The first 200 lines.
Ulubiony numer i dlaczego ten.
Rety. To się zmienia przy każdym oglądaniu.
Lubię te, w których za dużo nie śpiewam.
Podobał mi się...
Tylko czekałem, aż to powie.
Lubię wszystkie numery bez Lina.
Witajcie w „The Undefeated presents: Hamilton In-Depth with Kelley Carter” .
Nazywam się Kelley Carter.
Porozmawiamy dziś
z dziewięcioma aktorami z kasowego musicalu Hamilton
oraz jego reżyserem, Thomasem Kailem.
Niewiele broadwayowskich spektakli miało taki wpływ na kulturę jak Hamilton ,
który opowiada o życiu jednego z ojców założycieli Ameryki,
Alexandra Hamiltona,
w rytm hip-hopowej ścieżki dźwiękowej.
Choć spektakl osiągnął ogromny sukces,
jego początki były skromne,
zwłaszcza kiedy był prezentowany pierwotnej obsadzie.
KOMPOZYTOR/AUTOR TEKSTÓW/PRODUCENT
Rościliśmy sobie prawo do przedstawienia tej historii w sposób,
który oddawałby sprawiedliwość teatrowi muzycznemu
i reprezentacji.
Chcieliśmy opowiedzieć historię niedoskonałych ludzi,
twórców niedoskonałego kraju opartego na ideałach,
których nie udało się nam osiągnąć przez ponad 200 lat.
Lin powiedział, że ma pomysł,
a ja spytałem, jak mogę mu pomóc.
REŻYSER
A potem zrealizowaliśmy go tak, jak chcieliśmy.
Jeśli komuś się nie podobało, to nie brał udziału.
Ale nikt z producentów ani członków ekipy produkcyjnej
nigdy nie kwestionował tego zamysłu.
Moje doświadczenie jest wyjątkowe, bo widziałem ten spektakl.
Widziałem pierwsze czytanie The Hamilton Mixtape w Poughkeepsie.
Udało mi się zdobyć ostatnie miejsce w ostatnim rzędzie
na pierwszą inscenizację Hamiltona , wtedy znanego jako The Hamilton Mixtape.
Kiedy więc dostałem e-maila, wiedziałem, do czego zostaję zaproszony
i uczepiłem się tego ze wszystkich sił.
Nie chciałem oddać tej roli, choć nie wiedziałem,
czy Ameryka odbierze Hamiltona tak samo jak ja.
To była najodważniejsza, najbardziej ekscytująca rzecz, jaką widziałem.
To zabawne. Kiedy ostatnio oglądałam z mężem ten film,
spytał, czy pamiętam, że nie chciałam iść na przesłuchanie.
To jedna z tych sytuacji,
w których bym sobie nie wybaczyła, gdybym przynajmniej nie spróbowała.
Poszłam na przesłuchanie
i spotkałam Lina, Tommy’ego, Alexa Lacamoire’a i zespół kreatywny.
Zadzwonili, zanim dotarłam do domu, i powiedzieli, że dostałam się na próby.
Tak jak Leslie, uczepiłam się tego ze wszystkich sił i już nie puściłam.
Występowałem na scenie w In the Heights , kiedy Lin...
W spektaklu jest moment,
kiedy bohaterowie znajdują się w sklepie Usnaviego
i wtedy powiedział, że wymyślił coś nowego.
Ucieszyłem się,
a potem pomyślałem: „Co ja tam będę robił?”.
Ale zanim o to spytałem,
musieliśmy wyjść i wykonać numer „96 000”.
Dlatego rozmowa była skrócona.
Nie mieliśmy okazji,
żeby ją kontynuować.
Ale parę dni potem Tommy zagadał do mnie przed jednym z występów:
„Jak tam, Jureczku?”.
Nie wiedziałem, o co mu chodzi.
Myślał, że wiem już od Lina, że będę George’em Washingtonem.
A ja dalej nie wiedziałem, co dokładnie mam robić.
