200 baris pertama.
ADAPTACJA OPOWIADANIA ANTONA CZECHOWA
WAŃKA
Drogi Dziadku,
Ten list pisze do ciebie Kuttappayi.
Jest wigilia Bożego Narodzenia.
Niech Bóg zawsze obdarza Cię łaską.
Ale...
dla mnie...
nie ma Bożego Narodzenia.
Przełóż te kaczki na tył.
Chłopak się wyspał.
Paskudnie śmierdzi.
Wyspałeś się?
Nie ma nic do roboty, to uczepił się kacząt.
Zostaw to, szefie.
Na tym polega problem.
- Daj go! - Dziadku, widzisz?
- Zostaw. To tylko dziecko. - Dziecko!
Zagoń go do jakiejś roboty. Nie rozpuszczaj go tak.
Nie bój się. Puść go na wodę.
Szef tylko cię straszy.
W jego wieku chłopcy sami pracują.
Masz pojęcie za ile?
A ty go pilnujesz jak niemowlaka.
Dziś jest 13 września.
Zjawię się na Boże Narodzenie.
Pilnuj kaczek, bo ze zdechłych nie ma pożytku.
Lepiej idź, bo twoje gadanie ściągnie pecha.
Nie jestem jakimś nowicjuszem, żeby miały zdechnąć.
Uważaj, bo słowa staną się klątwą.
Mały!
Tutaj.
Tutaj.
Cześć!
Cześć!
Przybywasz później niż zwykle.
Nie słyszałeś?
Słyszałem.
Oboje zginęli razem.
Jaka szkoda!
Nie ma rady.
To ich syn?
Tak...
Jesteś głodny, Kuttappayi?
Po co odczuwać taki głód tak wcześnie rano?
Nie ten głód.
Ale może chcesz coś zjeść?
Słońce dopiero wzeszło.
Bracie! Wejdź.
Przyjdę wieczorem. Teraz chłopak mnie nie puści.
Czego się boisz? To tylko chłopak. Przekonam go.
Jest twardszy niż wygląda. Potrafi być marudą.
Mam powiedzieć, kto jest marudą?
Nie mów.
Mój tato przewróciłby się w grobie.
Jesteś wreszcie, Kunjutty. Zgłoś się do Kandanchiry.
Pójdę jutro. Najpierw postawię chatę.
Jak potrzebujesz narzędzi, to są u mnie.
Vallyappy, zobacz, kto przyjechał!
Kochappy, kaczarz przyjechał.
Dajmy mu dzisiejszy połów.
Nie potrzebuję dzisiaj. Muszę postawić chatę.
Jak się udał połów? Dobrze?
Źle. Woda jest słona.
Nie odchodź za daleko.
Dziadku...
Które gwiazdy to Tata i Mama?
Tamta na samym końcu to Mama.
- Widzisz tę migoczącą obok niej? - Tamtą?
Tak. To twój Tata.
Widzą nas?
Oczywiście.
Widzą lepiej niż my tutaj.
Widzą, jak Kuttappayi biega i się bawi.
Halo!
Halo, Dziadku.
Kuttappayi, chodź tutaj.
Kaczki zniosły jajka?
Czarne kaczki zniosły białe jajka. Chodź szybko.
- To syn Josepha? - Tak.
Nie powinieneś go wysłać do szkoły?
Niech nie marnuje czasu na włóczęgach.
Tak...
Dzisiaj dzieci muszą mieć wykształcenie.
Masz rację. Nawet uczył się do drugiej klasy.
Ale gdzie mam go zostawić, kiedy pilnuję kaczek?
U jego rodziny.
To jeszcze dziecko.
Nie ma o czym rozmawiać. Jego rodzice nie żyją.
Wszystkie są takie same.
Nie chcesz się uczyć, chłopcze?
Chcę.
Widzisz? Biedny chłopiec.
Powiedziałaś prawdę. Nasze życie jest jak przelotny deszcz.
Dziś jesteśmy tutaj, a jutro gdzieś daleko.
Betty jest tam... Idź do niego.
Tinku, łódź przypłynęła. Pośpiesz się.
- Widziałeś moją szkołę? - Nie.
- Jest blisko. - To po co ci łódź?
Jeśli pójdę piechotą, Tata będzie krzyczał.
Tinku... jeszcze to.
Za każdym razem o czymś zapomina. Chodź.
