The first 200 lines.
Dzięki, Susie.
Jest z nami ktoś nowy dzisiaj.
Opowiesz nam swoją historię?
Jasne. Jestem Mike.
Hazardzista.
Straciłem pracę.
Straciłem przyjaciół i żonę.
To wszystko.
Powiedziałbym, że zdradziłeś nam zakończenie,
ale większość z nas widziała ten film.
Opowiedz, od czego to się zaczęło.
Od złota.
I ryby.
I kłamstwa.
Przepraszam.
- Tak? - Szukam młotka.
Zna się pan na młotkach?
ROK PÓŹNIEJ
Do czego panu potrzebny?
To młotek ciesielski.
Głównie do stolarki.
To młotek blacharski, do metalu, wielofunkcyjny, pobijak.
Który nadawałby się do złamania nogi?
Znam cię ze spotkań dla hazardzistów.
Byłych hazardzistów, Gil.
Ktoś zaniedbał 12 kroków.
Nie.
Moss odzyska kasę.
Będę miał fortunę.
Maks za dwa tygodnie.
Stoimy przed półką pełną młotków.
Myślisz, że chcę negocjować?
Łajdak z ciebie. Jak możesz to robić innym hazardzistom?
Nie jestem stolarzem.
Tylko narzędziem.
Zrobiłem spis swoich złych uczynków
i wynagradzam zło tym, których skrzywdziłem.
Teraz jest to Moss Yankov.
Co powiesz na ten młotek?
Dwa tygodnie! Daj mi dwa tygodnie!
Kurwa!
Kurwa.
Kurwa mać.
Ty cholerny dupku.
Nie jesteś zły na mnie.
Jesteś zły na samego siebie.
- Co to? - Nie to, co myślisz.
A niby co takiego?
Nie daję ci go.
Tylko oddaję. Jest twój.
Wciąż był w lombardzie?
Nie. Pokazałem jubilerowi zdjęcie i kazałem mu go zrobić.
Zrobić? I tak po prostu go oddajesz?
Zadośćuczynienie.
To część programu.
Okej.
Dziękuję.
- Spróbujmy jeszcze raz. - Widzisz? Wiedziałam.
- Minął rok… - Mike, daj spokój.
Nie gram już. Chodzę na spotkania. Mam przypinkę.
- A odznakę straciłeś. - Spłacam długi.
Pracą dla gangstera, któremu wisisz kasę?
Dobra. Nieważne.
A propos gangsterów. Jestem w tym oddziale specjalnym, nie?
A Moss Yankov…
Co?
Nie.
Nie? Co nie? Zawsze myślisz, że wiesz, co powiem.
- Chcesz pomocy z Mossem. - Okej, tak.
- Pomocy od wewnątrz. - Od wewnątrz niczego.
- Szkoda na niego czasu. - Właśnie dostałam tytuł detektywa.
Odkładałam to dla nas. Dla ciebie.
- Więc jestem ci to winien? - A nie?
Stań po właściwej stronie. Jesteś ponad łamanie nóg dla Mossa.
Czekaj. Po pierwsze, nikomu nie złamałem nogi.
Bezpośrednio.
Uznaj to za zadośćuczynienie.
Okej.
Jak powiem, że to przemyślę, weźmiesz pierścionek?
Naprawdę chciałbyś mnie zmusić tak do powrotu?
Tak.
Mam coś lepszego niż pieniądze.
Złoto.
Zakopany skarb.
Jaja sobie robisz?
Zatopiony.
- Ale tak. - Zatopiony? Jasne.
W 1715 roku jeden ze statków hiszpańskiej floty
zatonął przy centralnej Florydzie…
Hej, Gil, otwórz usta.
- Co? - O tak…
Teraz możesz ją wypluć albo wysrać.
Jak znów zobaczę tę monetę,
oby była warta 200 kafli, które mi wisisz.
Kurwa!
Kurwa!
Moss!
Moss!
Co?