Nie miałem o niczym pojęcia.
Ja właściwie też byłem na scenie.
Nasz zespół „Freestyle Love Supreme”
występował w Nowym Orleanie podczas Super Bowl.
Rapowaliśmy na kanale ESPN na żywo o sportowych celebrytach,
kiedy Tommy Kail powiedział mi,
że Lin pracuje nad rapowym spektaklem o Alexandrze Hamiltonie.
Odparłem, że to okropny pomysł.
Spytał, czy chcę wziąć udział w czytaniu.
Ja spytałem, czy mi zapłaci. Kiedy potwierdził, zgodziłem się.
Byłem świeżo po występach wokalnych na statku rejsowym,
gdzie brałem udział w musicalu Saturday Night Fever.
Poszedłem na przesłuchanie do innego spektaklu
z tym samym kierownikiem obsady.
Stwierdził, że do tamtego nie pasuję,
ale zaprasza mnie na przesłuchanie do Hamilton's Mixtape.
Byłem w sumie na czterech przesłuchaniach.
Było świetnie. Dostałem rolę. To było niesamowite.
W ogóle nie byłam częścią świata teatru muzycznego,
więc wszystko to było dla mnie nowe.
Byłam na trzech czy czterech przesłuchaniach,
a Alex Lacamoire
napisał kwestie Peggy na serwetce
i nauczył mnie ich, kiedy wezwali mnie po raz drugi.
Tommy zaprosił mnie na czytanie drugiego aktu Hamiltona ,
wtedy pod tytułem Hamilton Mixtape.
Wtedy po raz pierwszy usłyszałam muzykę i z nimi pracowałam.
Byłam pod ogromnym wrażeniem.
Instynktownie wiedziałem, że Hamilton ma być opowieścią o imigrancie.
W jego historii zaciekawiło mnie to,
że dorastał na Karaibach
i w bardzo wczesnym wieku wyjechał, żeby zdobyć edukację,
tak jak mój ojciec z Portoryko, gdy miał 18 lat.
I jedno wiem na pewno. Kiedy przyjeżdża się tu z innego kraju,
trzeba pracować cztery razy ciężej, żeby zajść w połowie tak daleko.
Hamilton zdecydowanie osiągnął ten poziom.
To był sposób, w który...
To był mój sposób na tę opowieść.
Nie pamiętam niczego z lekcji historii w liceum.
Nigdy mnie to nie ciekawiło.
Ale Hamilton był pierwszym imigrantem wśród ojców założycieli
i to mnie wciągnęło w temat.
Jak zareagowaliście na koncepcję Hamiltona ?
Przecież niczego takiego wcześniej na Broadwayu nie widzieliśmy.
Dla mnie liczyła się tylko muzyka.
Słuchając jej, rozumiałem ten spektakl.
Tak mnie poruszyła,
że kiedy przez chwilę miałem nie być Herculesem Mulliganem,
powiedziałem Tommy’emu i Linowi, że nigdy czegoś takiego nie widziałem,
żeby wiedzieli, że jestem gotowy i chcę to zrobić.
Nigdy nie byłem tak poruszony.
Nikogo nie znałem. Wystarczyła sama siła tego materiału.
Kiedy uczestniczyłem w przesłuchaniach,
słuchałem głosu Phillipy.
Mogłem usłyszeć ją i Lesliego, jak śpiewa „Wait For It”.
Wspaniale było stać się członkiem obsady,
a potem słuchać tego na żywo.
To muzyka jest pulsem tego spektaklu.
W ogóle nie ma w nim dialogów.
To naprawdę zadziwiające,
że coś, co jest genialne, może stać się jeszcze lepsze.
To mnie wciąż zadziwia.
Jeszcze przed obejrzeniem filmu
powiedziałam reszcie, że nie robię sobie dużych nadziei.
Nie możemy zakładać, że ponieważ wszystko inne było wspaniałe,
to film też taki będzie.
To szaleństwo, prawda?
Obniżę poziom swoich oczekiwań i zobaczę, co się stanie.