Ja też chcę się uczyć.
Możesz.
- Dziękuję, Betty. - Witam ponownie.
- Witam ponownie. - Dziękuję.
- Jak minęła podróż? - Bardzo dobrze.
Byłyśmy zachwycone widokami. Takie piękne i zielone.
Woda jest bardzo spokojna, prawda?
- Bardzo spokojna. - Idealna wycieczka.
Doskonale. Życzę miłego pobytu. Tymczasem.
- Dziękuję bardzo. - Dziękuję.
Nie przyjechałeś po żniwach,
więc chciałem wezwać innego kaczarza.
Ale Molly nie zgodziła się. Co się stało?
Chciałem przestać pracować, ale córka z mężem zmarli.
Teraz robię to tylko dla niego.
Co ich skłoniło do odebrania sobie życia?
Byli zadłużeni.
Rząd obiecuje anulować pożyczki rolników, ale to tylko słowa.
Mogli przynajmniej pomyśleć o dziecku.
Jemu też dali truciznę. Mieliśmy szczęście, że przeżył.
Ostrożnie. Nie przewróć się.
Dziadku, czy to żuraw?
Różnie go nazywają.
Idź ostrożnie.
Dziadku, zerwiesz mi ten biały kwiatek?
Zerwę.
- Tyle? - Jeszcze jeden.
Tyle?
I ten czerwony lotos.
- Coś bierze? - Jeszcze nie.
Weźmie...
Jak weźmie, podziel się z nami.
Z kim, jeśli nie z tobą, Kunjukutty?
Kim jest ten szkrab?
To mój wnuk.
Może wygląda na szkraba.
Ale zachowuje się jak mój dziadek.
Popłyniesz ze mną, chłopcze? Nauczę cię łowić ryby.
Wtedy na pewno się nauczy!
Ojej, Dziadku, ile wróblich gniazd!
Jest tu wiele rodzajów ptaków.
Mieszkańcy i przybysze.
Co to znaczy „przybysze”?
To ptaki wędrowne.
Są takie jak my.
Przybywają tu po żniwach.
Zostają przez jakiś czas i odlatują do domu.
Przylatują tu co roku?
Przylecą nawet, jeśli nas nie będzie.
Składają jajka i wylęgają się młode.
A potem odlatują... Matka, ojciec i maluchy.
A maluchy bez rodziców?
Maluchy bez rodziców...
Halo!
Spotkamy się na drinka?
W oberży dziś wieczorem.
Dobrze.
Po co zapala lampę?
Kiedyś dla łodzi i przewoźników w nocy.
Jako światło naprowadzające.
Ale teraz są latarnie i inne rzeczy.
Paily nie zapala jej dla pieniędzy.
Robi to dalej w nadziei, że komuś pomoże.
A w kościele w Chambakkulam
Mają święty wyścig łodzi
A w Ambalappuzha święty festiwal świateł
Piękna dziewczyno z pól Kuttanad
Festiwal Garudy dla Kaavilammy
Pola Kuttanad
Oddajesz swoją porcję psu?
Pillechan, daj mu drugi talerz ryby z tapioką.
Muszą być bębny, rogi i piszczałki
I ktoś witający gości
Rozwieszone dekoracje
Przyjedziemy jako goście
Jak się wabi ten pies?
Nie ma imienia.
Bezimienny pies.
To twoje imię?
Cicho! Avaran, zobacz, kto przyszedł! Kukułka.
Twój ojciec jest kukułką!
Zawsze chciałem o to zapytać.
Dlaczego nazywają cię „Avaran Oberża”?
Co za pytanie? A jak mają nazywać kogoś,
kto zamiast spać ze swoją kobietą, śpi w swojej oberży?
Uważasz, że to zabawne?
Jeden, dwa, trzy, cztery
Jeden, dwa, trzy, cztery
Toczyłem koło wodne o dwudziestu ośmiu łopatkach
Toczyłem koło wodne o dwudziestu ośmiu łopatkach
Dwadzieścia osiem łopatek.
Toczyłem koło wodne o dwudziestu ośmiu łopatkach
Dwadzieścia osiem łopatek.
Kuttappayi, opowiedz mi bajkę.
Jeśli się przyłączysz.
Dobrze.
Dopóki nie zasnę.
- Zgoda. - Zaczynaj.
No comments yet. Be the first to leave one.