Первые 199 строк.
Chcesz stąd skoczyć, Vinnie?
Nie skacz stamtąd.
Za nisko.
- Tylko połamiesz sobie nogi. - Dobra, dobra.
Dzięki, Ralph. Zapamiętam, stary.
Potrzebujesz wieżowca.
Albo rozpędzonego pociągu.
Na razie, młody.
Albo i nie...
- (Pies skomli) - No chodź. Chodź.
Jebać klasę średnią. Jebać „The Guardian”.
Jebać trzy urlopy w roku i picie czerwonego wina
i pieprzenie głupot na proszonych kolacjach.
Jebać quinoa i tę całą „kinuę”.
Jebać świece zapachowe. Jebać wasze rodzinne minivany
i wasze bananowe dzieciaki o imionach Tilly i Tarquin.
Jebać kremy nawilżające. Jebać witaminy.
Jebać lacrosse i pieprzony tenis oraz 18 dołków w każdą jebaną niedzielę.
Nazywają nas „młodzieżą zapomnianą przez Blaira”,
dziećmi dorastającymi w mieście, które nie miało nic do zaoferowania.
Żadnych szans, żadnych perspektyw, żadnej nadziei.
Ale jednego nigdy nie zrozumieją...
Nie jesteśmy ofiarami. Po prostu żyjemy inaczej.
Chodzi o kumpli, stary.
O wspólną zabawę i szukanie sposobu, żeby jakoś przetrwać.
- Powiedz, że włosy nie wyglądają na rzadsze. - Nie da się stwierdzić.
Nie da się, jeśli porządnie nie spojrzysz, Dylan.
- Są w porządku. - Widzisz, o co mi chodzi?
- Nawet nie patrzysz. - Patrzyłem.
- Nie patrzyłem? - Patrzyłeś.
Tylko na nie zerkasz.
- Co jest krótsze od zerknięcia? - Muśnięcie wzrokiem.
- Rzut oka. - Właśnie tylko rzucasz okiem!
Spójrz porządnie. Przyjrzyj się.
Masz trochę...
...masz deficyt owłosienia.
Jaki, kurwa, deficyt owłosienia?
- Uważaj! - O cholera! Co to było?
- Bażant. - Gdzie jest?
Nie wiem, zaklinował się w jebanej atrapie chłodnicy.
To nie bażant, Dylan. To kura.
Dlaczego kura miałaby biegać wolno? To bażant.
A dlaczego nie? To kura.
- Spójrz na upierzenie. - Jebać upierzenie!
Nie mogę wyłysieć!
- Doganiają nas. - Nie doganiają.
Zgubię ich na polu Jima.
- Dzień dobry, chłopaki. - Dzień dobry.
- Cześć, Jim. - Wcześnie zaczynacie, co?
Tak. Słuchaj, jeśli zjawią się gliny, nie widziałeś nas.
Kłamać policji? To krzywoprzysięstwo.
To utrudnianie wymiaru sprawiedliwości.
Nie wiem dokładnie, co to jest,
ale coś na pewno.
Odwal się.
Idziemy doglądać roślin i nie wychylamy się.
Przysługa za przysługę.
- Mam dla was robotę. - Jaką?
Kuc szetlandzki.
- Musisz powiedzieć coś więcej. - I to szybko, dobra?
Musicie jednego ukraść, żebym mógł go wystawić w ten weekend na Royal Lancs Show.
- Po co miałbyś to robić? - Jest za to spora sakiewka.
- Sakiewka? - Nagroda, kurwa! Wszystko jedno!
Sakiewka? Kim ty jesteś, jebanym Robinem z Loxley?
- Nie mamy na to czasu, Jim. - Dobrze!
Zabierzcie wszystkie krzaki marihuany z mojej farmy
i kradzione koła z mojego kurnika.
Ten obok, Złotowłosy...
...ma istne cudo.
Grzywa jak jedwab.
Mój musi być od niego lepszy, Vin.
Tylko o to chodzi? Chcesz go przebić?
Pieprzony Paslowski!
W ogóle nie powinno go już tu być.
Głosowałem za Brexitem,
a ten chuj właśnie kupił wielką, nowiutką prasę do bel!
- Jebany kuc szetlandzki! - Dostaniesz go.
Chryste Panie! Właźcie na tę jebaną górę.
To okropny, okropny mały człowiek.
Au, moja jebana ręka, Dylan! Zrobiłeś mi to już trzeci raz w tym tygodniu!
To moi ludzie.
To Dylan, mój najlepszy kumpel jeszcze ze szkoły.
Połączyły nas trawka i hip-hop.
Ashley Dennings i Lesley Titt,
znany jako Cardi.
Cardi to skrót od „zatrzymanie akcji serca”.
Jest prawie zupełnie bezużyteczny, ale kochamy tego głupka.
Ashley to jego całkowite przeciwieństwo. Pochodzi z rodziny travellerów.
W jednej chwili potrafi stać się skrajnie brutalny.
Dlatego całkiem dobrze mieć go w pobliżu.
Jebany kuc szetlandzki!
A to ja, Vincent O'Neill.
Mówią, że mam dwubiegunówkę. Mieszkam w chałupie w lesie.
A jakby tego było mało, jeszcze łysieję.
Gdzie ja takiego znajdę?
Mam koszmarny dzień, a teraz jeszcze muszę znaleźć małego konia.
Już wiem.
Ash.
Jeśli właśnie przyszło wam do głowy: „Ash, cygańska krew, konie”,
to w zasadzie jest rasizm.
