A Perfect Enemy

A Perfect Enemy

Download Polish Subtitle

Release info

A Perfect Enemy 2020 BDRiP x264-GETiT
A Commentary by 84LV4N
Tekst polski: Karolina Jaszczuk

Tags

bdrip
bdr
x264
BDR
Published on: 2022-03-20
Downloads: 48
Hearing Impaired: No

Polish subtitle preview

The first 200 lines.

BEST FILM PRZEDSTAWIA

Od młodości obsesyjnie szukałem doskonałości.

Może dlatego, że profesorowie architektury w kółko powtarzali słowo „doskonałość”.

Na początku kariery architekta

miałem obsesję projektowania budynków o idealnych proporcjach.

Ale 20 lat temu...

przeszedłem kryzys, który zmienił moje myślenie o pracy.

Niewygodna prawda jest taka, że to, co nazywamy architekturą,

jest projektowaniem dla najbogatszego jednego procenta populacji.

Jest to nie tylko złe z powodu niesprawiedliwości społecznej,

ale też niezdarne biznesowo.

15 lat temu postanowiliśmy zmienić odbiorców naszych projektów

i pojechaliśmy do Rwandy budować szpitale.

Tam trafiliśmy do kliniki zaprojektowanej tak źle, że matki w niej chorowały.

Paradoks, prawda?

Skoro wiemy, że widok na naturę może radykalnie poprawić zdrowie,

dlaczego nie zaprojektować szpitala, w którym każda rodzina miałaby taki widok?

Projektowanie takich szpitali było przełomem.

Ale to pomoc społeczności w zbudowaniu ich własnymi rękami

okazała się jednym z najbardziej wzbogacających doświadczeń w życiu.

NA MOTYWACH POWIEŚCI AMELIE NOTHOMB

20 lat temu, po poważnym osobistym kryzysie

zrozumiałem, że doskonałość w architekturze to nie tworzenie pięknych budynków.

Wierzę, że wielka architektura może uzdrawiać,

gdy skupi się tylko na tym, co najważniejsze.

Jak mówił Antoine de Saint-Exupery:

„Doskonałość osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic dodać,

ale kiedy nie można już niczego odjąć”.

Dziękuję.

WRÓG DOSKONAŁY

Dziękuję. Jestem taka szczęśliwa.

Jean!

Dla Conchy.

Proszę bardzo.

Dobrze. Przepraszam.

Muszę już zabrać pana Angusa, inaczej spóźni się na lot.

Dziękuję bardzo.

Samochód jest tam.

Dziękuję za przyjazd do Paryża. Wiem, że go nie lubisz.

Jak mam lubić? Nie wiadomo nawet, gdzie jest słońce.

Nadal ją nosisz?

Nie mogę o niej zapomnieć.

Minęło mnóstwo czasu.

Ona odeszła 20 lat temu.

- Może potrzebuję wakacji. - Powtarzasz to od miesięcy.

Za dużo pracujesz. Zacznij spotykać się z ludźmi.

- Muszę jechać. - Dobrej podróży.

Zdążymy?

Trochę się korkuje. Jeśli ruch zelżeje, zdążymy.

Przepraszam.

Przepraszam, że zawracam głowę, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi.

- Nie jedziecie przypadkiem na lotnisko? - O ile dotrzemy w tych korkach.

Wstyd mi, ale nie chcę się spóźnić na samolot,

a nigdzie nie ma wolnej taksówki. Zabierze mnie pan?

- Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać. - Proszę wsiadać.

Dziękuję!

- Pani nie jedzie. - Proszę się nim nie przejmować.

Dziękuję.

- Przemokłam. - Widzę.

- Jeremiasz Angust? - Byłaś na konferencji?

Nie. Twoje nazwisko jest na książce.

- I adres. Warszawa? - Tak.

Jestem Texel Textor.

Holenderka.

Dziwi cię to, jak się nazywam, czy fakt, że jestem Holenderką?

- To, jak się nazywasz. - Trochę dziwnie.

Owszem. Ale ładnie brzmi.

Jesteś pierwszą osobą, której podoba się moje nazwisko.

Wiedziałeś, że Textor znaczy... Cholera!

- Co się stało? - Moja walizka.

- Miałaś ze sobą tylko tę torbę. - Proszę się zatrzymać!

Dlaczego?

Cholera.

Zostawiłam ją tam, skąd mnie zabrałeś. Mam w niej paszport.

Proszę zawrócić.

- Spóźnimy się. - Proszę zawrócić.

Zostawiłam ją w wejściu, żeby nie zmokła.

- Spóźnisz się na lot? - Raczej tak. Już byłem w niedoczasie.

Wrócę tam pieszo.

- Nie możesz wziąć taksówki? - Godzinę szukałam jakiejś wolnej.

Proszę, niech pan zawróci.

Dzięki.

Chyba jest wściekły.

Właśnie stracił napiwek.

Dziękuję.

Chcesz wiedzieć, dlaczego nazwali mnie Texel?

Moi rodzice lubili wyspę Texel. Leży w Holandii. Znasz ją?

- Słyszałem o niej. - Moje nazwisko, Textor,

pochodzi od łacińskiego „texere”, co oznacza tkać.

Wychodzi coś jak splecione słowa.

Ale ja wolę znaczenie: „Ta, która tka tekst”.

Ciekawe.

Aż wstyd nie być pisarką z takim nazwiskiem.

- Zawsze możesz zacząć pisać. - Tak myślisz?

