The first 200 lines.
SPALENI SLONCEM 2
Czesc druga - CYTADELA
- Nie zabijaj! - Czemu? - Cicho!
Zostaw komara, niech sie napije.
Ciekawa sprawa.
Komar teraz napije sie krwi...
i poleci do domu, do swojej pani.
Komary nie pija krwi, krew pija tylko komarzyce.
- Komarzyce? - Tak.
- Naprawde? - Komarzyce.
Cos takiego? To ci natura!
Z tego wynika, ze u nich tez baby krew wysysaja.
- Co z toba, Jurok? - Co jest?
Chlopaki...
moglem zginac.... ja...
o, przed chwila... tu byla moja glowa, patrzcie...
tu, gdzie trzy dziury... trzy dziury...
trzy strzaly, w oboje oczu i w czolo! Ojoj!
Juriju Iwanowiczu...
szczerze mówiac, nie przypuszczalem, ze dadza ci awans na generala.
Co... myslales, ze mi nie dadza, co?
Przeciez... prawde mówiac, obiecywales, ze...
do 1 maja zdobedziesz te cholerna Cytadele,
- przed swietem ludzi pracy. - I co z tego?
I nie zdobyles.
Zaraz, zaraz, zaraz...
czegos tu nie rozumiem!
Czekaj, nie przeszkadzaj.
Chcesz przez to powiedziec...
ze nie wykonalem swojej obietnicy... co?
- Nie to mialem... - Co nie to?
Cos tak zamilkl, pulkowniku?
- Juriju Iwanowiczu. - Jurik...
Cisza, powiedzialem!
Mówie - ma byc cisza... Samojlowicz!
Nakryj go poduszka, albo czyms innym!
Masz milczec, jak ci general kaze!
A ty zdobyles ja z generalem Liepakowem?
Wtedy obaj przez pól roku staliscie w miejscu, póki go nie zastapilem.
I co, zdobyl ja?
Tak sie sprawy maja!
Moze pokazac wam, jak trzeba walczyc, co?
Zaraz wam pokaze. Dowódca batalionu - powstac!
Natychmiast zbieraj swoich skazanych.
Oglaszam zadanie bojowe:
zdobyc przyczólek
jak najblizej Cytadeli!
Kazdemu, kto dojdzie do Cytadeli, przyznac tytul bohatera!
A jak ugrzezniesz... to wtedy... byc moze... wezwiemy posilki.
To dotyczy wszystkich!
Czas na przygotowania - 1 godzina. Naprzód!
Czy to, przepraszam... zart, towarzyszu generale?
Za... zart?
Czy ja, wedlug ciebie...
przypominam klowna... arlekina? Co, kapitanie?
Nie, nie, towarzyszu generale.
Jesli dobrze zrozumialem, chcecie, zebym poprowadzil...
skazanych w czolowym ataku na Cytadele?
W czolowym? Wlasnie, tak... w czolowym.
Calym waszym bohaterskim...
batalionem karnym.
Towarzysze, czy wszyscy maja nalane?
- Towarzyszu generale... - Co?
no... przeciez nie przejdziemy nawet 30 metrów... tylko wytracimy ludzi i to wszystko...
chocby i 10 batalionów... oni sa tam wstrzelani w kazdy centymetr, oni nas jak...
- wystrzelaja nas jak kaczki! - Solonow, draniu, jak smiesz...
zachcialo ci sie pouczac dowódce, co?
- To jest bez sensu, towarzyszu generale. - O zesz twoja mac...
...kapitanie!
Osmielasz sie podwazac sens rozkazów generala?
Gdzie jest moja teczka? Dawac ja tu!
Ale mi oficerów pozostawil Liepakow!
Twierdza, ze bez sensu! Cos takiego!
Gdzie teczka? Dawaj pistolet!
- Towarzyszu generale..! - Milczec!
Co, moze jeszcze przeprowadzimy glosowanie?
Walczyc, czy nie walczyc w transzejach?
- Towarzyszu generale..! - Jeszcze jedno slowo...
i nie bedziesz juz wiecej chodzic na strzelnice, kapitanie,
bo ja ciebie, tu i teraz, dokladnie tutaj - zastrzele.
Jak tchórza i zdrajce.
To jest rozkaz, kapitanie!
I ty pójdziesz... i wykonasz go. Zrozumiales?
Nie slysze odpowiedzi!
Tak jest.
A ich odwaga sie nie przejmuj,
od razu po twoim ataku do transzei wprowadze grupe zaporowa... zabierz...
wiec macie isc tylko do przodu i ani kroku w tyl! Rozkaz numer 227.
To wszystko. Idz, idz, zolnierzu, idz!
Pracuj na tytul bohatera.
Liepakow nie nauczyl was walczyc.
Co, kapitanie, czegos nie rozumiecie?
Ale to nic, Mielezko was nauczy.
Ale... ale on ma racje...
on ma racje, zrozumcie, nie damy rady zdusic ich punktów ogniowych, bo oni je zmienili.
Od czasu ostatniego natarcia na pewno juz je pozmieniali.
No wiec my teraz na nowo zlokalizujemy ich obecne polozenie.
- Towarzyszu generale... - Milczec!
Przygotowac punkt obserwacyjny dla ustalenia ich stanowisk ogniowych
podczas prowadzenia rozpoznania bojem.
Skazanym wydac podwójna porcje spirytusu...
tuz przed atakiem!
A grupa zaporowa ma byc gotowa do zajecia transzei. To wszystko.
Wykonac!
- Przygotowac sie do boju, chlopaki. - O, stamtad ten Fryc...
Przygotowac sie do boju! Pelna gotowosc za godzine.