Dobra, ale wiesz, gdzie takiego znaleźć?
Oczywiście.
- Świetnie. To zabierz go ze sobą. - Nie, pracuję.
- Kurwa, zabierz go. - A ty co będziesz robił?
Nie mówiłem? Mam dzień z piekła rodem.
Mam milion spraw. Proszę cię o jedną rzecz.
Mam milion spraw. Milion!
Gówno prawda! Muszę zawieźć ten samochód do JJ-a.
Muszę jeszcze iść do pieprzonego lekarza.
Ostatnie, czego mi potrzeba, to kradzież miniaturowego konia!
Ralph Roberts mówił, że widział go na moście, jak rozmyślał.
Cholera.
- O kurczę... - Co jest?
Chyba z-znowu wystawia dupę.
- Chryste. - Daj spojrzeć.
Spójrz tam na dół.
Naprawdę znowu wystawia dupę. Dlaczego on to robi?
Ma najgorszą dupę na świecie.
JJ?
- To nie ten pieprzony samochód. - Co?
Kolor się zgadza, model się zgadza, ale rocznik jest, kurwa, zły.
Musicie go odkraść.
JJ, Jehan Javani.
Legalny mechanik, który na boku handluje kradzionymi autami.
To jakaś bzdura, Vin.
I dlaczego, do cholery, jest do niego przyczepiony martwy bażant?
- Dziękuję! Bażant. - To kura, Dylan.
- Bażant. - Daj spokój, to kura.
- Na Boga, to bażant. - To kura!
Nie, nie, stop. Posłuchaj.
Odukradnę go, ale dopiero później, stary.
Nie później. Teraz. Nie może tu zostać. Nie mogę, kurwa, dać się z nim złapać.
Przykryj go pieprzoną plandeką. Muszę gdzieś być.
Tylko godzina. Proszę, stary, jedna godzina.
Jesteś aniołem.
Skoro już masz skrzydła, i tylko się nie wściekaj...
muszę pożyczyć furgonetkę.
- Jaką? - Dowolną.
Byle była na tyle duża, żeby zmieścił się w niej taki jakby...
...średniej wielkości koń.
Kurwa, żartujesz sobie?
Dobra, albo ta, albo żadna.
No chodź.
Chodź!
- Bekon? Smażyłeś? - Tak, umieram z głodu.
Co ci mówiono o czerwonym mięsie?
To m-m-mit. Jesteśmy m-m... ssakami.
- M-m-mięso jest... - Dobra, żadnych więcej słów na M.
- Poza tym Nigel go lubi. - Nigel?
Po jaką cholerę przyniosłeś gołębia?
Jego siostra umarła.
Została ścięta przez składany leżak.
Pomyślałem, że lepiej, ż-żeby nie był sam.
Więc... j-j-jaki jest plan?
- Skąd go zwiniemy? - W Ryebrook jest szkoła.
Taka dla bogaczy.
Trochę wyżej jest stajnia,
a w niej nie jeden, lecz dwa kuce szetlandzkie.
Dobra, ale jak s-ssprawimy, żeby poszedł z nami?
Poprowadzimy go na wodzy.
Próbowałeś kiedyś zmusić konia do czegoś wbrew jego w-w-woli?
- Nie. Ale ty pewnie tak. - Nazwiesz mnie geniuszem.
- Chloroform. - Chloro...?
Chloroform?
Kupiłem go parę t-tygodni temu w pubie.
Był naprawdę tani.
Wylewasz na szmatę, przykładasz mu do pyska i pada.
To genialne.
Schowaj chloroform.
Ja nie...
Och, dochodzę! Dochodzę!
Nie waż się. Nie waż się dochodzić.
- Nadal nie doszedłem. - Dobra, spuść mi się na cycki.
Dobra.
To Erin. Kiedyś nieźle imprezowała,
ale pieprzenie się na prawo i lewo skończyło się dzieckiem.
Od tamtej pory naprawdę wzięła się w garść.
Dziś jest kobietą z planem.
- 15:30, brama dla najmłodszych, tak? - Tak.
- Hej... - Nie możesz zapomnieć, Dylan.
- Dlaczego miałbym zapomnieć? - Bo...
...spotkasz się z Vinniem, zjaracie się, jak zwykle.
Nie zapomnę.
A wieczorem jest spotkanie z doradcami zawodowymi. Zapytam o możliwości.
Uda się, Dylan. Jak tylko zdobędę kwalifikacje,
Składam podania o pracę i szukam szkół.
- Tak. - Dobra, wrócę późno, okej?
- Pa. - Kocham cię.
Dobra, trzeba go wykąpać, poczytać mu i położyć spać. Jasne?
- Jasne. - Pa.
- Gdzie samochód, Vinnie? - Jaki samochód, Slater?
- Ten, który rano ukradłeś. - Chyba pomyliłeś człowieka.
Dziwię się, że tak wcześnie jesteś na nogach.
Myślałem, że o tej porze będziesz już po jaja w jakimś psie.
Teraz to drobne numery, Vin. Ale drobne prowadzą do większych.
A większe nieuchronnie wciągają cię w naprawdę grubą ligę.
A kiedy wejdziesz w układy z tamtymi skurwielami,
pożałujesz, że nie znalazłeś sobie pracy na stoisku rybnym w Morrisons.
Starałem się o tę pracę. Szukali kogoś z muskułami ... znaczy małżami .
No comments yet. Be the first to leave one.