200 baris pertama.
GWIEZDNE WOJNY
Gwiezdne wojny trafiły do kin latem 1977 r.
Miałem 13 lat, mieszkałem na ranczu w Shawnee w stanie Kolorado.
Ja miałem dziesięć lat.
Ja około osiemnastu.
Miałem jakieś dziewięć lat.
Miałam 15 lat
i usłyszałam, że ten film na zawsze odmieni kino.
Oglądałem Saturday Night Live. Puścili reklamę.
Gdzieś w kosmosie...
Nadlatują zbyt szybko!
...być może właśnie coś takiego się dzieje.
Gwiezdne wojny.
Coś tam o nich słyszeliśmy.
Że to jakaś epicka opera kosmiczna.
Widziałem film w weekend otwarcia, w Grauman's Chinese Theater.
Ja byłem na Leicester Square ze znajomymi.
A ja w Hongkongu.
W multipleksie przy Briarwood Mall w Ann Arbor.
Kumple stali w kolejce 12 godzin.
Ten film mocno na mnie wpłynął.
Nie jesteś za niski na szturmowca?
Był absolutnie fantastyczny.
Magia.
Porażający.
Czułem, jakbym odkrył tajne piętro we własnym domu.
Pomyślałem, że chcę tam być.
Tu Czerwony Pięć. Ruszam.
Nawet nie wiedziałam, że można robić takie kino.
Ten film otworzył mi oczy.
To był zupełnie nowy poziom kinowego rozmachu.
Jak tylko wyszliśmy, zapytałem Cheryl, czy chce go zobaczyć jeszcze raz.
Odpowiedziała, że tak.
Stanęliśmy w następnej kolejce i poszliśmy na film drugi raz.
Byłem w szoku. Nawet dziś nie znajduję słów,
by opisać, co wtedy czułem.
Poszedłem do domu i oznajmiłem, że rzucam pracę.
Powiedziałem żonie, że ma wziąć rachunki na siebie, bo chcę zrobić film.
Ken Ralston Operator kamery
Kiedy skończyliśmy Gwiezdne wojny, wróciłem na jakiś czas do reklam.
Uznałem, że to koniec. Tak to już bywa w kinie.
Temat był zamknięty.
Zrobiliśmy swoje, ciężko pracowaliśmy,
a potem rozstaliśmy się w zgodzie.
Grupa się rozpadła,
bo mieszkali w LA od sześciu do dziewięciu miesięcy,
a ja nic nie robiłem.
ILM przestało istnieć.
Parę miesięcy pracowałem przy Bliskich spotkaniach.
Doug Trumbull dopiero zaczynał i potrzebowali kogoś,
kto nakręciłby statek-matkę.
Bliskie spotkania trzeciego stopnia
Jon Erland i ja odebraliśmy telefon
Warsztat modelarski
od producenta Flesha Gordona.
Flesh Gordon...
Podróż z Fleshem Gordonem...
Nie z Flashem, a z Fleshem.
Nie mylić z oryginalnym FLASHEM GORDONEM
John Dykstra natychmiast nas do siebie wezwał.
Zapytał: „Co wy wyrabiacie, u licha?”.
Powiedział: „Szykuje się świetny projekt.
„Obiecuję, że jak wytrzymacie jeszcze trzy tygodnie,
„dostaniecie duży projekt”.
Nie chciałem tego kończyć.
Nie opóźniałem pracy, ale...
John Dykstra - Szef działu efektów
To doświadczenie było
ekscytujące i pouczające.
Świetnie się bawiłem i nie chciałem, żeby to się skończyło.
Chciałem zostać w tamtym miejscu, z tamtymi ludźmi.
Na nich zależało mi szczególnie.
To byli moi przyjaciele.
To z nimi jadłem obiad w Święto Dziękczynienia.
Każdy dzień był ekscytujący. Praca i zabawa w jednym.
Właśnie to chciałem robić.
Ale mimo że Gwiezdne wojny odniosły sukces,
nie mieliśmy pewności,
czy ILM będzie dalej działać.
CIEKŁY AZOT
Pracowałem nad Battlestar Galactica.
Stworzył firmę o nazwie Apogee.
Apogee dostała kontrakt na Galactikę.
Wróciłem tam i pracowałem nad nią około ośmiu miesięcy.
Ekipa, która pracowała nad Gwiezdnymi wojnami, działała nadal,
pracowała w tym środowisku, na tym sprzęcie.
Mieliśmy narzędzia i ludzi.
Działaliśmy trochę po omacku,
zastanawialiśmy się, dlaczego George nam na to pozwala.
Użyczyłem Johnowi sprzęt do Battlestar Galactica,
a sam pisałem scenariusz.
Wyprodukowaliśmy efekty
do Galactiki i wtedy George postanowił,
że przeniesie cały sprzęt do Marin.
Powiedziałem mu, że nie chcę tam mieszkać.
Postanowiliśmy wyjechać do San Francisco.
Nie musimy robić filmów w LA.
