ആദ്യത്തെ 200 വരികൾ.
Pedro?
Theo?
Jak tu wszedłeś?
Wiesz, że czekałem na Pedra na spotkaniu w sprawie wymiany?
- No i co? - Nie pojawił się.
I nie odbiera telefonu.
- Nie przyszedł. - To co?
Dzwoniłem do ciebie, ale nie odebrałaś.
Dzwoniłem do drzwi i też nic.
Zostawiłaś otwarte drzwi.
Nie ma mowy.
Nie możesz tak tu sobie wchodzić bez uprzedzenia.
Przepraszam. Jest tu Pedro?
- I oddaj mi klucze. - Czy to jedyny nasz problem, klucze?
To nie problem.
Ja jestem problemem.
Bo nadal tu mieszkam, co nie?
Masz tu pieniądze dla Zezé'a. Zapłać mu, jak tylko uszczelni basen.
- Możesz to zrobić? - Po co go uszczelniać?
Przyjdą w przyszłym tygodniu. Już zapłaciłem.
- Po co te płytki? - Nie wiem, Branca.
Może, by zakryć tamtą dziurę.
Nie wiem, po co robisz basen, jeśli zamierzamy to sprzedać.
Podniosę jego cenę. Zarobimy na tym.
Może kupujący nie będzie chciał basenu.
- Może dom go nie olśni. - Może nie pływać.
Przestańmy, proszę.
Jestem zmęczony. Nawet nie wiemy, czy go sprzedamy.
Dlaczego? Ty chyba nic nie rozumiesz.
Jak tylko coś znajdę, wyprowadzam się.
Rozumiesz?
- Gdzie byłeś? - Komputer mi się zepsuł.
Dałem go do naprawy.
Byliśmy dziś umówieni, zapomniałeś?
Ty byłeś umówiony.
Ja byłem umówiony.
Sam.
To było ważne. Dziś...
Mają zasadę, że dzieci raz muszą tam być. Jeśli nie...
By móc wybrać miasto.
Trzeba tam iść tylko ten jeden raz.
Zapłaciłem, by był w Christchurch.
- Musi tam iść. - Zapłaciłeś?
Musisz tam iść.
Inaczej nie wybierzemy ci miasta.
Ale ja nie chcę tam jechać!
Ty...
Dlaczego, Pedro?
Wydaje mi się, że to dla niego szansa.
Mylę się? Czy to nie jest dobre?
Nauczysz się angielskiego, to najlepszy kraj na świecie.
- Jakbym był baranem. - Nie możesz go zmuszać.
Dałem mu dwa kontynenty do wyboru.
Ja chciałbym to dostać od ojca.
- Nie możesz zawsze decydować. - Podobał ci się ten pomysł.
Ty chcesz zdecydować?
- Kiedy on zamierza się zdecydować? - Kiedy? Jeśli się zdecyduje.
Nie możesz go ot tak wysłać do Australii.
Nowej Zelandii.
Nie o to chodzi.
Zawsze jest jakiś problem, nie?
Tak.
Zawsze jest coś jeszcze.
Co to jest, Branca?
Co jest co?
- Theo... - Co tu robi to krzesło?
To na jego urodziny.
- Czemu to robisz? - Nikt nic nie robi?
Dlaczego to robisz?
Czemu? Co to jest?
- Uspokój się. - Co to jest?
Co tu robi to krzesło? Czemu to robisz, Branca?
- Nie denerwuj się. - Czemu mi to robisz?
- Co to tutaj robi? - Dziadek je przysłał.
Dziadek? Jaki dziadek?
Kto jest twoim dziadkiem?
- Będzie w moim pokoju. - Kto jest twoim dziadkiem?
- Tato... - Kto?
- Postawię je w pokoju. - Czekaj.
Moment. Tylko go zapytam.
- Nie bądź taki. - Czy on go zna?
Znasz dziadka?
- Daj mi moje krzesło. - Czy on cię widział?
- Zostaw. - Porozmawiajmy.
- Zostaw moje krzesło. - Czy twój dziadek cię zna?
Nie zna mnie ani ciebie!
A ty nawet tu nie mieszkasz!
- Daj mi moje krzesło! - Nie zna mnie!
- Nie zna ciebie! - Daj mi je!
- Przestańcie. - Ja wam pokażę!
- Nie rób tego, Theo! - Tato!
Chcesz swoje klucze? Chcesz?
DR BRANCA GADELHA
Pedro?
