Career

Career (Karriär)

Download Polish Subtitle

Release info

Career 1938 SWEDISH 1080p WEBRip x265-VXT
A Commentary by zizokamal

Tags

webrip
web
BRip
1080
x265
Published on: 2021-02-12
Downloads: 36
Hearing Impaired: No

Polish subtitle preview

The first 200 lines.

FILM Z 1938 ROKU CYFROWO ODRESTAUROWANY

PRZEZ SZWEDZKI INSTYTUT FILMOWY W 2015 ROKU

MATERIAŁ ŹRÓDŁOWY:

INTERPOZYTYW 35 MM DŹWIĘK: KOPIA OPTYCZNA 35 MM

- Kompletnie nie potrafisz prowadzić! - Wierz mi, potrafię!

Ten gruchot nie ma hamulców. Mogliśmy wjechać pod pociąg!

Nie było wyboru, z pociągiem nie wygramy.

- Mam zszargane nerwy! - Ty? A co ja mam powiedzieć?

- W teatrze czeka na nas pełna widownia. - Jak zwykle! Mogliśmy wcale nie dojechać!

Ładne rzeczy. Ja, Anna Högfelt, gwiazda największych scen tego kraju,

muszę podróżować z tym towarzystwem dobrym na występy jarmarczne.

Co tak sterczysz, sprawdź, czy silnik jest zepsuty!

- „Zepsuty”? Pewnie wcale go nie ma. - Rusz się!

…występowałabym nawet o kulach. Już mi lepiej.

- Jak się czujesz, Nano? - Dobrze.

Lepiej odejdź, nie jesteś tak zaprawiona, jak my.

A wy co się gapicie? Lepiej byście pomogli!

Usiądę i ani drgnę, aż autobus nie będzie naprawiony.

Nie wątpię.

Tu są narzędzia. Co ci podać? To?

Wszystko, tylko nie ubijaczkę do ostatniego aktu!

- Śrubokręt? - Nie bełkocz, już mam wszystkiego dość!

- Masz. - Da się nią nakręcić?

Spadaj, kurduplu, bo zaraz będzie kolejny wypadek!

Już dobrze, nie gorączkuj się.

Zjeżdżaj i zostaw mnie samego z autobusem.

Helge, nie zapomnij walizek!

Nanna, hej!

Mam pokój z sofą i dwoma wspaniałymi łóżkami!

- Dziękuję, skarbie, idziemy. - Sofa moja, wolę spać sama.

Naprawdę?

To tutaj. Dzień dobry.

- Dzień dobry. - Spójrzcie!

- No i co powiecie? - Jest przecudowny.

- Witam serdecznie. - Dziękujemy bardzo.

Bardzo tu ładnie, będzie nam się dobrze mieszać.

Nie ma żaluzji. Jak będziemy się przebierać?

Z pewnością masz na sobie bieliznę.

Niech będzie.

Proszę.

- Prawdziwy dżentelmen. - Żaden kłopot.

- Postaw je tam. - Mogę prosić moją walizkę?

- Dziękuję. - Bardzo dziękuję.

Możecie się zdrzemnąć parę godzin. Obudzę was, jak przyjedzie autobus.

Żadnych szaleństw.

Żeby tylko…

- Żaluzje, tak? - Też mi!

Nanna, będę spała na sofie, to unikniemy sprzeczek.

- Nie wychodź przed orkiestrę. - Ale ja mogę…

- Będziesz spała w łóżku. - Kto tu dowodzi?

Możesz sobie pytać, ale już jest zaklepane.

Więc proszę. Masz sofę.

Nanna, znowu?

- Niech sobie pije. - Dziękuję.

Przebrzydła żmija. Zdrówko!

- Boże, Malte! - Co się stało?

Zapomniałam! Zatelegrafowałam do niego z Järnviken.

- Widzimy się z nim o ósmej rano. - Co za Malte?

Spodziewasz się, że naprawdę przyjdzie o ósmej rano?

Nigdy nie wiadomo, moja droga Karin.

Mogę liczyć na przyjaciół. Nie to, co niektórzy,

co mają kuzyna w każdym mieście.