Pracowałem jako modelarz przy Galactice. Przyszedł Richard Edlund
i powiedział: „Telefon do ciebie”.
Mówił dość cicho.
Zapytałem, kto dzwoni.
Powiedziałem, że ja też mam telefon, a on na to: „Nie, nie.
„Idź na górę i odbierz ten, który leży na biurku Joego.
„Natychmiast”.
Dzwonili George i Gary.
Gary Kurtz - Producent
Powiedzieli mi, że chcą kręcić sequel w północnej Kalifornii,
ale żebym tego nie rozgłaszał,
bo nie chcą, żeby to się rozniosło.
Mówiło się o tym, że George pracuje nad sequelem.
Powiedziałem: „Słuchajcie.
„Jak do mnie zadzwonią,
„to się zgodzę. Byłbym głupi, gdybym odmówił”.
Wszyscy mówili to samo.
Słyszeliśmy, że George pracuje nad drugą częścią Gwiezdnych wojen.
Dennis miał pracę jak w banku. Wiedziałem, że ja i Ken też dostaniemy angaż.
Zapytałem ich, czy chcą jechać do San Francisco.
„Opłacimy wam podróż,
„wynajmiemy dom, wszystko załatwimy”.
Wybraliśmy najzdolniejszych.
Tych, którzy spisali się najlepiej.
Niektórzy nie chcieli się przenosić.
Musieliśmy ich namawiać. Ale wiedzieliśmy,
że chcemy zatrudnić Richarda i Dennisa.
Kinematografia była dla mnie ważna.
Tę samą pasję widziałem u George'a
i u ludzi, których zaproszono do współpracy.
To wyglądało tak, jakby wybrali ludzi, których uznawali
za bratnie dusze.
Nie zamierzałem z tym polemizować. Zrobiliśmy film, który odniósł sukces,
ale Imperium musiało być jeszcze lepsze. Nasza reputacja od tego zależała.
Kiedy do mnie zadzwonili, ruszyłem w drogę.
Joe Johnston - Scenograf
Dla mnie to było oczywiste.
Mogłem zostać i pracować w tym obskurnym magazynie
w Van Nuys albo wyjechać do Marin
i otworzyć nową wytwórnię efektów specjalnych.
Myślę, że większość ekipy o wiele lepiej się czuła
w miejscach takich jak Marin, nie w Van Nuys.
Wreszcie nadszedł
ten przełomowy dzień.
Siedziałem przed budynkiem w Van Nuys, gdzie kręciliśmy Galactikę.
Lotnisko Van Nuys było pół przecznicy dalej.
Było 40 stopni, siedzieliśmy i patrzyliśmy na zachód słońca.
Niebo było żółto-pomarańczowe.
Dotarło do mnie, że to jest piekło.
I pojawiła się szansa, żebym się z niego wyrwał.
To mi wystarczyło.
No nie wiem.
To było dziwne.
Wszyscy przenosili się na północ, ale mnie nie zaproszono.
Na pewno przeczuwał, że tak się stanie.
Że George chce spalić ten most.
Spisał się świetnie.
Ale podczas produkcji filmu był w trudnym położeniu.
Był pod dużą presją.
Zbyt dużą, jak na niego.
Każda zmiana wywoływała w nim gniew.
Nie byłem...
Kurczę.
Sam nie wiem, jaki nie byłem.
Nawet nie wiem, czy chciał mieć we mnie lojalnego pracownika.
Chyba po prostu
byłem zbyt młody i miałem wybuchowy charakter.
John Dykstra wezwał mnie do biura. Był zły.
Chwycił biurko, uniósł je
na parę centymetrów i trzasnął nim o podłogę.
Wszystko się z niego posypało.
Sami pomyślcie: zdobywacie Oscara,
a potem ktoś was wykopuje z ekipy.
Kompletnie bez sensu.
Harrison Ellenshaw Malarz dorysówek
Nie wiem.
Domyślam się, że go to zabolało.
To nie było...
Czy byłem rozczarowany?
Oczywiście.
Ale dokonałem pewnego przełomu.
Zdarzało się, że coś nam nie wyszło,
że coś skopaliśmy
od czasu do czasu.
Ale bawiłem się świetnie.
To był cudowny czas i dlatego rozstanie
było dla nas takie smutne.
Czuliśmy, jakby rozpadła nam się rodzina.
Prace miały potrwać tylko dwa lata.
Tyle nam zagwarantowano.
Zgodziłem się i przekonałem część znajomych.
Przenieśliśmy się całą ekipą.
Tak to się zaczęło.
Pracowaliśmy w budynku Kernera.
Kiedy się tam wprowadziliśmy, miał jedną kondygnację
bez ścianek działowych.
Od frontu były drzwi wejściowe, biura i łazienki,
a dalej już tylko otwarta hala.
Do nas należała tylko część budynku.
Obok był warsztat samochodowy i coś jeszcze.
Na zewnątrz było puste pole,
na którym filmowaliśmy eksplozje.
Spartańskie warunki.
No comments yet. Be the first to leave one.