Wychodzisz?
Już po ciebie przyjechali?
Wracam w niedzielę, mamo.
- Zjesz ze mną kolację? - Tak.
Buziaki.
Wszystkiego najlepszego!
Wzięłam swoje rzeczy. Już idę.
- Pomogę ci. - Nie trzeba.
Przepraszam.
- Nie musiałeś tego robić. - Wiem. Przepraszam.
Nie powinieneś.
Wybaczysz mi?
Wiedziałaś o tym krześle?
To nie jest dla mnie łatwe.
Wiem.
Wracać do domu, w którym już nie mieszkam...
Nie jest to łatwe.
Przepraszam.
Pedro jest na górze?
Pojechał na wycieczkę.
- W niedzielę ma urodziny. - Pojechał gdzieś z Levym.
Pozwoliłaś mu?
Nie pytał mnie.
Ten program wymiany... Sądziłem, że to coś dobrego.
Myślałem, że mu się spodoba. Że to dla niego dobre.
Dobrze, że będzie z dala,
dopóki tego nie poukładamy.
Nic się nie poukłada, Theo.
Ale nie musi na to patrzeć.
- Wyprowadzam się. - Nie chcę o tym więcej rozmawiać.
- Oddałem ci przecież klucze? - Nigdy nie chciałam tego domu.
Mam sobie iść? Nie pójdę. Ten dom był dla ciebie.
- Ty go chciałeś. - Zrobiłem go dla ciebie.
- Tak. - Branca.
Zrobiłem go dla was, dla Pedro...
Zrobiłem go dla nas.
- Przestań. - Co się z nami stało?
- Już o tym rozmawialiśmy. - Co się dzieje, Branca?
Co mam zrobić? Powiedz.
Co chcesz, żebym zrobił?
Powiedz mi.
Zostaw mnie, proszę.
Theo.
Czekaj.
Cześć.
W niedzielę jem z Pedro kolację.
- Jeśli chcesz przyjść. - Dobrze.
Przyjdę.
- Co słychać? - Cześć, Theo.
Wejdź.
Już przygotowałaś.
Nie ma sprawy.
Postaw to tu.
- Pedro to lubi... - Tak, uwielbia to.
Chcesz coś do picia?
Wodę.
Dzięki.
Siadaj.
Nie umiem tego włączyć.
Tutaj.
Jest tylko jeden przewód.
Wygląda dobrze.
On lubi te...
A co z grantem?
- Będzie we wrześniu. - A tak, już mówiłaś.
- Wiesz już, dokąd jedziesz? - Myślałam o Hiszpanii.
Stany nie byłyby dla ciebie lepsze?
Nie wybrałam jej ze względu na medycynę.
Rozumiem.
- Pedro się spóźnia. - Mówił, o której będzie?
- Nie powiedział. - Nie powiedziałaś mu?
- Powiedziałam tylko o kolacji. - Zadzwonimy?
Dzwoniłam już dwa razy.
Zadzwonię do Levy'ego.
Levy?
Tu Branca. Wróciliście już?
Jak to skąd?
Nie jechaliście nigdzie?
Jak to?
Pedra nie ma z tobą?
Zaraz. Nie wiesz? Gdzie jest Pedro?
Witaj.
Co słychać?
O co chodzi, Levy?
Pedro mówił, że jedziecie razem na weekend.
Nic o tym nie wiem.
Nie rozmawialiście z nim?
- Nie dzwonił od soboty. - Nie powiedział ci, dokąd jedzie?
- Nic nie mówił. - Powiedz prawdę.
- Levy, on mówił... - Ja...
Mówił, że jedzie z tobą.
Nie był tu i nic mi nie mówił.
To niemożliwe, Levy.
- Prawie nie rozmawialiśmy w tym tygodniu. - Posłuchaj...
Czy spotykał się z kimś oprócz ciebie?
Z innymi kolegami?
U kogo mógł jeszcze nocować?
- Nic się nie zmieniło, Theo. - Zastanów się, Levy.
Zastanów się, może zrobił coś innego w tym tygodniu.
W szkole. Nic nie pamiętasz?
- Pomyśl, synku. - Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę,
jakie to jest ważne. Pedro zaginął. Rozumiesz?
- Spokojnie, Branca. - Przypomnij sobie.
Cokolwiek pamiętasz, może być to ważne.
Pytał mnie o coś.
Chciał adres do sklepu mojego wuja.
No comments yet. Be the first to leave one.