ആദ്യത്തെ 200 വരികൾ.
Dzień dobry, żabko.
Alina zużyła mój żel pod prysznic.
Znowu muszę się myć tym babskim.
Weź ten.
Nie chcę, idź mi z tym.
Byłeś u lekarza ze swoim kolanem?
W przyszłym tygodniu. Nie miałem czasu.
Kupiłem sobie maść.
Gdzie ją kupiłeś?
W aptece.
Gdzie niby miałbym kupić?
- Dzień dobry. - Panna w końcu wstała.
- Potrzebny ci telefon przy stole? - Muszę coś napisać.
My tutaj jemy.
Zaraz skończę.
Twoja córka.
Musisz nam jeszcze podać adres i godzinę, o której mamy tam być.
Mamy tam być. Co to w ogóle jest za wydarzenie?
Mówiłam ci już w poniedziałek.
Przypomnij mi. Nie zrozumiałem.
Poznacie rodziców mojego chłopaka.
Wszystkie harmonijnie niezrównoważone pola regulacji nerwowej...
- Skarbie? - Tak?
- Idę do pracy, dobrze? - Tak.
- Tak, papa. - Spójrz na mnie...
Rany, jakie ty masz piękne oczy.
Kupić coś po drodze?
- Sok pomarańczowy. - Dobrze.
Istotna wspólnota aktywnej relaksacji...
Istotna wspólnota aktywnej relaksacji...
Co takiego?
Cześć, o której będziesz w domu?
Ugotowałem twoje ulubione indyjskie danie.
Słuchaj, mam tutaj jeszcze
taki nawał pracy.
Muszę to wszystko pokończyć.
Zrób to w poniedziałek,
żebyśmy chociaż mogli zjeść razem.
Księgowość musi być gotowa
do końca tygodnia.
Przykro mi.
Nie wiedziałam, że gotujesz.
No dobrze, to zapakuję coś na drogę.
Świetnie. I odbierz mnie z dworca.
Może Mario też będzie trochę chciał.
Tak, dobry pomysł.
Odbierz mnie z dworca.
- W porządku. - Tak, pa!
Cholera.
Pomóż, jak potrafisz!
ROZDZIAŁ I: RUTYNA
Masz jakiś pomysł, co dalej robić?
Jakikolwiek?
Nie mam pojęcia.
Słucham!
Cześć. Słuchaj, dzisiaj wieczorem...
jesteśmy umówieni na 19.
Super. Powiedz im prawdę.
Nic złego się nie stanie.
I tak powiesz prawdę, wszystko jest w porządku.
- Dasz radę. - Nie wiem.
Nie znasz mojego ojca, ani matki...
Fajnie będzie ich poznać.
Będzie super. Jesteśmy przygotowani.
Damy radę. Do zobaczenia.
Do zobaczenia. Pa.
Musimy się trochę pośpieszyć. Jestem później umówiony.
Na kolację. W Brandenburgii.
Po co tam jedziesz?
- Poza miasto. - Tak po prostu?
Do rodziców chłopaka Aliny.
To miło, co nie?
Tego jeszcze nie wiem.
Cholerny wiatr. Strasznie mnie wkurza.
Kurde.
To jest robota...
dla debili.
Wiesz, jak się czasem czuję?
Jak ci ludzie...
jedni idą w tę stronę, drudzy w tamtą.
Nie mam celu. Jestem jak wszyscy inni.
Jestem kompletnie przeciętny.
Tyle, że ja wieszam plakaty.
Gówniana robota.
Moja żona nie ma powodu, by mówić:
mam super męża.
- To normalne. - Bzdura.
Myślisz, że żona kierowcy autobusu jest dumna...
albo żona gliniarza?
Jesteśmy lepsi od innych.
Powinnaś porozmawiać z szefem.
Nie powinnaś pracować tak długo w każdy piątek.
Jedziesz tak ubrany na spotkanie?
Masz coś na przebranie?
- Czy tak pójdziesz? - Pójdę w tym.
