ആദ്യത്തെ 169 വരികൾ.
JAKŻE CHYBIONE JEST NAZYWANIE TEJ PLANETY ZIEMIĄ,
SKORO EWIDENTNIE JEST TO OCEAN
ARTHUR C. CLARKE
- -
MIEJSKI POMOST WĘDKARSKI, MOLO 21
Jesteś moim pierwszym połowem od wielu dni, ale jesteś za malutka.
Kurczę, zobacz, co nadciąga.
Paskudnie to wygląda.
Tak, to prawda.
Zwijam się do domu, zanim uderzy.
- To do jutra. - Na razie.
Każdy pamięta, gdzie był w dniu, gdy spadł deszcz.
To była niedziela. Jeszcze nie zima.
Prognozy zapowiadały słońce.
Niż znad oceanu
zmienił kierunek i szybko się zbliża.
Spodziewamy się silnych przelotnych opadów,
z porywami wiatru dochodzącymi do 50 km/h
oraz zagrożeniem lokalnymi podtopieniami i wysokimi falami.
Do świąt został miesiąc.
Miejmy nadzieję, że niespodziewana zmiana pogody…
Życie toczyło się normalnie.
- Gotowy? - Tak. Działamy.
Mieszkaliśmy blisko siebie…
No to pa.
…ale łatwo było poczuć się samotnym.
Chodźcie, będzie padać.
Tak, wejdźmy.
W dniu nadejścia deszczu
dowiedzieliśmy się,
że nie jesteśmy sami.
Zeszły grudzień był najcieplejszy w historii.
Śledźcie z nami pogodę na bieżąco.
No dalej.
Odkryliśmy, jak daleko niektórzy mogą się posunąć,
aby chronić swój dom.
OSTATNI DOM
WPROWADŹ KOD
URZĄD SKARBOWY: PILNE
Ej, a gdzie są wszyscy?
Gdzie wszyscy?
Mój stary psiak.
Dzień dobry.
Szok. Dzieci dały mi pospać.
Dziwiła mnie ta cisza.
Złowiłeś nam śniadanie?
O tak. Połów był szczególnie udany.
Najlepszy rybak świata.
- Wiem. - Dziękuję.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
- Pobudka! - Pączki!
- Wow! - Pączki!
- Usmażymy bekon? - Rany!
- No już, spokojnie. - Bekon!
- Zostawicie nam coś? - Sępy.
- Sępy na maksa. - Włącz!
Cassidy dostał leki, ale nie karmcie go bekonem.
Bardziej na to zasłużyłeś.
BRAK POŁĄCZENIA
- Tato, streaming siadł. -
Co ja tam wiem?
- Dom się rozpada. - Przeprowadzę się na twój znak.
Jasne. Trochę pogramy w totka i wybywamy.
Hej.
Wiesz, że żartuję, co nie?
Nie odpowiadasz za to.
A, jutro fachowiec sprawdzi pęknięcia w kominie.
- To mi nowość. - Co?
Sądzi, że fundamenty się zapadają. Tylko komin trzyma ten dom w kupie.
Byłoby słabo, gdyby dom zawalił się na nas podczas snu.
Wciąż jedziemy po choinkę?
- Pada deszcz. - No weź.
Tato, obiecałeś. Błagam.
- Ja nie. Ty obiecałaś. - Tato!
- Ty obiecałeś. - Tato!
- Kto wam obiecał? - Ty!
- No to jedźmy. - Dalej.
Kupmy choinkę.
- Tak! - Ja wybiorę!
- Pomóż mi założyć buty. - Sama potrafisz.
Żadnej hulajnogi w domu.
Mamo, no chodź!
- Zawsze trwa to wieki. - Więc nie powinno cię to dziwić.
Pomóż siostrze z butami i zaczekajcie w wozie.
Ann! Jazda!
- Nie poganiaj mnie. - A skąd.
Ukrywam się przed dziećmi.
Serio, kiedy odpuścimy sobie to z drzewem?
To Boże Narodzenie, ty Grinchu.
- Co zrobiłeś? - Musisz odblokować, pacanie.
- Odblokowałam, pacanie! - Cicho!
Bez kłótni. Oboje jesteście pacanami.
Graham coś sknocił.
- Nie obwiniaj mnie. To ty. - Coś zrobiłeś.
Nieprawda. Zawsze zwalasz winę na mnie.
To twoja wina. Jestem ich ulubienicą, bo ty wciąż broisz.
Cicho bądź. Dzidziuś.
Nie jestem dzidziusiem. Mam osiem lat.
Co zrobiliście?
- Nic! - Ech.
- Cicho, Cass. -
Cass, cicho.
- A wy nie w aucie? - Drzwi są zamknięte.
- Utknęliśmy. - Żadne drzwi się nie otwierają.
- Ejże. - Spróbuję okna w pokoju.
Dobrze.
Jakiś absurd.
To kawał. Nastolatkowie.
Zakleili wszystkie drzwi i okna.
To nie kawał.
Cicho, Cass.
Nie mam sygnału.
Nic. Nie ma Wi-Fi.
Spróbuj odłączyć router i znów podłączyć.
- Zapłaciłeś rachunek? - Tak.
Cass, cicho.
Masz zasięg?
- Nie. - Mamo, tato.
Próbowałam okna w pokoju i nic. Jakby je ktoś zakleił.
- Każde okno się zakleszczyło. - Cass, cicho!
- Tato! Nic ci nie jest? - W porządku?
- W porządku? - Tak. Nic mi nie jest.
Jest dobrze.
- Dobrze. - Co się dzieje… Tato!
- Nie rozumiem. - Do tyłu.
- Dlaczego? Co ty zamierzasz? - Tato!
- Nie! - Cofnij się. Ogarnę to.
Jasonie, nie!
- Przestań! - Mamo!
- Przestań! - Tato!
Mamo.
Tato.
Dzieci.
Tato, zobacz!
- -
- O Boże. - To nie tylko my.
- Nie możemy wyjść. - Ktoś idzie.
- - Tak.
To jak jej tam z końca ulicy.
- Żona Grega. - Jak jej tam…
- Susan. Zwróćcie jej uwagę. - Susan! Idź po pomoc!
Utknęliśmy tu! Sprowadź pomoc!
- On też nie może wyjść. - Zaraz wracam.
Dobrze, pójdzie po pomoc.
- Wezwie pomoc. - Tak.
Wszystko gra.
- Mamy się dobrze. - Tak, wiem.
Jest…
Dobrze.
Wszystko jest dobrze.
Zobaczmy, co tam porabiają sąsiedzi.
- Znacie wszystkich? - Prawie że.
Tak, Richardsonowie z naprzeciwka mają troje wnucząt.
- Max to chyba dentysta. - Tak. To jest jak mu tam.
- Kolarz. - Hm?
- Kolarz? - Kolarz?
Taki, co nosi ten cały durny osprzęt.
To Greg. Jego żona pobiegła po pomoc.
Czemu jeszcze nie wróciła?
Spokojnie. Zaraz przyjdzie z policją.
Jest też ten wścibski koleś.
Uff.
- Jak on ma na imię? - Boże. Nie znasz niczyjego imienia?
No. To ta wkurzająca babka z psem.
Kto jeszcze?
No tak. Nie zapominajmy o jełopie z łodzią.
Jak ją nazwał?
„Chwytaj Falę”?
Co za jełop.
No comments yet. Be the first to leave one.