Pierwszy raz tak naprawdę zetknęłam się z Hamiltonem
dzięki wersji demo „Satisfied” w wykonaniu Lina.
Pomyślałam wtedy, że to jest właśnie teatr muzyczny.
To jest teatr muzyczny.
Właśnie to.
To ta muzyka powinna opowiadać naszą historię.
Pomyślałam, że nawet jeśli już nie będzie lepiej,
i tak zostanę tu jeszcze pięć, dziesięć czy więcej lat.
Niezwykłe jest to, że jednak było coraz lepiej.
Dla mnie wszystko zaczęło się dość wcześnie,
kiedy całość dopiero powstawała
i braliśmy udział w warsztatach.
Pamiętam, że skończyliśmy pracę nad pierwszym aktem.
Brakowało czasu i nie mogliśmy zacząć drugiego,
więc postanowiliśmy nagrać go za pulpitami na nuty
i nawet wtedy,
kiedy nie robiliśmy niczego poza siedzeniem i śpiewaniem słów,
atmosfera w pomieszczeniu się zmieniła.
Myślę, że wszyscy to sobie wtedy uświadomiliśmy,
zwłaszcza że słyszeliśmy to jako całość.
W każdym razie dla mnie było to magiczne przeżycie.
Pomyślałam, że coś się stanie
i będę mogła to przetrawić dopiero wtedy, kiedy już się skończy.
Siedzieliśmy tam, a Lin nie mógł znaleźć takiego zakończenia,
jakiego chciał...
A tak. Zapomniałam.
...i napisał cały utwór rapowany a capella.
Tak.
Wszystkie takie chwile sprawiają, że człowiek myśli, tak jak ujęła to Renée,
że po prostu nie może być jeszcze lepiej.
A jednak było.
Siedzenie w sali prób i obserwowanie tych zmian,
dzięki którym wszystko stawało się lepsze,
jest jednym ze wspomnień, które zapamiętam na zawsze.
Kiedy pierwszy raz oglądałem Hamiltona ,
były oczywiście takie chwile jak „My Shot”, otwarcie czy „Satisfied”,
które zwaliły mnie z nóg,
ale to inny widok zrobił ze mnie dozgonnego Hamilfana.
Kiedy siedziałem w ostatnim rzędzie,
nie myślałem, że tam wystąpię.
Ale w „The Story of Tonight”
po raz pierwszy w życiu zobaczyłem czterech niebiałych mężczyzn na scenie,
śpiewających o przyjaźni i braterstwie.
Dla mnie był to rewolucyjny widok.
Pokazywał nam coś nowego.
Mam ciarki na myśl o tym.
Tezą jest historia o Ameryce z przeszłości opowiedziana przez Amerykę współczesną.
Osoby niebiałe są teraźniejszością i przyszłością tego kraju.
Na innym poziomie zawsze widziałem go jako musical hip-hopowy w mojej głowie.
Gdybym obsadził w nim białych, nie dałbym w ten sposób ciała?
To był celowy wybór.
Jak udostępnić historię, do której tyle osób nie miało dostępu?
Osób, na których nam zależało, w które wierzyliśmy
i które reprezentowały sobą coś, co trzeba było nagłośnić.
Nawet o tym nie dyskutowaliśmy.
Jeśli ktoś chciał być częścią spektaklu, musiał to przyjąć.
I ludzie to przyjęli.
W tym filmie pokazana jest geneza Ameryki.
We wszystkie te historycznie postacie, o których trochę się uczyliśmy,
wcielają się aktorzy o różnym pochodzeniu etnicznym,
w większości brązowi.
Jest w tym zawarte domniemane założenie,
że prawa wynikające z bycia Amerykaninem
należą się wszystkim Amerykanom.
Umieszczając w centrum tej historii brązowych ludzi,
tak naprawdę mówimy, że my też zbudowaliśmy ten kraj.
Jeśli obejrzycie ten film
No comments yet. Be the first to leave one.