The first 157 lines.
Ta dziewczyna to był dobry interes.
To nie znaczy, że jest godna zaufania.
Zapytam cię jeszcze raz. Czyje to dziecko?
Pańskie. To Jericho.
Myślisz, że chodzi o szantaż?
Wiele zrobiła, by się tu dostać i zatrzeć ślady.
Ale im dłużej to coś tu zostanie, tym więcej za to zapłacisz.
Jesteśmy przy domu Graysonów.
Lepiej, żebyś sam go zobaczył.
Czekaj. Co tam jest na ścianie?
Jeśli chcesz skrzywdzić Dorothy, będziesz mieć do czynienia ze mną.
To czyjeś dziecko, Julian.
Dowiemy się, skąd się wzięło, i zrobimy, co trzeba.
SERVANT
Czuję siki.
Pokaż.
Ale kiedy?
W łazience u mojego taty.
Naprawdę?
To był taki szybki numerek. Przez weekend byłem lepszy.
Wmawiaj sobie, co chcesz, kochanie.
Muszę iść do pracy. Potem sprawdzimy daty.
Musimy znaleźć położną. Te dobre są rozchwytywane.
To będzie kosztować, prawda?
Chcesz tego pozbawić Harry’ego?
Harry’ego?
Nazywanie dziecka tak wcześnie nie przynosi pecha?
Możesz nazwać drugie. Dziewczynkę.
Będę się z nią kłócić. Już to czuję.
Harry.
Dobrze.
Dobra robota, Harry.
- Dlaczego nie śpisz? - A ty?
Sprawdzisz, co u niego?
Mamy nasłuch.
Jeśli ja tam pójdę, będę musiała go nakarmić.
Proszę.
Załóż coś.
Już dobrze.
Wszystko dobrze.
W porządku?
Najlepszym.
Dobry chłopczyk.
Ktoś tu się dobrze wyspał.
Spał calutką noc.
Co dzisiaj robisz?
Lody z homara.
Brzmi okropnie i pewnie jeszcze gorzej smakuje.
Chcę podważyć paradygmaty.
Mówi się „paradogmaty”.
Nie sądzę.
Dziś jadę bez kierowcy.
Na jakieś zadupie.
Zaproś kogoś. Mam ochotę na towarzystwo.
Dziś lepiej nie.
Robimy się nudni.
Leanne pomyśli, że nie mamy przyjaciół.
Na pewno masz wielu przyjaciół, Dorothy.
Do zobaczenia.
Bohaterstwo ma wiele twarzy.
Bohaterami są zarówno piloci w powietrzu, jak i ratownicy medyczni na ulicach.
Często nie dostrzegamy jednak służb miejskich,
które pracują w sieci tuneli pod naszymi nogami.
Góra tłuszczu.
Ta dwutonowa bryła oleju spożywczego i nawilżanych chusteczek
stanowi zagrożenie dla kanalizacji naszego miasta.
Dziś spędzam dzień
z bohaterami, dzięki którym tunele pod naszym miastem są drożne.
Dobra robota.
Cześć.
Leanne, możesz zejść, proszę?
Jak ci minął dzień?
Nie oglądałeś?
Przecież to nagrałaś.
A oto i on. Mój największy skarb.
Mamusia śmierdzi, więc cię nie weźmie.
Chociaż by chciała.
Wołałaś mnie, Dorothy?
Tak. Masz plany na jutro?
Nie mam.
Dobrze. Kumple w pracy bardzo chcą poznać tego maluszka
i chcę go zabrać.
Nie możesz.
Zabierzesz go do kolejnego kanału?
Podobno nie oglądałeś.
Załapałem się na koniec.
Ale on ma już 18 tygodni.
Może zacząć się socjalizować.
Leanne dobrze się nim zaopiekuje.
Co ty na to, Leanne?
Zobaczysz z bliska magię telewizji.
Bardzo chętnie.
No to postanowione.
Idę się wykąpać. Przyniesiesz mi go, proszę?
Hej, maluszku.
Już dobrze.
Nie cierpieliśmy, gdy inni to robili.
Podtykali nam noworodki pod nos. Cała ta presja,
by powiedzieć coś miłego.
Pamiętasz Rosy Dorchester?
Myśleliśmy, że dziecko ma Downa, póki nie poznaliśmy męża.
Tak, ale nie ma obaw, bo Jericho jest idealny.
Dla nas.
Nie wiemy, co pomyślą inni.
Co będą mówić za naszymi plecami.
Próbujesz mnie zdenerwować?
Nie chcę tylko, byś była jak ktoś, kim zawsze gardziłaś.
Ale... chcę się nim pochwalić.
Zrobimy to.
W odpowiednim czasie.
Teraz jest bardzo delikatny.
Ma maleńkie płucka.
Możesz wyjść, proszę?
Chcę się ubrać.
Widziałem cię nagą miliony razy.
Nie czuję się teraz pewnie.
Odpuść mi, dobrze?
Może masz rację.
Tak?
W sprawie Jericho.
Wiem, że bardzo go kochasz i chcesz go chronić.
Wciąż jest maleńki.
Chodź tutaj.
Powiem im, że ma katar.
Dobrze.
- Powiedz dobranoc tatusiowi. - Dobranoc.
Dobranoc.
Połóżmy się. Wiem, że jesteś zmęczony.
Jesteś słodziutki. Otulę cię.
Wcześnie wstałaś.
Nie wiedziałam, kiedy przyjedzie auto.
- Musisz porozmawiać z Leanne. - Po co?
Żeby wyjaśnić, czemu łamię obietnicę.
Nie mogła się doczekać dzisiejszego wyjścia.
Mam w dupie jej rozczarowanie.
Proszę, nie zrażaj jej do siebie.
Jest teraz ważnym domownikiem.
Dobrze. Grzecznie i racjonalnie wyjaśnię,
że to ja nalegałem, by został.
Dziękuję.
Mam coś w oku?
Kurwa!
Co?
To cholerna pasta do zębów. Plunęłaś mi nią w oko.
Hej.
Nic z tego.
Wejdź!
Syrah z winiarni Sine Qua Non.
Zamówiłem je w styczniu.
Nie stój tak, otwórz je.
O Boże. Czujesz ten smak?
W ogóle. Muszę iść do lekarza.
Chyba mam pieprzonego raka kości.
Gdzie świruska?
W swoim pokoju. Mogę ci pokazać, co robi.
Szczwany z ciebie lis.
Widziałeś już ją nago?
No comments yet. Be the first to leave one.