ആദ്യത്തെ 200 വരികൾ.
GODZINA JEDENASTA 17:00 - 18:00
- Hej... - Nie teraz, Myrno.
Poród, dziesięć minut.
- Co tu robisz? - Została godzina.
Jeśli wrócę wcześniej, Benji zauważy.
Jak i podbite oko.
Nie pierwszy raz toczymy wojnę z pacjentami.
Doktorze, znajdzie się kanapka?
Mam lepszy pomysł, Earl.
Zamówię pizzę.
Musimy podbudować morale.
A kanapka?
Pizzę zwiniesz jak kanapkę.
Tylko bez ananasa!
Bez, obiecuję, jasne?
Mówię to z wielką miłością i szacunkiem, słowo.
- Znikaj stąd. - Potrzebujesz mnie.
TK w normie, a kość tylko naruszona.
Nie matkuj mi, bo nie lubię.
Mówisz jak ja, a to źle.
- Dokończę dzień. - Nie będę się spierał.
Dalej się uczysz. Brawo.
Możesz przynajmniej chłodzić?
Nie obiecuję.
Opiłem się kawy i w kółko sikam. Chodź.
Coś ci powiem.
- Co? - Langdon wyszedł.
- Co? Dokąd? - Do domu.
Przejmę jego działkę,
a dr Ellis zwykle przychodzi wcześniej.
Ja obrywam, a on ma wolne?
To nie tak. Nie chcesz być na jego miejscu.
Pomóż mi.
Sprawdź jego recepty z trzech dni.
Przygotuj listę pacjentów
i przepisane leki.
- Chcę wiedzieć po co? - Na pewno nie.
Dalej chcesz zostać?
Tak, a ty?
Zaczynam wątpić.
Bóg próbuje ci coś powiedzieć?
Dawno przestaliśmy gadać.
Robby dawno nie był tak wściekły.
Jak zdechła wiewiórka?
Gorzej! To już nie jest śmieszne.
Dwadzieścia powinno wystarczyć. Dziesięć serowych, dziesięć pepperoni.
Tylko nie ananas!
Patrzy na nas. Wie, że o nim gadamy.
Super, dziękuję.
- Mogę na słówko? - Z nami?
Z dr Santos.
Tylko dokończę.
Na razie, dziewczyny.
Mówiłam, że Filipinka!
Taka biała?
Sytuacja, o której mówiliśmy, załatwiona.
Odesłałem Langdona do domu.
- To zrobiłam wrażenie... - Wystarczy.
Straciliśmy starszego rezydenta. Wszystkie ręce na pokład.
- Jasne? - Tak.
Liczę, że nikomu nie mówiłaś?
Nie. Nikogo nie znam.
Dobrze. Niech tak zostanie.
Doktor Garcia? Mówi Trinity Santos,
stażystka z ostrego dyżuru.
Musimy pogadać.
Najszybciej, jak się da. Dzięki.
I jedzie do nas pizza.
Doktorze Robby!
David się odezwał?
Nie, ale wrzucił to dziesięć minut temu.
"Chciałem być normalny i kochany,
a oni skazali mnie na życie w samotności i bólu.
Nie musiało tak być".
To one. One!
Chyba mówi o nich,
ale dla policji to za mało na BOLA.
BOLO, poszukiwanie.
- Już poszli! - Langdon wyszedł?
Proszę się uspokoić i usiąść w poczekalni.
Obiecuję, że dokończymy rozmowę.
Tak, wyszedł, a ja go zastąpię.
Zostały dwie godziny.
Jeśli też musisz iść, wezwę zastępstwo.
Dlaczego mam iść?
Ty mi powiedz.
Dobra. Powiem to tylko raz.
Poroniłam.
Tak mi przykro, Heather.
Nic mi nie jest. Nie chcę iść do domu
ani o tym rozmawiać.
Próbowałam in vitro.
Ja nie wiem, co powiedzieć.
Mogę wracać do pracy.
Dobrze.
Potrzebny lekarz!
Natalie Malone, 35 lat, matka, 39 tydzień,
SROM.
Już to przerabiałam.