- Latawice. - Słucham?

Jak motyle latają z kwiatka na kwiatek.

To brzmi jak bajka, ale jest najprawdziwszą prawdą.

Nie widzieliśmy się z Malte od 25 lat.

Wtedy był jeszcze nikim i byliśmy w sobie szaleńczo zakochani.

Ale był synem bogatego właściciela huty.

A ja chciałam zrobić karierę.

Nie wyszło.

- Poślubił więc inną. - To prawda.

Tak mogłam go uszczęśliwić.

Teraz jest tam dyrektorem.

A ty siedzisz na brzegu sofy i tyle z tego masz.

Wiem, że mi dobrze życzycie.

- Ale nie igrajcie z moim poczuciem winy. - Nanna…

Jesteś taka mądra…

Łatwo jest utonąć w morzu uczuć.

A Nanna Högfelt bardzo dobrze wie, co ma zrobić,

- by utrzymać się na powierzchni. - To twój sposób na karierę.

Od tamtego czasu wiele się wydarzyło, wierzcie mi.

Nigdy nie zapomnę, jak spotkałam Malte po raz pierwszy.

Stał przed wejściem dla aktorów

z naręczem pięknych, czerwonych róż.

Malte!

Malte Brundin jr., witam panią.

To bardzo miłe, że ojciec cię tu przysłał.

Niestety tata wyjechał i poprosił mnie, bym panią powitał.

Czarujące kwiaty. Dziękuję.

Proszę. Czy mogę coś dla pani zrobić?

Możesz zaprosić wszystkich na śniadanie?

Bardzo wiele mówiłam im o Malte… To znaczy o twoim ojcu.

Niemal tego ode mnie oczekują.

Naturalnie, wszystko już gotowe.

Może pojedziecie z nami? Na co czekacie? Podejdźcie.

To pan Rydman, dyrektor teatru. Pan Brundin.

- Miło mi. - Cała przyjemność po mojej stronie.

Panna Lund. Ma pan wspaniałe auto.

Panie Brundin, to Monika Hall.

- Z przyjemnością pokażę wam hutę. - To ci atrakcja.

Może najpierw zjemy śniadanie w hotelu?

- Dziękujemy. - Musicie być zmęczeni i głodni.

Za pozwoleniem, pan Johanson. Przez jedno „s”.

Mówiłem właśnie przyjacielowi, że to przepiękne miejsce.

Człowiek czuje się tu szczęśliwy.

Miło mi to słyszeć. Pan jest ponoć z Goteborga?

Tak, z Goteborga! A właściwie z Mölndal, to tuż obok.

- Ölander. - To pan Ölander, świetny gość.

Gdzie jest ten hotel?

Pana Johansona tak zainteresowała huta, że wolałby jechać prosto do niej.

I co ty na to? Wspaniała, prawda?

- Ogromna… - Tak.

Po tak sutym śniadaniu nie mam ochoty na tę bieganinę.

Ale skoro możemy go w tak prosty sposób uszczęśliwić,

powinniśmy go posłuchać. Może nam się to opłacić.

…aż po jakichś trzech godzinach żelazo jest gotowe do wylania.

Tu trafia do forem, ostudza się i staje się surówką.

Czy Malte to wszystko obmyślił?

- Tak, z dziadkiem. - Człowiek czuje się tu taki maleńki.

- Nie miałam o tym pojęcia. - Wierzę.

Bardzo interesujące.

Nie rozumiem tylko jednego. Jak wyrabia się żelazo?

Która to już godzina?

- A gdzie Monika? - Monika?

Nie wolno panience tu tak samej chodzić.

Czułam się bezpiecznie, dopóki pan się nie pojawił.

- Kto panience pozwolił tutaj być? - Pański szef.

- Przepraszam. - Nie szkodzi.

- Chyba oddaliłam się od grupy. - Tych aktorów?

- Są tam. - Tak? Dziękuję. Do widzenia.

- Przepraszam! Ubrudziłem panience żakiet! - Nie…

- Ma pani odciśniętą moją całą dłoń. - Gdzie? No pięknie.

