The first 200 lines.
Cholera.
Mamo.
Możemy pograć dziś w krokieta?
Gdzie tata?
Biega.
A kto go goni?
No chodź, chodź.
Jedz.
O cholera.
-Jak się biegało? -Nieźle.
-Jedz śniadanie. -To niedobre.
Bez gadania. Przestań kolorować.
-Co to za firma? -Bez różnicy.
Tato, patrz, to twoja drużyna.
Świetnie, kochanie. Wygrywamy?
-Tak. -I to rozumiem.
Cholera!
Skarbie, nie używaj takich słów. To brzydkie słowo.
Bardzo brzydkie.
Owszem.
Na mnie nie patrz.
Do widzenia, skarbie.
Pa, tato.
-Wszystko w porządku? -Tak, a co?
Tylko sprawdzam.
No to pa.
Poproszę soku.
Mike, dzwoniłeś do Fenna w sprawie drzewa?
Nie. Zadzwonię dzisiaj.
Proszę. Nie chcę, żeby spadło na dom.
Dobrze, zadzwonię.
Kocham cię.
Ja ciebie też. Pa.
Cholera.
Michael S. Flaherty Adwokat
Kanalizacja i Ogrzewanie
Vig?
Jestem tutaj.
Co jest, Vig?
Donna jest chora. Niczego nie mogę bez niej znaleźć.
-Co to za gość? -Nawet nie pytaj.
To hydraulik. Zadzwoniłem, żeby zajął się tym złomiastym bojlerem.
Czemu?
Bo stukocze jak diabli. Nie słyszysz?
Myślałem, że po prostu jest stary.
Powiedział, że jeśli go nie wymienimy, wybuchnie.
Przecież trzy miesiące temu ktoś go naprawiał.
Podobno tamten gość to schrzanił.
Oszust jeden.
Niewiarygodne.
-Ile zapłacimy za naprawę? -Sześć tysięcy.
Jasna cholera!
Wiem.
Idealna pora.
Biznes nie idzie, a mój pasierb chce zrobić laserową operację oczu.
-Nie jest na to za młody? -Naprawdę mam to gdzieś.
Jeśli to go uszczęśliwi, niech sobie zrobi.
To co zrobimy?
Na razie
zostawmy to tak jak jest.
Przykryjemy dokumenty plastikiem.
-Jak myślisz? -Świetnie. Może być.
Tylko na trochę.
Zabierajmy się, zanim wybuchnie.
Załatwię plastik przed treningiem.
-Hej. -Dzień dobry, Shelly. Co słychać?
Mam kaca. Mój chłopak to kretyn.
Przykro mi.
-Jak wczoraj poszło? -Przegraliśmy.
Kicha.
Odwołano spotkanie z południa. Zostały tylko o 10.30 i 15.
Coś jeszcze?
Spłuczka znowu nie działa.
Zadzwonić po kogoś?
Nie, zajmę się tym. Kogo mam o 10.30?
Franka.
I podejrzewasz syna?
On ją ukradł.
Czemu ukradłby ci kota?
Jest o nią bardzo zazdrosny.
Widzę dlaczego. To bardzo ładny kot.
Po co Vigowi ten plastik?
Kto wie?
Leo, gubiłeś się parę razy i musiała pomagać ci policja.
Dlatego masz Jolie do pomocy.
Więc co teraz?
Sąd może postanowić, że będziesz potrzebował opiekuna.
-Jeśli nie znajdziemy twojej córki... -Nie znajdziecie.
Jeśli jej nie znajdziemy, twoim opiekunem będzie stan.
Jaki stan?
Stan New Jersey.
To niedorzeczne. Nie potrzebuję pomocy New Jersey.
Mam Jolie. I nic między nami nie ma.
Oczywiście.
Najpierw spróbujmy znaleźć twoją córkę. Potem zobaczymy, co dalej.
Wciąż mam kaca, czy stuka coraz głośniej?
Pewnie wciąż masz kaca.
Mamy kopie oświadczenia finansowego Leo. Jest strasznie dziany.
Tak. Znalazłaś jego córkę?
Nie, przepadła. Próbowałam wszystkiego.
Cholera.
Pokaż mi jego teczkę.
Nie mogą zostawić go w domu? Przecież tego chce.
Mogliby, ale nie zrobią tego. Za dużo wysiłku.
