ആദ്യത്തെ 192 വരികൾ.
Teraz zobacz.
Zaraz będzie mat.
Ha?
Twój ruch.
No, Nika, myśl.
Myślę, tato.
Nie widzę.
Mama.
Mama!
- Ale nie po trawniku. Nie po… - Mama!
- Mela! - Mama!
- Można w kółko powtarzać. - Mela, chodź tu!
Mela, zostań. Już, już. Ty bierzesz…
- I już dziękujemy pani. - Już dziękujemy pani.
Ty bierzesz i ty bierzesz.
Co mówiłem?
Korki były?
Nie, ale niełatwo znaleźć te rzeczy do twojej diety.
- Ale masz je? - Mam. A ty czemu nie pojechałeś?
Zostawić ich?
Żeby mi trawnik zadeptały?
- Świeżo nawoziłem. - Mhm.
Miłego dnia.
Pilnuj ich.
Kochanie, nie jedz tak szybko. To jest niezdrowe.
Trzeba żuć, tak?
Gdyby makaron był al dente, to miałbym co żuć.
Dobrze, słuchajcie. Co powiecie? Jutro kino po kościele.
Może łaskawie najpierw ze mną to skonsultuj?
Jutro nie mogę.
Mam biznesowy mecz tenisowy u Czerwińskiego.
A, wiem, wiem.
- To ten od restauracji. - Od restauracji i nie tylko.
- Taki kontakt może nas nieźle ustawić. - Mhm.
A on dobrze gra?
- Gram z jego żoną. -
To wiem którą.
Tą nową.
Z plastikowym biustem.
A co w tym złego?
Dzisiaj to jest nawet w dobrym guście.
No jak to jest możliwe, no?
Mela, zostaw to.
Rano tu był porządek.
No widzisz, tak to jest z dzieciakami, ciągły zapieprz.
A może weźmiemy w tym roku udział w Otwartych Ogrodach?
Nie ma mowy. Zadepczą mi trawnik.
Tomek.
Ja teraz pójdę z psem.
- Chodź, Melcia, chodź. -
Idziemy, chodź.
Mela!
Coś pilnego? Bo się wachluję.
Nie uwierzysz, Tomek kupił mi perfumy.
Ale wiesz, że takie małe fiolki to są próbki i dają je za darmo?
Nie. Fajne mi kupił, nawet takie drogie.
Tak. Skąd wiesz, ile kosztowały? Dał ci z rachunkiem?
No bo znalazłam paragon.
Ładne przynajmniej?
Nie wiem, bo mi jeszcze nie dał.
Chodź, Mela.
Leć do parku.
To może wcale nie są dla ciebie?
- A dla kogo? - Kiedy on ci ostatnio coś kupił?
Dał mi deskę. Fajną, dizajnerską.
Aaa…
Do surfowania?
Tak, do surfowania żelazkiem.
Jak nic ma kochankę.
Mela!
- - Mela!
Magda?
- Hej! -
Ty, Magda!
Ej, to był żart. Słyszysz?
Co się na żartach nie znasz? Żart był.
Magda!
Trzymasz się?
No, trzymam się.
Za naszych czasów to jest chyba pierwsze morderstwo w Podkowie Leśnej.
Znałaś ją?
Nie, co ty? Nietutejsza.
Skąd wiesz?
No bo ubrana była jak na przyjęcie,
szła w stronę kolejki, pewnie wracała do domu.
To znaczy, że tu nie mieszka. Znaczy… nie mieszkała.
Dokładnie tak samo myślałem.
A coś widziałaś?
Nic. Znalazłam ją dokładnie 37 minut temu.
Musiała zginąć chwilę wcześniej, bo krew jeszcze wypływała.
- Ale… bez szczegółów. - A gdybyś mnie zapytał
- o przybliżoną godzinę śmierci… - Nie pytam.
…to 22.20.
Nie pytałem.
A jak byłam na Modrzewiowej, to spotkałam Stefana.
- Szedł od strony parku. - Tak?
A skąd wiesz, że to był Stefan?
Po ciemku go poznałaś?