- Proszę za mną, spróbuję panią oczyścić. - Dziękuję, bardzo pan miły.

- Tędy. - Dziękuję.

Dziś miała przyjść dostawa z Bufors.

Tak. Niech czeka, aż tam przyjadę. Już tu skończyłem.

Ferdinand, użyczysz mi swojego wywabiacza? Pani ma zabrudzony żakiet.

Jest wynalazcą. Ma nawet patenty.

- Proszę. Może zadziała. - Mogę pana prosić?

- Narobiłam panu kłopotu? - Wręcz przeciwnie.

Nie myślałem, że tak poznam pierwszą aktorkę.

- Naprawdę? - Nie tak bym to sobie wyobrażał.

- Może zdejmę żakiet? - Nie trzeba.

Jeśli wolno mi panią tak czyścić.

Proszę czyścić. Ważne, żeby pozbyć się plamy.

Taki w tym cel.

- Wybierał się pan wieczorem do teatru? - Nie.

- Ale zmieniłem zdanie. Chwileczkę. - Przepraszam.

Może mogłabym załatwić panu dwa bilety?

Dziękuję.

- Jak ma pan na imię? - Erik Norrby.

- Chłopaki… - Tak.

- Już? - Żakiet jest mokry, ale czysty.

Środek Ferdinanda jest dobry na wszystko, również na plamy.

Zatem zobaczymy się wieczorem. Dziękuję panu.

- Nie ma za co. - Do widzenia.

- Do widzenia. - Do widzenia.

Ładna, co?

- Idziemy dziś do teatru. - Postanowiłeś za nas?

Tym razem tak. Gra główną rolę.

Idź, mnie takie rzeczy nie interesują.

Karin Lund. To ona.

Chciałem odebrać dwa bilety na nazwisko Norrby, Erik Norrby.

Nie ma żadnych. Kto je miał zostawić?

Nie wiem… Panna Karin Lund.

Nie ma.

- Z życiem. - Już dobrze.

- Na ludziach teatru nie można polegać. - To chyba jakaś pomyłka.

- I tak pójdziemy. - Nie.

- Kupię bilety. - Warto na nie wydawać?

Przepraszam, to dwa bilety dla pana Norrby na moje nazwisko.

- Dzień dobry. - Przyszedł pan! Dzień dobry.

- Właśnie zostawiłam dla pana bilety. - Dziękuję.

- Proszę! - Dziękuję.

Czas jest względny. Z młodym Malte potrzebowałam ledwo pięciu minut.

Cieszę się. Będzie miał cię kto dziś nakarmić.

To kogucik, ale co tam.

Jak cię znam, kochana Karin, to i tak nieźle go oskubiesz.

Nie mam do was siły. Wygrałam pięć koron w pokera.

Okruszki to też chleb.

Poczekaj, aż zostaniesz taką „gwiazdą” jak Karin.

- Też prowadzasz się z grubymi rybami. - Zamknij jadaczkę.

Coś ty powiedziała? Lepiej bądź milutka, dobrze ci radzę.

- Mam pozdrowić teścia? - Uważaj sobie!

Pewnie powinnam. Jeszcze zostaniesz moją teściową.

- Pasowałoby ci. - No nie.

- Przystojnie wygląda w garniturze. - Kto?

Nie bądź pazerna, Karin. Nie wszyscy na raz.

Szybciej, był już dzwonek. Nie jesteście gotowe?

Można by tak pomyśleć.

Muszę grać czułą i kochającą matkę Karin.

A nie mogę zagłuszyć prawdziwych uczuć czymś mocniejszym.

Tak, to była ostatnia kropla, która przelała czarę…

Na scenę, jeśli nie znacie trwogi.

Milczenie naprawdę jest złotem. Nie ma za co.

To Karin Lund.

- Mamo, widziałaś, jak go zabierają? - Jak mogłabym nie widzieć?

Nie ruszałam się od okna.

Powinnaś spytać, czy się nie wygada. Głupia…

- Myślisz, że nic nie powie? - A skąd mam wiedzieć?

Career subtitles in other languages

Comments

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left