The first 155 lines.
Boże!
-Boże! -Odejdź.
-Gdzie? -Stąd!
-Ktoś widział? -Idź.
-A broń? -Gdzieś wyrzucimy.
-W lesie? -Widzisz tu las?!
Wyluzuj. Po prostu.
-To przez szok. -Ja się zlałem.
Czekaj, broń!
-Myślisz, że nie żyje? -Chyba.
-Zabiłem kolesia! -Właśnie.
Kiepski moment.
Słyszę, 408.
Czekaj, broń.
Nie.
Na Hawajach jeszcze nie zaczęli.
300 na ponad.
Zapisałem.
Co mu da taki gówniany zakład?
Tchórzliwy skurwiel.
Nie mylisz się.
-To było słabe. -Wiem i źle mi z tym.
Pasy.
Do dupy te twoje pasy.
Kurs oczywiście gratis.
Ciesz się, że nie jestem seryjny.
-Nie żyje? -Pewnie tak.
-Przejechać tamtędy? -Chcę do domu.
-Ty też? -Tak.
Podpowiecie trasę?
-Ray, a potem ja. -Serio?
405 do La Cienega będzie szybciej.
Tam są roboty.
Macie ciężką noc. Google pomoże.
Dzięki.
-Chętni na darmową wodę? -Skup się na jeździe.
Stań.
-Po co? -Po prostu.
-Co robisz? -Pozbywam się gnata.
-Żartujesz? -Co?
-Widzę go. -Nie miałem zamachu.
Tak nie zostawisz. Jeszcze raz.
-Otwieraj, dupku. -Daruj.
Nowe buty.
-Jeszcze raz, Alicjo! -Jest dobrze!
Wyrzuć, jakbyś szedł do paki. Na wieki.
Gówniane życie.
Szczęśliwy?
BUKMACHER
ROBIENIE LEMONIADY
WYSTĘPUJĄ
Musimy pogadać.
Możemy?
Miałem ciężką noc. Rano?
Rano wyprawiam Anthony'ego, robię mu śniadanie, wiozę go,
-potem pilates i sklep, bo Christine... -Dobra, mów.
Nie. Jesteś zmęczony.
Chciałam przeprosić za wcześniej, ale pieprzę to! I ciebie!
-I wszystko! -Dobra.
W pierdlu mógłbym być szczęśliwszy.
Jak leci?
Chciałem zjeść płatki. Masz ochotę?
A wiesz, że to niezły pomysł?
Jak w szkole?
Bez zmian.
Nie czepiają się?
Powiedzmy.
Co powiesz na kota?
Mam sporą alergię.
Jasne.
Już go wziąłeś?
Tak.
-Dzień dobry. -Dzień dobry.
-Wszystko gra? -A co?
Masz minę, jakby ktoś umarł.
Jezusie, umarł?
Jasne, że nie.
-Co dziś porabiasz? -Normalka. Robota z Dannym.
Nie przeszkadza ci, że ten mały makaroniarz cię wykorzystuje?
-Nikt mnie nie wykorzystuje. -Wszyscy to robię.
Mamuśki twoich dzieci i ci szemrani kombinatorzy.
Pamiętaj też,
że byłam przy tym, gdy ten grubasek namówił cię na grę w Provo, Utah.
-Zdobyłem dobre wykształcenie. -Dobre?
Ile zarobiłeś w NFL? 9, 10 milionów?
Mormoni nawet nie nauczyli cię oszczędzania.
-Skończyłaś? -Rozgrzewam się.
-Pozbądź się tego Danny'ego Calamari. -Colavito.
Prędzej czy później zawiśnie.
To mój kumpel. Ufam mu i koniec tematu.
Czegoś na pewno.
-Tosta? -Poproszę.
Głupi nie musi być głodny.
Jak pachną? To grzyby.
Jak risotto.
Liczyłabym na to, że lotniskowe kundle szukają bomb.
Jeśli tak ci zależy, spytaj dziewczyny, czy lubi robić z dupy torebkę.
Powodzenia w Cabo.
-To zakłady z rana. -Piszesz kursywą?
-Puść. -A co?
Szukam gościa od G klasy.
-A co? -Konfiskata.
Utnij mu jaja, a nie będziesz gadać.
Chcę forsę. Jaja to nie waluta.
W NFL nie nosi się ochraniaczy. Jaja pękają codziennie.
-To coś wnosi? -Dzielę się anegdotką.
Od razu nam lepiej. Dzięki, Ray. Chodź.
-Kiedy mu o nas powiesz? -Pewnie nigdy.
-Cipa pasuje do cipy. -Dziś widzę się z twoją.
Żebyś wiedział.
Możemy?
Wolałbyś "Song Sung Blue"?
Coś pozytywnego i bez wyzwisk na C.
Co z naszym nieboszczykiem na C?
Cisza. Myślałem, że będą trąbić.
Czarny ćpun w Los Angeles? Byłoby głośno, gdyby zakrwawił białego.
Smutna prawda.
Aktualna od 400 lat.
Włosi też nie mieli tu lekko.
-Nie gadaj. -Nie gadam.
-Tak? -To ja.
-A odrobinę konkretniej? -Hector.
-Co tam? -Patrzę na...
Ground Zero, jeśli kapujesz.
-I co? -Nic.
Brak glin, ciała, obrysu...
Żadnego zabezpieczenia terenu.
-Niemożliwe! -Co?
-Jest tam i nic. -Niemożliwe!
Właśnie mu...
A jakaś krew?
-Stąd mało widać, ale chyba nie. -Czekaj.
-Mówiłeś, że trafiłem. -Kiedy się zaczęło,
zamknąłem oczy i się modliłem. Obaj widzieliśmy go na ziemi!
Może go raniłeś i odszedł z własnej...
Jak to jest? Woli.
Czyli nie mam krwi na rękach? Wiszę ci.
-To mnie zatrudnij. -Jako?
-Ile stawia się na nożną? -Niewiele.
Bo ty, przyjacielu, nie wiesz, co to...
gol!
Do Bobby'go Knoxa.
-Kogo zapowiedzieć? -Pomoże nam pani?
-Niespodzianka. -Ważny dzień.
-Apartament. Winda po lewej. -Dzięki.
Zostawię ci kawałek.
Jak to rozegrasz?
Płaci albo się skurwiel napoci.
Pasuje.
Czyżbym widział iskrę między tobą a recepcjonistką?
Chyba tak, nie?
Może będzie matką twojego 11. dziecka?
Musiałeś?
To takie przyjacielskie docinki.
-Jasne. -Działają w dwie strony. Wal.
No comments yet. Be the first to leave one.