Dotarliśmy.

Muszę biec. Miło było cię poznać.

Powodzenia!

Jean, miałem problemy w drodze na lotnisko. Spóźniłem się na lot.

Mam przyjechać?

Nie. Wytrzymam dwie godziny bez towarzystwa.

- Dzwoń, gdybyś czegoś potrzebował. - Jasne.

Miłego czasu na lotnisku.

- Witam w saloniku VIP. - Dziękuję.

Dziękuję.

ZOBACZ KOMENTARZE

Angus tylko wyjaśnił to, co mogliśmy przeczytać w jego książkach.

Rozczarowanie.

KOMENTARZ USUNIĘTY

Spóźniliśmy się na loty.

Musimy poczekać.

Jak twoja książka?

Nie czytam książki.

Ja też nie mogę czytać, kiedy wokół kręci się tylu ludzi.

I nienawidzę lotnisk. A ty?

- Przepraszam... - Ponoć można tu spotkać ciekawych ludzi,

- ale wiesz, jakich ludzi się tu spotyka? - Nie.

Jakich?

Kierowników w podróżach służbowych.

A podróż służbowa to zaprzeczenie podróży.

Powinni to nazywać przemieszczaniem komercyjnym.

- Ciekawa koncepcja. - Owszem, ciekawa.

Chociaż ty pewnie też podróżujesz służbowo.

- Niezupełnie. - Na pewno nie jesteś na wakacjach.

Nie mam ochoty na rozmowę.

- Jak niegrzecznie. - Co?

Uważam, że jesteś nieuprzejmy.

Przywiozłem cię tu, przez co spóźniłem się na samolot.

- Ja też się spóźniłam. - I teraz mnie męczysz.

Ile wrogości.

- Kim ty jesteś? - Texel Textor.

- Holenderka. - Czego ode mnie chcesz?

Rozmowy nie są zakazane.

Nie mogę zabronić ci gadać. Ale nie zmusisz mnie do odpowiadania.

W takim razie opowiem ci o sobie.

- Mam wyjść z tego saloniku? - Nie...

Proszę.

- Dlaczego to robisz? - Bo mam ochotę.

- Ja mam ochotę... - Dać mi w twarz.

- Nie chciałem... - Nie musisz. Widzę to.

Ale kary fizyczne są zakazane.

A bicie kobiety jest szczególnie piętnowane.

Masz jakieś ambicje poza męczeniem ludzi?

Nie.

- A ja tak. - Wcale nie.

- Skąd wiesz? - Wyglądasz na biznesmena.

Zarabianie mnóstwa pieniędzy nie jest ambitne.

Nie jestem biznesmenem, tylko architektem.

- Poważnie? - Rozejrzyj się.

To jest moje dzieło.

- Ty to projektowałeś? - Widzisz ten model?

Jesteśmy...

tutaj.

Nie. Tutaj.

Jesteś zadowolony z efektu?

Nie bardzo. Projektowałem to lata temu.

Przez lata doszlifowałem swój styl.

Oryginalny projekt miał niepotrzebne elementy, przestrzenie.

„Doskonałość osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic dodać,

ale kiedy nie można już niczego odjąć”.

- Na pewno nie byłaś na mojej konferencji? - Ja?

Nie.

Uważam, że ten budynek jest niesamowity.

Chodźmy na drinka.

- Nie, dziękuję. Mam mnóstwo pracy. - Proszę.

Wiem, że cię męczyłam. I że przeze mnie przegapiłeś lot.

- Nie musisz. - Nie dobijaj mnie. Koktajl?

Uznam, że ten uśmiech to zgoda.

Mam pytanie. Dlaczego postanowiłaś nękać właśnie mnie?

Inspirujesz mnie.

Wydajesz się taki dostępny.

- Nie jestem dostępny. - Źle mnie zrozumiałeś.

- Wydajesz się ciekawski. - Ciekawski?

Rozpala cię pragnienie poznania mojej tajemnicy.

Wcale nie chcę o tobie słuchać.

Jasne.

Powiedz, zabiłeś kogoś?

- Słucham? - Ja kogoś zabiłam, kiedy byłam mała.

- Zgrywasz się. - Teraz zaciekawiła cię moja historia.

Doskonale.

Zamknij oczy i wyobraź sobie

ze szczegółami historię, którą ci opowiem.

To historia w trzech aktach.

Pierwszy obrzydliwy, drugi straszny, a trzeci kończy się miłością.

Jesteś gotowy?

Jasne.

Miałam jakieś 10 lat.

Mieszkałam na przedmieściach Rotterdamu w malutkim pokoju z matką,

jej mężem i trzema kotami.

Znam to. Wychowałem się w takiej okolicy.

Ciągle słyszałem sąsiadów.

- Cholera, nie! - Coś nie tak?

- Jaki budynek sobie wyobrażasz? - Co za różnica?

Wyobrażasz sobie budynek z własnego dzieciństwa.

- Tak. Typowy komunistyczny blok. - To normalne.

Kiedy słyszymy opowieść, składamy obraz z własnych wspomnień.

- Stajemy się architektami tej historii. - Mądre spostrzeżenie.

Ale twój blok nie był taki, jak to, w czym mieszkałam.

Ja mieszkałam na kampingu, daleko od miasta.

Mówiłam, że pierwszy akt mojej opowieści będzie obrzydliwy.

Kiedy byłam dzieckiem, miałam problem z jedzeniem.

Comments

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left