The first 200 lines.
NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY
GDZIEŚ W OKOLICACH LAS VEGAS
- Wystarczy, Jack. Zjedź na bok. - Nie, chcę ich zgubić.
Zjedź na bok!
Zjedź na bok.
Sprawdź w schowku, czy jest gnat.
- Łał! - Łapy na pieprzoną kierownicę!
Na litość Boską!
CZTERY TYGODNIE WCZEŚNIEJ
A więc czas się pożegnać.
- Jak bagaże? - Trochę ciężkie.
- Pomógłbym, ale... - Nie ma sprawy.
Dziękuję.
To miło.
No to pa.
Będziesz się zachowywał?
Oczywiście, że będę.
- Będziesz niemiły dla Amerykanów? - Nie.
Pa.
Pa, Wins.
Pa.
Doskonale, gotowy do drogi.
Przybyłem tu, aby podbić Amerykę.
Przyznaję, że jak dotąd Ameryka nieźle się broni.
Jack aktualnie przebywa w Los Angeles i próbuje złapać role.
Niestety nie wygląda na to, żeby mu się udało.
Amerykańscy agenci ciągle go mamią przez telefon:
„Jack, mam dla ciebie super angaż.
Jack, wszyscy biją się o ciebie.”
Ale kiedy przychodzi co do czego,
zwykle nic z tego nie wychodzi.
Chciałem zwabić tu Michaela
pod pretekstem wakacji
i tak go zaczarować Kalifornią, żeby się tu sprowadził.
To miejsce...
ma mu sporo do zaoferowania, o czym on jeszcze nie wie.
Na przykład botoks.
Możesz wyjechać stąd wyglądając 20 lat młodziej
niż jakby ktoś nałożył na jajco binokle Heinricha Himmlera.
Co mnie wkurza w Amerykanach, to jak się ciebie upierdliwie czepiają,
przez cały czas.
Wiesz, o co mi chodzi: „Hej! Jak ci minął dzień?”. A ja myślę:
„Pierdol się!
Po co to wiedzieć?
Mój dzień nie miał zupełnie nic wspólnego z tobą”.
Nie opalisz się pod tym kapeluszem.
Nie chcę się opalić.
Opalenizna by ci pasowała.
Wyglądasz jak jeden z Białych Wędrowców z Gry o tron.
- Proszę bardzo. To dla was. - Wielkie dzięki.
Dobrze się bawicie?
- Tak, dzięki. - Dzięki.
Wołajcie, jeśli czego potrzebujecie.
- Wielkie dzięki. - Dzięki.
Co ten gość się tak podnieca?
Co? On tylko... Chciał wiedzieć, jak ci minął dzień.
W Garrick Club nikt się tak nie zachowuje.
Gdyby kelner dopytywał, jak mi minął dzień, wywalili by go.
Przywiozłem cię tutaj, żebyś zobaczył,
co Ameryka ma do zaoferowania.
Chcę, żebyś się w niej zakochał tak jak ja,
bo będę tu bardzo często
i chciałbym, żebyś też tu wpadał.
Może nawet się tu ze mną wprowadził.
To zależy, czego ode mnie oczekujesz.
Pokażę ci Kalifornię, a potem ruszymy w głęb lądu do Arizony.
Wpadniemy do Phoenix.
Pokręcimy się po Stanach zdominowanych przez Republikanów,
wypożyczymy Kampera
i na koniec
wielki finisz w Las Vegas.
Vegas rządzi, maleńka!
Musiałbyś mnie uśpić, żebym pojechał do Vegas.
Mówisz o haju?
- Nie. - Bo tam można nieźle przyćpać.
- Nie. - Mają w Vegas wszystkie dragi,
jakie tylko chcesz.
Nie, to nie mój styl.
Po tym pomyślnym starcie
nadszedł czas przygotować tatkę na klimaty z LA.
Wszyscy tu mają obsesję zdrowego ciała i ducha.
Dlatego zapisałem nas na wyjątkowy kurs jogi
pod okiem nauczyciela-wizjonera Brandona Anthony.
- Super, że przyszliście. - Cześć.
- Namaste. - Namaste.
- Namaste. - Namaste. Jak się masz?
- Witam w szkole. Jak się macie? - Świetnie.
- Cieszę się z razem z wami. - Dla Michaela to pierwszy raz.
- Nigdy nie jest za późno. - Nigdy.
Najważniejsze to odrzucić stres.
Prawidłowo oddychać. Być może pierwszy raz od lat.
Wejdźcie, jak będziecie gotowi.
Ten Namaste jest bardzo miły.
To pozdrowienie, a nie jego imię.
- Myślałem, że tak się przedstawił. - Nie powiedział, że to imię.
Przepraszam.
Dobry Boże.
- Tatko! - Nie.
- Tatko! - Nie.
Wszyscy są goli! Co to za miejsce?
- W tym sęk. - To jakiś burdel.
