ആദ്യത്തെ 200 വരികൾ.
Ile mam cię prosić?
Włącz jakąś muzykę dla Manuelzão.
Spójrz, kto idzie!
Witam, panie Jonas.
Jak się masz?
Co słychać?
- Jest pan gotowy. - Widzisz, jak to jest? „Pan".
Słyszysz, Zezinho?
- Zostajesz na karnawał? - A niby gdzie?
O co ci chodzi? Karnawał jest zajebisty.
Tak?
Dzisiaj jest ciężko.
Dam ci coś na rozweselenie.
Jesteś zbyt przybity.
Spójrz, kto przyszedł zjeść z rodziną.
Cześć, Miriam.
O co chodzi? Masz jakiś problem?
On nie zadaje się z nami.
Z tobą? Po co?
Nigdy stąd nie wychodzisz. Idź po swoje rzeczy.
Napij się.
- Ja nie piję. - Co takiego?
Mam coś dla ciebie.
Na osłodę życia.
Jesteś posępny a to przecież karnawał.
Weź to.
Możesz iść.
Ten mały jest za tego grubasa.
Jest lojalny. Każdego dnia.
A to, żebyś się zabawił.
Ale zrób nam przysługę. Idź tam w cień.
Melanina ci nie pomoże.
Kiedy gdzieś pójdziemy?
Jest karnawał. Jestem zajęty.
Daj spokój. Poświęć mi trochę czasu.
Nie dasz nawet całusa? Kiedyś cię dorwę.
Czekaj.
Nie masz dziś lekcji?
- Nauczyciel nie przyszedł. - Wiem.
Nie wiesz, co się stało.
Branca wróciła.
- Co? - Wróciła i prawie by mnie zabiła.
- Cześć, Jander! - Branca?
Dawno cię nie widziałam.
Przepraszam. Prawie bym cię przejechała.
Fe? Czekaj.
Jestem taka zakręcona.
Możesz wyjść. Jestem już w drodze.
- Jak leci, Jander? - Dobrze.
A jak tam twój brat?
Widziałem samochód, ale nie ją. Myślałem, że to ktoś inny.
- Kto? - Branca, stary.
Zapytam mamę, czy chce zjeść w domu. Wejdziesz?
- Tylko tędy przechodziłem. - No wchodź. Nie ociągaj się.
Chodź!
Co tam?
Załatwione?
- Kto to? - Kolega.
Halo, kto tam?
To ja, Jonas.
Co słychać, Antonia?
W porządku. Twojej mamy tu nie ma.
Cześć.
W czwartki jest przecież na zakupach.
Chodź tu, Pulga.
Chyba nie macie co robić w domu.
Nie szukają dla niego opieki na czas karnawału?
Nie wiem. Dowiem się.
Jeśli Branca zostanie, to pewnie nie.
Ale ona robi, co chce.
A ty? Nosisz takie ładne ubrania.
Skąd masz na to wszystko pieniądze?
- Nie masz pracy. - To nie twoja sprawa.
Cześć.
Dorosłeś.
A ty, Jans? Dobrze, że żyjesz.
Gorąco dziś, co?
Bardzo, jak na karnawał.
Gdy wychodzisz, przyzwyczajasz się do tego.
Nie miej jej tego za złe, Jonas. To samo jest ze mną.
Wszyscy chcą wiedzieć, gdzie jestem i dokąd idę.
To dopiero utrapienie.
A co u ciebie?
W porządku.
- Co porabiałeś? - Robię, co chcę.
- Jesteś z kimś? - Co?
- Jesteś z kimś? - Nie.
Nie?
Dlaczego?
Fe?
Wejdź.
Idzie kolejny obibok.
Cześć.
- Jak leci? - Wezmę torebkę.
- Co za czujność? - Właśnie do ciebie szedłem.
Mam dla ciebie prezent.
Prezent?
Jaki prezent?
Jesteś cholernie bezczelny.
Bezczelny?
- Dorastałem tu. - W pokoju służącej.
- Masz. - Dawaj.