Nie po ciemku, po kapeluszu.
A skąd ty to wszystko wiesz? Co ty, ze Scotland… Yardu?
Agatha Christie, pożyczę ci.
Komisarzu.
Prokurator pana prosi.
Przestań, przestań…
Jacek.
Jedno morderstwo i zostałaś celebrytką, proszę, proszę.
- Mama, idziemy na lody? - Tak, tak.
Ja chcę cztery kulki.
Cztery. Od razu. Dwie co najwyżej, dwie.
- To trzy. - Madzia…
Dzieci i ryby głosu nie mają.
Magdunia!
Magduniu…
- Mama, jesteś sławna. - No…
- Sławna, sławna. - Magdunia!
Zajmiemy kolejkę.
Dobrze.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Kochanie, czy to prawda?
To ty znalazłaś tę kobietę?
A to ktoś od nas?
- Przestań, nie mogę tego słuchać. - Ciągle to nosisz.
Weronika miała podobny.
Musisz do nas wpaść.
Na herbatkę.
Upiekę ciasto.
Zostaw, Wanda. Nie przyszła tyle lat, to teraz też nie przyjdzie.
To nie tak.
Przyjdę.
Przepraszam, muszę iść. Do widzenia.
Do widzenia!
Mamo, a kto to był ten pan i ta pani?
- Rodzice Weroniki. - Tej, co zginęła?
Zaginęła. Po prostu nikt nie wie, gdzie ona jest.
Ty też nie wiesz?
Jak nikt, to ja też nie.
Pani Magdo.
- - Co za spotkanie.
Dzień dobry.
Kochanie, to jest doktor Walczak.
Chodzimy do niego z naszą Melą.
Ty chodzisz… Witam.
Dzień dobry.
- Chyba ściągnąłem panią myślami. - Tak?
Pamięta pani doktora Milaszewskiego?
- Tak. - Przeniósł się do Warszawy.
Czy nie skusiłaby się pani na pół etatu w mojej klinice?
No tak.
No to byłoby fantastyczne wrócić do zawodu.
Tak, ale tyle lat nie pracowałam, więc…
Szybko by się pani wdrożyła. Trzeba w siebie uwierzyć.
No tak. Kochanie, przecież ustaliliśmy,
że dopóki dzieci są małe, będziesz zajmowała się domem, tak?
Prawda? Ustaliliśmy.
Tak, rzeczywiście tak.
Przykro mi.
Mhm.
W każdym razie miejsce na panią czeka.
Nie wiem tylko, czy zdołam je zatrzymać, aż dzieci wezmą ślub…
- Ale bądźmy dobrej myśli. - Pewnie.
Do widzenia.
Ale się ubawiłem.
Słucham.
Zaginęła moja przyjaciółka.
Miałyśmy takie same.
To jest wszystko, co mam.
Niestety.
Wiem, o kogo chodzi, ale nie pomogę ci. Nie jestem w stanie.
- - Dlaczego? Co?
Za mało?
To jest bardzo poważna sprawa.
W świecie energii wszystko musi być…
zrównoważone i w sprawie tak poważnej zapłata także musi być bardzo wysoka.
Inaczej działanie nie będzie skuteczne.
Ale pan nawet nie sprawdził, ile to jest.
Bardzo mi przykro.
Takie są prawa kosmosu.
Łał.
Ale mam dzisiaj siłę!
- Do sąsiadów. - Ło! Energia!
Grać z tobą to czysta przyjemność.
Idźcie.
- Kotku, widziałeś? - Tak, wszystko widziałem.
Tak, Zuza gra coraz lepiej.
To prawie poziom profesjonalny.
Patrząc na kwoty, które wydaję na trenera, to powinna już była wygrać Wimbledon.
Trzeba było wczoraj u Szeligi tyle nie pić.
Cudowna impreza, same gwiazdy, jak z Pudelka.
Mam zdjęcia, musisz zobaczyć.
Świetnie.
Zapraszam dziś państwa na drinka.
- Taki mały, miły rewanż. - Nie.
No comments yet. Be the first to leave one.