Pewnie umieszczą go w domu opieki. Daj mi ulotkę.
Przecież ma Jolie. Poradzi sobie z nim.
Nie, opiekun musi podejmować wszystkie decyzje.
To różnica między niańką i rodzicem.
Szkoda, mogłabym być jego opiekunką.
Przydałoby mi się dodatkowe 1500 miesięcznie.
1500 dolarów? Tyle płacą?
Tak, mówiłam ci, że jest dziany.
Biuro Mike'a Flaherty'ego.
Rusz się! Nie schodź z niego.
Nie krzyżuj stóp.
Trzymaj się go. Nie odrywaj piersi.
Zmiana!
Dalej! Ruchy! Nie krzyżować stóp!
Czyj to ochraniacz?
Czyje to? Stemler, obudź się.
-Jak idzie drużynie? -Niedobrze.
Co się stało? Kiedyś byliśmy nieźli.
Już nie.
Możemy się na chwilę zatrzymać?
Cholera. Wymiękam.
Dobrze biegasz. O wiele lepiej niż ja.
Staram się częściej wychodzić.
Chyba żartujesz.
-Co? -Lori. Pisze do mnie o 7 rano,
czy chcę zabrać stół krawiecki, który razem kupiliśmy.
-A chcesz? -Nie, chcę mój dom.
-Wciąż z nim jest? -Z moim kontraktowcem?
Tak.
Szuja pewnie chodzi po moim domu z pasem na narzędzia.
Zrób zdjęcie.
-Na miłość boską. -No już.
Bo zimno.
-Nie wysyłaj. -Za późno. Nienawidzę jej.
Może wróć do miasta i poszukaj nowej pracy?
Finley zakłada fundusz w maju. Poczekam.
Zakłada kolejny fundusz?
To zwierzę. Drukuje pieniądze.
Nie ociągajmy się.
Czekaj!
Co?
-Co jest? -Poczekaj.
-Chwila. -W porządku?
Nie mogę oddychać.
Dziwnie oddychasz.
Cholera. Mike, nic ci nie jest? Zadzwonię po pomoc.
Nie dzwoń. Nic mi nie jest.
To serce? Masz zawał?
Nie, po prostu nie mogę oddychać.
To może być zawał. Połóż się.
Tu jest mokro. Nie chcę.
Umierasz. Musisz się położyć.
Ściśnij moją rękę.
-Po co? -Zrób to.
-Zimno ci? -Tak, bo leżę na ziemi.
Przykryję cię.
To cię ogrzeje.
Wszystko w porządku?
Przepraszamy.
Od kiedy to się zdarza?
Od miesięcy. Lekarz mówi, że to stres.
Zapisał ci coś?
Tak, jogging. Myślisz, że co tu robię?
Przestraszyłeś mnie. Co cię tak stresuje?
Nie wiem. Praca, pieniądze. Wszystko.
-Jest aż tak źle? -Tak.
Tak.
Nie wiem, jak długo pociągnę kancelarię.
Serio? Cholera, Mike.
Próbowałem wszystkiego. Nie wiem, co zrobić.
-Powiedziałeś Jackie? -Nie chcę jej martwić.
Dobry pomysł.
Musimy wymyślić ci nową strategię.
Jak jeszcze możesz zarobić?
Mam iść za bar? Jestem prawnikiem.
Wiem.
Nie jestem jakąś szują. Pomagam starym ludziom.
Bez urazy, ale Finleyowi zależy tylko na zarabianiu pieniędzy.
Tak, ale dlatego je zarabia.
Cholera, co ty nie powiesz?
-Już kończę. -Dzwoniła Sharon...
Muszę odebrać drugie połączenie.
Pa.
-Hej, Tom. -Hej, Mike.
-Co u ciebie? -Dobrze, dzięki.
-Dzięki, że się odezwałeś. -Jak leci?
Wszystko dobrze.
Więc o co chodzi?
Chciałem tylko spytać, czy nie masz może za dużo klientów.
U mnie jest raczej cicho.
Szczerze mówiąc, u mnie też jest kiepsko.
Nie mamy dodatkowych klientów. Przykro mi.
-Tak. -Żałuję, że nie mogę pomóc.
Rozumiem.
Dzięki.
Miesięczna pensja... $1508,00
No comments yet. Be the first to leave one.