- To nie jest burdel. - Jest.
- Mówiłeś, że to jakieś ćwiczenia. - To joga na golasa.
Nie powiedziałem ci wcześniej, bo byś nie przyszedł.
- Na pewno nie. - Chodzi o to, żeby...
- odrzucić wszystkie ograniczenia. - Jeśli myślisz, że zrobię striptiz,
zapomnij.
Nie ma mowy.
- Co z wami, chłopaki? - Zapomnij.
Gotowi?
Chyba złapaliśmy tremę przed pierwszymi zajęciami.
Nie, ja chyba sobie pójdę.
- Dlaczego? - Chętnie poćwiczę,
ale na pewno się nie rozbiorę.
- Ale nagość ma sens, prawda? - Absolutnie.
Koniecznie się rozbierzcie.
Dołączcie do nagiej męskiej wspólnoty i do treningu.
Pomyślcie, jakie to odważne. Aż zapiera dech.
- Może zmienić wasze życie. - To jest twoja zbroja.
- To tarcza. To maska. - To maska.
Jeśli pozbędziesz się maski i tarczy,
- pozbędziesz się wstydu. - Poznasz siebie.
- Poznasz siebie. - Dobrze, zdejmę marynarkę
i kamizelkę,
ale na tym koniec.
Uczestnicy kursy uprawiają jogę na golasa,
wierząc, że odrzucają ograniczenia
i dzięki temu osiągają prawdziwą samoakceptację.
Na tych zajęciach nie chcesz siedzieć z tyłu.
... między jedną i drugą pozycją.
Mój Boże!
- Dłonie płasko na podłogę. - Płasko.
Tak, doskonale.
- Rozszerz palce. - Rozszerzyć co?
- Palce. - Sorka.
Jack, ostrożnie.
O to chodzi. Świetnie.
To jak ludzkie stoliki na grzanki.
A w tym rowie mógłbyś zaparkować rower.
Tatko, po prostu spróbuj.
Spróbuj tę pozycję.
Nie widzę, co robią.
Natura ich lepiej obdarzyła niż ciebie.
- Mówię prawdę. - Cicho bądź.
Ta marna namiastka penisa.
Spójrz na tego olbrzyma!
Gruby jak dąb.
- Cicho! - Mam rację.
Cóż, będę brutalnie szczery. Jeśli to ma być LA...
to wybieram Putney.
- Co? - Niektórzy idą na poké.
Dołączysz do nas?
- Idą na co? - Na miskę poké.
- Nie, dzięki. - Nie chcesz?
Nie jestem psem, żeby jeść z miski.
W pierwszym dniu podróży
tata zobaczył więcej widoków z LA niż chciał.
W kolejny dzień postanowiłem zabrać go do pubu w Santa Monica.
Coś bardziej w jego stylu.
Znalazłem dla ciebie
w LA elżbietański budynek z portretem Winstona Churchilla.
- Tak. - Musisz to docenić.
Mam pewne wątpliwości, czy to wszystko tutaj jest autentyczne.
- Oczywiście nie jest z epoki. - Nie...
To atrapy.
Byłoby dziwne,
gdyby w centrum LA stał autentyczny budynek elżbietański,
bo wtedy była tutaj pustynia.
Ktoś przecież mógł zbudować
- przez przypadek... - Elżbieta wysłała łódź
i jakiś koleś zbudował jeden dom.
- Jeden? - Jeden dom, nad wodą.
- Tak. - A potem po prostu odjechał?
„Moja misja jest zakończona”.
Co jeszcze porabiasz? Jak z twoją karierą w Stanach?
Chcę być wobec ciebie konstruktywny i pomocny.
Nie chce być agresywny ani krytyczny,
a wiem, że taki bywam.
Chcę, żebyśmy zaczęli nowy rozdział.
Mam zamiar załatwić ci lekcje aktorstwa,
ponieważ...
zasługujesz, żeby okazać ci...
odrobinę wsparcia, odrobinę sympatii,
- bo na razie... - Nie potrzebuję lekcji.
Ale nie masz pracy.
Czekam na właściwe zlecenie.
Powiedzmy, że mają kogoś,
jakiegoś sławnego aktora, jak ten The Rock.
Jak on się nazywa? Sean Seymour czy jakoś tak?
- Dwayne Johnson? - Tak.
Sean Seymour?
A więc mówią: „Chcemy Dwayne'a Johnsona
- do tej roli. Jeśli się zgodzi”. - Tak.
- Okej. - Ale nie powiedzą:
„Mam pomysł. Weźmy Jacka Whitehalla”.
Dlatego chcę ci pomóc wspiąć się na wyższy poziom.
- Lekcje aktorstwa. - A więc dobrze.
- To ludziom zaimponuje. - Dobra.
Pójdę na lekcje aktorstwa, żebym pewnego dnia też dostał ksywę
jak Sean Seymour.
No comments yet. Be the first to leave one.