- Oj, czolem, towarzyszu dowódco. - Poczekaj.
- Tu stalo sie cos takiego... - Szeregowy! - Tak jest.
Wez jeszcze dwóch zolnierzy i wyladujcie termosy z mojego samochodu.
- Towarzyszu dowódco, chcialem... - Przekazcie je dowódcom pododdzialów.
- ..doslownie... - Poczekajze, ty... Bogdanow!
- ..nachylilem sie do niego... - Jestem, jestem, tu jestem!
- Zaraz przyniosa spirytus, zbierz tu caly sklad osobowy. - Rozkaz!
Na moja komende - powstan!
- Szykujemy sie do boju. - Dowódco, co sie stalo?
Wziac ze soba zwiekszony zapas amunicji.
- Gotowosc za godzine. - Co sie stalo?
Rozkaz genarala-majora Mielezko.
Towarzyszu dowódco... towarzyszu...
ojczulku, opowiedz... no opowiedz, ojczulku!
Siadaj, mówie ci... zasmarkany Iwanie!
Co sie stalo?
Padl rozkaz...
silami karnego batalionu...
zdobyc Cytadele...
atakiem czolowym.
Co takiego?
Gotowosc... za godzine.
A on co... znowu zachlal?
W trupa.
Zasrany general!
No zesz twoja mac!
Co tu sie wyprawia, dowódco, co?
Najlepiej jakby mnie zdegradowali.
Porzucic karnego batalionu nie moge, przeciez jestem oficerem.
Byloby mi wstyd, dowódco.
Wszyscy wiedza, ze przedpole Cytadeli jest wstrzelane, przeciez tak nie mozna!
Mam byc jak dzikus do odstrzalu?
Moze odmówic walki, czy co?
No zrobic cos, zeby ni to, ni owo,
jakos sie wywinac?
Co, dowódco? Wstyd!
Tyle, ze wstyd nie przed swoimi, a przed Niemcami.
Moze i powinienem, ale nie chce!
I tak nigdzie nie pójde.
Zostane tutaj.
No i co? Moze bedziesz tu siedziec z oddzialem zaporowym?
- Przestan, dowódco! - Nie krzycz!
Ja nie krzycze, tylko mówie ci, ze nie boje sie smierci,
tylko nie chce brac udzialu w tym szalenstwie.
Po co nam o tym mówisz, co?
Przeciez juz dwa lata razem babrzemy sie w tym gównie. Dopiero sie obudziles, czy co?
Po co nam to mówisz? Lepiej powiedz to Mielezko, on ciebie zrozumie.
Chcesz zostac w transzei, to zostawaj, rozwala cie swoi i wszystko.
- To niech rozwala, niech rozwala! - Tak bedzie! - No i dobrze.
I co z tego? A tam to nie rozwala?
Tam tez rozwala, tylko tam...
jakis Niemiec pomysli, ze jestem frajerem.
- I bedzie mial racje. - No co ty, a...
Ze jestem bylym majorem, czolgista - "Mikolajem Frajerem".
Prawdziwym rosyjskim dzikusem, ale ja tego nie chce,
nie chce tego, nie chce, zeby mnie tak rozwalili.
Posluchaj, tutaj rozwala cie na pewno, a tam - nie wiadomo, rozwala cie, albo nie.
A moze nie rozwala? A jezeli rozwala, to moze nie od razu?
Co, nie rozumiesz?
15 sekund od kepki do kepki, 15 sekund to cala wiecznosc,
10 sekund od kepki do tamtego drzewa, to jak cale zycie, nie wiesz, co sklada sie na zolnierskie zycie?
I to jeszcze nie wszystko... Co z toba?
Nie podoba ci sie, Kola, strzel sobie w leb i po wszystkim.
- I sobie strzele! - I strzel sobie. - I strzele! - No i strzel!
To ty nie wiesz, Kola, ze na wojnie sa ludzi wazni, i sa mniej wazni?
A nam i tak sie udalo, tak, tak - udalo sie, jestesmy mniej wazni, i co, przykro nam?
Przykro... i mnie jest przykro. Kola, mnie tez jest przykro.
Ale zyjemy, prawda? Przeciez zyjemy.
Zyjemy.
I musimy dozyc do konca wojny.
A najlepszym wypadku... do dzisiejszego wieczora.
Dowódca posterunku kapitan Jegulow, prosze okazac dokumenty.
- Jade na linie Cytadeli, spiesze sie. - Przepraszam, towarzyszu pulkowniku. Prosto i na lewo.
Wiesz co?
- Pójde... przejde sie. - Dokad?
Trzymaj.
Pilnuj... odpowiadzasz glowa.
Moze powinienem pójsc z wami?
- Co, boisz sie? - Nie, ale tu jest nieprzyjemnie.
- Czuje sie tu jakos obco. - Nie wszedzie mozemy czuc sie swoimi, co, Riabow?
Ale musimy byc czujni, dla nas nie ma swoich.
I tacy sie nie pojawia. Zrozumiales? Uwazaj!
Tak... uwaga wszyscy...
jak uzgodnilismy...
dokladnie za 23 minuty, bezzwlocznie, rozpoczynamy zmasowany atak.
Gdzie tu sa skazani?
- Tu wszedzie sa skazani. - Dobra, szukam zolnierza Kotowa.
- Tu takiego nie ma, towarzyszu pulkowniku. - Dobrze, a gdzie moze byc?
- Moze w drugiej kompanii? - Moze w drugiej, a gdzie ona jest, lejtnancie?
Tam.
No co sie gapicie? Przygotowywac sie do boju! Szybciej!
Widziales Kotowa?
Co sie stalo?
Co sie dzieje?
No comments yet. Be the first to leave one.