ആദ്യത്തെ 200 വരികൾ.
Dzięki za przybycie.
Zacznijmy ostatni kawałek wieczoru. Najlepsze zostawiłem na koniec.
Pan "Let's get this party started"
Joe Valencia.
Matki z Filipin zawsze próbują zgadnąć, kim zostanie ich dziecko.
Nie zmyślam. Moja matka się popłakała, gdy powiedziałem, że zostanę komikiem.
"Komikiem? Ale czemu? Twoje ciotki są pielęgniarkami.
Wujowie też.
Widzisz jakichś klaunów w rodzinie?
Nie.
Przez ciebie zejdę na zawał".
To tyle. Jestem Joe Valencia. Dzięki, dobranoc.
ŚWIĄTECZNA NIESPODZIANKA
Nie mamy na to czasu. Musimy się śpieszyć.
- Cześć. - Cześć, jak tam?
To wy dzwoniliście? Mega Burrito...
bez cebuli z dodatkową Jalapeno.
Będziesz kogoś całował?
Zaraz podam.
Co?
Dziś nie mogę się spóźnić, bo mnie zawieszą.
Po to się spotykamy? Czemu nie wiedziałem?
Mówiłem w zeszłym tygodniu, ale jak zwykle mnie nie słuchałeś.
Mam wielkie uszy. Czemu zawalasz szkołę?
Mówię poważnie.
Chcę, żebyś załagodził sytuację. Jesteś w tym dobry.
Ludzie uważają, że jesteś czarujący.
Nie mogę być na warunku, bo odpadną mi zajęcia dodatkowe,
- a to jedyne, co mi się tam podoba. - Spokojnie. Załatwię to.
Obiecuję.
17,95.
Za burrito? Jest ze złota?
To Mega burrito.
W twoim wieku moje śniadanie było szare, zimne i bez wyrazu.
Mama nazywała je "osianką". Ale to nie była owsianka.
- Królik pierwszy. - Joe Valencia?
To ja.
Vincent?
Vincent i ja tańczyliśmy w Jodeci.
Serio?
Jak aktorstwo? Nadal pracujesz dla Budweisera?
Nie, ale puszczają moje reklamy. Występuję jako komik.
Chyba wezmą mnie do sitcomu. Mam casting o drugiej.
- Spotkanie w szkole jest o trzeciej. - Przyjdę. Kiedyś coś opuściłem?
Dosłownie wszystko.
Zaufaj mi. Jeśli mnie zatrudnią, będę w domu cały czas.
Vince? Ulubiony taniec królika?
Hip-hop. Pięć, sześć, siedem, osiem.
Co ty gadasz? Uwielbiam jarmuż. Kto go nie lubi?
Co ty gadasz?
Uwielbiam jarmuż. Kto go nie lubi? Kto to napisał?
Cześć. Byłem umówiony na drugą.
Mają opóźnienie.
Co ty gadasz?
Uwielbiam jarmuż. Kto go nie lubi?
Macie rację. Nienawidzę jarmużu. Powinniśmy zerwać.
Życie jest zbyt krótkie,
żeby jeść jarmuż.
Cięcie.
Możemy to powtórzyć. Telefon mnie rozpraszał.
- Wyszło super. - Dziękuję.
Gdzie jesteś?
Przyjdziesz?
Prawie skończyłem. Będę za 10 minut.
Byłeś świetny. Serio.
Powtórzmy to, ale teraz zrób to na całego.
Jasne. Improwizować?
Tak. Spróbuj mówić ze śmiesznym akcentem.
Jack jest z Kolorado. Może akcent z Denver?
"Życie jest za krótkie, żeby jeść jarmuż." Tak mówią w Denver?
To było dobre. Zostaw to na później.
A inne akcenty?
Jesteś w połowie Filipińczykiem? Użyj własnego akcentu.
To on.
Tak brzmi 50%? Chyba 30. Możesz go zwiększyć do 50? Dawaj.
- Co? - Akcja.
Halo?
Tato?
Mama już tu jest.
- Halo? - Żartujesz? Gdzie jesteś?
Będę za pięć minut, w porywach do 20.
Miałem casting. Co robić?
Agent dzwoni. Odezwę się.
- Jak poszło? - Dość dziwnie.
- Chcieli, żebym mówił z akcentem. - Jakim?
Filipińskim. Lubisz jarmuż? Wszystkie lubią jarmuż.
- Zabawne! - Tak?
- Spytam ich i dam ci znać. - Nie mówiłem tak.
To bez sensu. Jakbyś ty mówił z hinduskim akcentem w pracy.
Czemu nie? "Powiedz Clooney'owi, że stawka wynosi 20 baniek,
albo może pocałować mnie w mój brązowy tyłek."
Mówisz tak podczas stand-upów.
Wtedy udaję mamę.
A oni chcą śmiesznie brzmiącego Filipińczyka.
Naprawdę potrzebuję tej pracy. Muszę płacić czesne syna. Uratujesz mnie?
Zadzwonię tam.
Jadę między górami. Mogę stracić zasięg. Może nas rozłączyć.
Nick?
Szlag.
- Cześć, mamo. - O której przyjdziesz w niedzielę?
Jestem zajęty. Byłem na castingu do pilota.
- Będziesz pilotem? - Nie. To pilot do serialu. Do telewizji.
