? Lubisz go?

- Jeszcze raz? - Bacon.

Jestem wegetarianką.

Bardzo śmieszne.

Nie żartowałaś.

To obraz Francisa Bacona.

Tak się nazywa artysta.

Dzięki, tyle wiedziałam.

Wegetarianka i kłamczuszka.

Dlaczego tu jesteś, skoro sztuka mało cię obchodzi?

Tego nie powiedziałam.

Po prostu wolę innych malarzy.

Jest jedynym, jakiego tu wystawiamy.

Wiesz co, zdradzę ci tajemnicę.

Tak się składa, że to moja galeria.

Byłbym wdzięczny, gdybyś powiedziała, co tu robisz.

Mam ci powiedzieć, bo jesteś szychą?

Cóż, pada.

Pada.

- Nie lubię deszczu. - W porządku.

W takim razie dzięki Bogu, że dziś pada.

Co za bzdury. Daj spokój, Bóg?

- Nie wierzysz w Boga? - Nie, a ty?

- Mam swoje powody. - Tak jak ja.

Zaczekaj minutkę. Wypijemy za to.

Cześć, Jack.

Właściwie to będę lecieć. Wygląda na to, że przestało padać.

Najwyraźniej utknęłaś między mną a Baconem.

Interesująca kanapka.

- Co teraz zrobimy? - Będziemy cię edukować.

Z Baconem chodzi o to, by wyjść poza ramy brzydoty.

Serio jest brzydki, prawda?

Ale gdy przyjrzysz się dłużej, zobaczysz, jak Bacon zharmonizował brzydotę.

Wygląda jak potwór.

Ale nim nie jest. Podejdź bliżej.

Patrz tak długo, aż dojrzysz w nim piękno.

Otwórz oczy.

Kurwa.

Szlag.

Kurwa.

- Często to robisz? - Co dokładnie?

Wychodzisz z nieznajomymi w godzinach otwarcia galerii?

- Strzelam, że straciłeś klientów. - Nie.

To nie tak działa.

Ludzie nie przychodzą, by coś kupić, tylko by się najeść i pokazać.

To chore.

Swoją drogą, w tym, co masz w ustach, jest mięso.

Tylko żartowałem.

To był żart.

Dzięki.

- Zabawny jesteś. - Wiem.

Tutaj mieszkam.

Chcesz wejść?

Jasny gwint.

Pozwól.

- Chcesz coś do picia? - Tak.

- Kawa, herbata? - Masz whiskey?

Jasne.

- Z lodem? - Nie, dzięki.

To twoje prace?

Nie, to...

Właściwie to tak.

- Niezłe. - Dzięki.

Zdrówko.

- Kim ona jest? - Przyjaciółką.

Przyjaciółką?

Byłą przyjaciółką.

- Wiesz, fajnie tu masz. - Podoba ci się?

- Odziedziczyłem to. - Po kim?

To długa historia.

Wiesz, co pasuje do takich historii?

Ser.

Francuz i jego francuski ser.

Nie mówię o plastikowym serze, jaki tu sprzedają,

ale o prawdziwym serze.

Mam dla ciebie coś wyjątkowego.

To całkowicie nielegalne.

- Tak? - Przyznam ci się do czegoś.

Galeria to tylko przykrywka.

Handluję francuskim serem.

Musisz go spróbować.

- Ale on cholernie śmierdzi. - To dobry znak.

Spróbuj.

Mój Boże...

- Zajebisty. - Mówiłem.

Mieszkałem w Paryżu.

Gdy to się stało, musiałem wrócić i wszystko uporządkować.

Sprawy z pieniędzmi, galerią, mieszkaniami.

- A ty? - Ja?

Nie mam tego, co normalni ludzie nazywają rodziną.

Jak to?

Przyjechałam tu, by od wszystkiego uciec.

Od bałaganu.

- Czasami czuję się, jakbym... - Jakbyś nie powinna się narodzić?

- Mam rację? - Właśnie.

- O co chodzi? - Nie zauważyłaś czegoś dziwnego?

- Mam ci wypisać listę? - Mówię serio.

Rozmawiamy już kilka godzin, a nie znam twojego imienia.

Co robimy? Kontynuujemy w ten sposób?

To dość ekscytujące. Podoba mi się.

Właściwie to myślę, że powinnam iść.

- Wybacz, jeśli jakoś cię uraziłem. - Nie chodzi o ciebie. Muszę iść.

- Może chociaż cię odprowadzę? - Dam radę.

Powiedz mi, co się dzieje. Nie rozumiem. Proszę.

Nic, naprawdę było miło, ale muszę już iść.

- Dasz mi swój numer? - Wolałabym nie.

Przynajmniej powiedz, jak ci na imię.

Tylko imię.

Juliette.

Jestem Jack.

Żegnaj, Jack.

Dobra, chodźmy stąd.

Piękna, szukasz chłopaka?

- Co tam? - Trochę kraku.

Trzymaj.

Szef jest na górze. Czeka na ciebie.

Chodź.

- Co to za koleś? - Nie wiem.

- Widziałeś go kiedyś? - Nie.

- Jak poszło? - Dobrze.

- Kim on jest? - Jest w porządku, bez obaw.

Miłej zabawy.

Chcesz coś do picia?

Whiskey?

- Nie mam. Może herbaty? - Może być.

Mogę usiąść?

Dzięki.

Podobają mi się twoje rośliny.

Nazywają się oplątwy.

Rosną bez słońca i wody.

Nie mają korzeni.

Mogę?

Mocne.

Ostatnio nie dałaś mi numeru.

Gdy zobaczyłem cię w barze, pomyślałem...

Czemu nie pójść za nią?

Czego właściwie chcesz?

Chciałem znów cię zobaczyć.

No i widzisz.

Oto ja.

No i co?

- Nie przyszedłem cię oceniać. - „Oceniać”?

Kim ty jesteś, żeby mnie śledzić i mówić coś takiego?

Czego dokładnie nie chcesz oceniać?

Gównianego mieszkania?

Faceta w drzwiach?

Mnie?

- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz. - Pomóc?

Myślisz, że potrzebuję twojej cholernej pomocy?

Nie chcę twojej litości. Wynoś się.

Dalej, wynocha.

- Chwila, ja... - Powiedziałam, wyjdź!

Nie chcę cię tu.

Może śledzenie cię było złym pomysłem.

A może chciałbyś zostać. O to chodzi?

Tego chcesz?

Nie rób tego.

Nie chcesz rozkręcić imprezy?

Dlaczego wychodzisz?

Tu Juliette, jestem ranna. Potrzebuję pomocy.

Niech ktoś mi odpowie.

Odbiór, do cholery!

Odbiór!

Juliette, słyszysz?

Hozzászólások

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left