Do dwójki na badanie,
potem położnictwo.
Jasne.
- Dr Heather Collins. - Miło mi.
Justin jedzie. Był za mną.
- Kłopoty w ciąży? - Do trzech razy sztuka.
Justin się denerwuje, bo to jego debiut.
Ciśnienie 112 na 72, puls 84.
- Mogę dołączyć? - Pewnie.
- Kiedy zaczęły się skurcze? - Wczoraj.
Naprawdę?
Dwa razy długo rodziłam, dlatego postanowiłam poczekać,
ale odeszły mi wody.
Natalie, jestem! Zabłądziłem.
- Skurcz! - Zasłoń.
Nie przyj, oddychaj.
Badanie.
Dobrze.
Widzę włosy.
Dziecka.
- Główka w kanale. - Za długo czekałam.
- Myślałam, że mam czas. - W porządku, oddychaj.
Możemy jechać na górę,
ale w tym tempie zapewne urodzisz w windzie.
- Czyli co? - Odbierzemy tutaj.
Zestaw porodowy i ocieplacz.
Zadzwoń na porodówkę i powiedz, że poród trwa.
Dwadzieścia osób czeka.
Opatrujesz i wypuszczasz, kogo możesz.
Straciliśmy rezydenta. Jak pomóc?
Którego?
Langdon musiał wyjść. Robby go zastąpi.
Pomóż Mateo w poczekalni.
Idę zapieprzać.
Chodzi o tę kłótnię?
Jaką?
Robby i Langdon kłócili się przy szafkach.
Ostro.
Dość tego. Ani słowa!
Dopiero będzie ostro.
Ruchy, bo odpracujecie w święta!
Mówiłam.
Wiem.
I jak?
Trzydziesty dziewiąty tydzień, główka w kanale.
Cześć, mamo. Dr Robinavitch.
Natalie, nie mama.
- Co jest? - Zdążyłeś.
Jesteśmy ojcami. Natalie to kumpela i surogatka.
Uczymy w jednej szkole i klasie.
Dzielimy też macicę.
Miałaś tak nie mówić.
Przyniosłem torbę. Odpalam listę porodową.
Już czas.
Jebać Beyoncé!
Mogę odebrać.
Nie.
- Dam radę. - To działaj.
Natalie,
jest szansa, że z następnym skurczem urodzisz.
Gruszka gotowa.
Brawo, główka wyszła.
Odpocznij przed następnym skurczem.
Potrzebny jest jeszcze jeden.
Dasz radę.
Trzy, dwa...
Kogo tu mamy?
Ivan Puglisi, 55 lat,
skurcze żołądka, wymioty i biegunka.
Migotanie, puls 124, ciśnienie 192 na 100.
- Dr Mohan. - I student dr Whitaker.
Miło mi.
Zadzwoniłbym do swojego lekarza, ale jestem z Nowego Jorku.
- Byliście tam? - Ja nigdy.
Pittsburgh to moja pierwsza wyprawa z Nebraski.
Długo w mieście?
Do poniedziałku. Córka bierze ślub.
Moje oczko w głowie.
- Gratuluję. - Dzięki.
Wiem, że nie powinno się faworyzować, ale...
Jestem jedynaczką, zero konkurencji.
- Whitaker? - Najmłodszy z czwórki.
Dobrze, że rodzice pamiętali imię.
Chodziło o pytania do pacjenta.
Mogę coś na ból?
Gdy skończymy.
Musimy po kolei.
Jakieś choroby jelitowe?
Wrzody, kamienie? Bóle brzucha? Operacje?
Nie, nic.
- Dźwięki dobre. - Dzięki.
Podbrzusze miękkie. Osłuchowo nic.
Coś dolega?
Kręgosłup mi pęka. Po czterech godzinach jazdy.
Gdy go ostatnio nadwyrężyłem,
chyba dostałem morfinę. Podziałała.
- Pali pan? - Nie.
Pije?
Raz, dwa razy w miesiącu. Rzadko.
Leki w tabletkach lub zastrzykach?
Uspokajające, halucynogeny, na ból?
No comments yet. Be the first to leave one.