Miałeś nie pracować do późna w moje urodziny.
Prawie skończyłem.
Ja też.
Ładnie wyglądasz.
Wszystkiego najlepszego.
Dziękuję.
Potem mamy rocznicę, nie?
Tak?
Rocznicę czego?
Nas. Rok.
Ustalmy, co robimy.
Może wyjedziemy z Fili.
Może do Atlantic City?
Dobre ciasto.
Ile już minęło?
Co nie? Strasznie szybko zleciało.
Pogrzeb taty.
Przejęcie biznesu.
Ledwo co to pamiętam, ale wiesz, byłaś moją opoką.
Dzięki tobie przetrwałem.
Aha. Nawzajem.
W każdym razie wszystkiego najlepszego.
Moss.
Po prostu otwórz.
O mój Boże.
Ładne, co? Autentyk.
Czy to włos?
Co? Gdzie?
W zapięciu jest włos jakiejś laski.
- Cholerny jubiler. - Niewiarygodne!
Delly, usiądź. Proszę.
To twoje urodziny.
Podziękuj swojemu paserowi.
Okej, nie jest nowy. Słyszałaś kiedyś o spadkach?
Raz, Moss, chociaż raz
chciałabym dostać coś, co nie jest kradzione, wiesz?
Coś wyjątkowego.
Coś specjalnie dla mnie, czego nikt wcześniej nie posiadał.
Delly!
Dopilnuj, by wróciła bezpiecznie.
Nigdy nie widziałem odwrotnej sytuacji.
By to facet wybiegał na ulicę, a kobieta błagała go, by wsiadł do auta.
Ciekawe, czemu.
Bo jakby go wywaliła, po prostu odjechałaby w siną dal.
Możesz wsiąść, proszę?
To kiepska dzielnica.
Dużo prostytutek.
Co zmieni jedna więcej?
Zrób mi przysługę.
Nie jestem ci winna przysługi.
Może ja będę winien tobie?
Mówiliśmy, że to się nie powtórzy.
Ale pewnie się powtórzy.
Chcę kawy.
Muszę cię odwieźć do domu.
On mówi o tobie, wiesz.
Jego własny glina.
Jak golden retriever, zawsze aportuje, gdy mu się każe.
Średnia ekstremalnie waniliowa, mrożona, z podwójną porcją karmelu.
KAWIARNIA
Trzymaj.
- I wracamy. - Czekaj, Mike.
Pojedźmy autostradą.
Co?
Przed siebie, zaczniemy od nowa.
- Mam obowiązki. - Wobec Mossa? Nie.
Wiesz, że nigdy, przenigdy nie uwolnisz się od Mossa, co nie?
Dokąd byśmy pojechali?
Nie wiem.
Na Florydę.
Nie.
Czemu nie? Brzmi jak miejsce pełne możliwości.
O tak.
Ja dostałem możliwość ucieczki.
Żartujesz.
- Jesteś stamtąd? - Tak, i nie wrócę tam.
Tak.
Chodzi o Delly.
Co z nią?
Odwiozłeś ją do domu po urodzinach.
Zgadza się.
O czym gadaliście?
Nie gadaliśmy o niczym.
- Nic nie mówiła? - Niech pomyślę.
Nie. A co?
Zniknęła.
- Co zrobiła? - Zniknęła.
Dałem jej nowe BMW.
Pogodziliśmy się.
Wszystko było super.
A potem nim odjechała i tyle.
Dokąd?
Jakieś Coronado Beach, Floryda.
Dostała mandat. Przejechała na czerwonym.
Dostałem go, bo auto jest na mnie.
Godzinę później kolejny, w drugą stronę.
Wiesz, jak to psuje ubezpieczenie.
- Czemu Floryda? - Skąd mam, kurwa, wiedzieć?
- Masz po nią pojechać. - Co? Kurwa, nie.
Wykluczone.
- Tak. - Nie.
No comments yet. Be the first to leave one.