- Będziesz grać pilota w telewizji? - Prawnika.
Mógłbyś zostać prawnikiem, gdybyś się postarał.
Zadzwonię później.
Przyjdziesz na Wielkanoc? Będziemy na ciebie czekać.
- Spóźniłeś się. - Przepraszam.
Nic nowego. Taki jesteś.
- Jak mu idzie? - Ma trzy minus z matematyki.
Jakim cudem?
Nie po to płacimy 35 tysięcy rocznie, żeby nie umieli go nauczyć matmy.
Przestań.
W szkole publicznej miałby tróję minus za darmo.
- Znów nie przyszedłeś. Obiecałeś. - Przepraszam.
Już przywykłem.
- Ogarnij się. - Chwila. To babcia.
Mamo, co tam?
- Mówiłeś, że oddzwonisz. - Dopiero rozmawialiśmy. Czekaj.
To twój ukochany wnuczek.
- Cześć, babciu. - Przyjeżdżasz na święta?
Nie wiem.
Porozmawiamy o tym. Chwila. To mój agent. I jak?
Lubią cię, ale chcą usłyszeć akcent.
- Jaki akcent? - Właśnie taki.
- O co chodzi? - Świetny.
To nie ja, to moja mama.
Będzie dobrze. Mów tak, a rola jest twoja.
Nie chcę tak mówić w serialu.
Dobra. Pomyśl o tym.
Jestem poza miastem, więc słabo cię słyszę.
Jeśli zerwie zasięg, oddzwonię.
Muszę kończyć, pa.
Nie jadę do Daly City. Mam plany.
- To czemu masz tróję minus z matmy? - Super, zabieram go do domu.
W niedzielę jedziemy na wycieczkę.
Serio? Nie chcesz o tym porozmawiać?
Będzie fajnie.
- Przyjedziesz do nas? - A jak inaczej odbiorę syna?
- Nie bądź niemiły dla Kyle'a. - Nie jestem.
- Jesteś. - Jest dziwny.
Do zobaczenia w niedzielę.
Bud Zero. Zero alkoholu.
Zaczynajmy tę imprę, mała.
Lepiej nie.
Cześć, mamo.
Skoro jesteś prawnikiem w telewizji, to nie masz czasu przyjechać.
Przyjadę, spokojnie.
- Gratuluję. Teraz jesteś gwiazdą. - Co tam, kuzynie?
- Co tam robisz? - Wpadłem na kolację.
Mogę prosić więcej kalderaty? Jest świetna.
- Jak auto z taco, które sponsoruję? - Świetnie.
Musisz zobaczyć. Spodoba ci się. Potrzebuję więcej pieniędzy,
- żeby go dopieścić. - Więcej?
Porozmawiamy, kiedy przyjedziesz. Nasze mamy strasznie się kłócą. Serio.
Poszło o coś nowego, czy chodzi o gwiazdkę?
Kto to wie? Obie są uparte. Przyjedź. Tylko ciebie posłuchają.
- Potrzebujemy uroku Joe'a. - Mam drugi telefon.
Słyszałam. Nie jestem uparta. Kiedy wyjedziesz z Los Angeles?
Nie spóźnij się, pójdziemy do kościoła. Weź garnitur. Będzie super.
- Tak? - Tu Joe.
Halo?
Kto tam?
Joe.
Możesz mówić głośniej?
Boże.
- Kyle, tu Joe. Otwórz bramę. - Kto?
Jaja sobie robisz?
Wybacz. Nigdy nie rozpoznaję twojego głosu.
Witaj.
Junior już wstał? Przywiozłem jego ulubione burrito z jalapeno.
- To trucizna. Zrobię mu smoothie. - Nie rób mu smoothie.
Będzie super gładkie.
- Nie zachowuj się tak. - To przez niego.
Cat mówi, że dostałeś rolę w serialu.
Gratuluję. W wielkim Scottcie. Dobry tytuł. Grasz Scotta?
Nie, gram Jacka, tego świra.
Nie mogę już się doczekać. Mam mnóstwo śmiesznych kwestii.
Cześć, tato.
Przyniosłem twoje ulubione burrito z jalapeno.
- Wypiję smoothie. - Właśnie.
To naukowo potwierdzony przepis od trenera Kingsów.
Grasz dla Kingsów? Nie wiedziałem.
To był sarkazm? Przecież wiesz.
Skoro prawie nigdy nie grasz w meczach, to ja mogę powiedzieć,
że gram dla Dodgersów.
- Jestem zastępcą bramkarza. - Nie, zastępcą zastępcy bramkarza.
Dobra, zastępco. Musimy jechać.
Na razie.
Dzięki za smoothie.
Do boju, kings.
- Pa. Bezpiecznej podróży. - Dzięki.
Ile zajmie podróż?
Około pięciu godzin i 10 minut, ale dojadę w cztery i pół.
Chcesz się założyć? 20 dolców?
Do zobaczenia.
Dzięki temu możemy nadrobić zaległości.
To ty ciągle narzekasz na moje wyjazdy na stand-up i na to,
- że opuściłem twoją wystawę fotografii. - Nie moja wina, że nigdy cię nie ma.
Mnie ojciec nigdzie nie zabierał.
Odszedł, nie dzwonił, nie pojawiał się na moich urodzinach.
No comments yet. Be the first to leave one.