Biedna ta twoja matka.
Chodźmy.
Cześć.
Chodźmy, Jans.
Na razie, chłopcy.
Cześć, mamo. Dzień dobry, pani Rito.
Już wychodzicie?
Przyszliśmy tylko zapytać, czy mama zje w domu.
- Ale chyba nie może wyjść. - Pewnie, że nie mogę.
I nie lubię, jak dzieci nachodzą mnie w pracy.
- Jander? - Tak?
Poczekaj na mnie u Pérola.
- Dobrze. - Potrzebujesz pomocy?
Nie.
W porządku, Jonas.
Skąd wiesz, że wróciła?
Pójdę już.
- Do widzenia, pani Rita. - Do widzenia.
Co słychać?
- Jak tam, Andre? - Jak leci?
Dobrze.
Nareszcie jesteś.
Nie mogłem cię znaleźć.
Potrzebuję cię przy wielorybie.
Tak, wiem.
Potrzebuję go na jutro.
- Pójdę już, Nestor. - Inaczej będziesz miał kłopoty.
Nie martw się.
- Wygląda coraz lepiej. - Zobaczysz na paradzie.
Jander.
Wiesz, gdzie jest Derval?
Nie.
Nie otworzył dziś warsztatu?
- Nie wiem. - Jander.
Na pewno nie wiesz, gdzie jest twój ojciec?
Widziałem, jak z kimś rozmawiał,
że wypróbuje silnik.
Jezu, już?
Zrób coś dla mnie.
Idź do baru. Ja nie mogę teraz wyjść.
Nie chcę, żeby Derval pił.
Ja pójdę, mamo.
- Nestor cię szukał. - Wiem. Rozmawiałem z nim.
Byłem przy wielorybie.
Nie ma kilku kawałków. Jutro będzie gotowy.
Chodź, Jander. Poszukajmy pijaka.
No chodź.
- Nie ociągaj się. - Czekaj.
Tylko się nie bij, Jonas.
- Rossa wciąż jest u twojej siostry? - Czemu chcesz to wiedzieć, Derval?
Widzisz, Serginho?
Ważne, że w tym roku Pérola Negra da czadu.
W tym roku awansujemy.
- Na pewno. - Moje szczęście! Chodź tu, mój synu!
- Chodź. - Wypij z ojcem piwo.
To jest...
książę Vila Madalena. Mój syn.
Dajcie mu kieliszek.
- Jonas... - Wznieśmy toast.
Czemu nie, chłopcze?
- Co z tobą? - Chłopak jest niegrzeczny.
To Janice tak go wychowała. Niech idzie.
Niegrzeczny.
- Jan. - Cześć, Branca.
Dziś jest próba, a jedyna sukienka, jaką mam, jest podarta.
Nie wybierasz się z rodzicami do domku na plaży?
Ja wszystko organizuję.
Dawno nie byłam na karnawale.
- Zostanę sama w domu. - Wiem.
- Będziesz z Fe. - Nie.
Ale dziś muszę wyglądać pięknie.
Co tam robisz?
Naprawiam światło w wielorybie.
Jesteś jak „mini tancerz"?
- Nie „mini", młody. - Młody?
Młody tancerz.
Czekam na swoje ubrania.
Nigdy nie są gotowe.
Rany!
Ale to wielkie.
Karnawał jest do luftu.
- Jest super. - Że co?
To wymówka, żeby się upić.
Nie idziesz na próbę?
Podobno ma być fajnie.
Fajnie?
To baw się dobrze.
Ja skończyłem. Wracam do domu.
Przebiorę się i wyprowadzę psy.
- Zostaniesz? - Tak. Idź.
- Andre, już skończyłem. - Dzięki.
Chodź tu. Przyjemny dzionek.
Mam coś dla ciebie.
Wybywam na czas karnawału. Zajmiesz się Manuelzão.
Potrzebuje troskliwej opieki,
wody, jedzenia...
Jasne.
- Mam go wyprowadzać? - Żadnych spacerów.
No comments yet. Be the first to leave one.