Jak wolisz.
Jedziemy na bal przebierańców?
- Nie. - Mam się przebrać?
Ale mógłbyś założyć coś porządniejszego.
Co ci się w tym nie podoba? To moje ubranie do pracy.
Też masz na sobie ubrania z pracy.
W porządku.
Co ci przeszkadza?
Że nie jesteś odpowiednio ubrany.
To są normalne spodnie i koszulka.
Co oni sobie o nas pomyślą?
Pracujesz po 15.
Musisz porozmawiać z szefem.
- Zrobię to. - Kiedy?
Znam już twoje „zrobię”.
Od twojej córki.
Lekcji nie odrobi. Tylko ciągle bawi się telefonem.
Co to ma być?
Zostaw jej trochę miejsca.
- Cofnij się. - Uwaga!
Najpierw się sygnalizuje!
Teraz mi stuknie. Nie do wiary!
Ma to w nosie.
- Tak jak twój szef. - Uważaj, czerwone.
Ci ludzie tak mają...
Wjadą ci i mają to gdzieś.
Ona pewnie też trzyma pracowników po godzinach.
Ten typ tak ma.
Jestem głupi, nie mam wyczucia...
Mówi to ot tak.
Trzy lata temu zwolniono mnie z pracy.
I nastrój w domu ciut się zmienił.
Między nami wszystko OK.
Bzdura.
Naprawdę w porządku.
- Naprawdę? - Tak.
To czemu zaczęłaś się spotykać ze mną?
Przepraszam, którędy do Stülpe?
Jeszcze dwie miejscowości.
Minie pan Schöneweide...
potem Gotow, potem w lewo na Stülpe,
przez Schönefeld...
po Schönefeld w prawo
i tam będzie Stülpe.
Czyli teraz w prawo?
Nie, przez Scharfenbrück,
Schöneweide,
Gotow.
Za Gotowem w lewo,
potem w Schönefeld
w prawo na Stülpe.
- Nie rozumiem. - Tak, wiem.
- W lewo przy Gottleben. - Teraz jasne?
Tak, dziękujemy.
Masz tam chłopaka i nie wiesz, jak tam trafić?
Gottleben, potem w lewo. To nie takie trudne.
W lewo.
Schönefeld.
Tak mówiła ta kobieta.
Schönefeld, potem w prawo.
A potem jest...
Czy to było w Schöneweide?
To samo tutaj. W prawo czy w lewo?
Musisz się cofnąć.
Tam jest mały podjazd.
Minęliśmy to?
Tak, to było przy krowach.
Przy krowach!
Mów, gdy to mijam.
Przy krowach!
Język ojczysty na szóstkę.
W końcu nie płacisz za benzynę.
Możesz się rozluźnić, co?
Polakierować paznokcie...
Pogrzebać w telefonie...
W następne wakacje, młoda damo,
pójdziesz do pracy.
I będziesz nam dokładać 50 euro co miesiąc.
- Tutaj, w lewo! - Tu?
Tak.
- Teraz skręcić? - Tak.
- Na pewno? - Tak, na pewno.
Nie najlepsza droga.
I prosto.
To jakieś muzeum przyrodnicze, czy co?
- Tu droga się kończy. - Ale to tam.
To jest zamek.
Powiedz mi, gdzie to jest.
To ten dom.
Żartujesz.
Nie wierzę. Z kim ty się spotykasz?
Mówiłam, że mają duży dom.
O Boże.
To nie jest duży dom, tylko gigantyczny bunkier.
Jak ja wyglądam?
To już twoja wina.
Trzeba było powiedzieć, dokąd jedziemy.
Mogłaś przysłać stąd pocztówkę.
Wysiadamy teraz czy...
Dlaczego wyjeżdżasz?
Nie zaparkuję tam tego gruchota.
Trzeba było mi powiedzieć.
Masz czelność!
Zobacz, jak ja wyglądam.
To dla mnie duży dom.
No comments yet. Be the first to leave one.