The first 200 lines.
Zaczynająca się wysoko w niedostępnych Andach,
rzeka Colca tworzy najgłębszy kanion na świecie.
Choć ten obszar był zamieszkany od tysięcy lat,
ten rwący odcinek rzeki, w najgłębszej części kanionu
pozostawał niezbadany.
Aż do końca lat 70.,
gdy grupa kajakarzy przemknęła się przez Żelazną Kurtynę
i stanęła u wrót przeznaczenia.
Sądzę, że cała grupa Canoandes dostała na tej ekspedycji więcej niż chciała.
Bezpieczne? Nie, nie sądzę, żeby ktokolwiek tak to opisał...
Nie chciałbym być pionierem kajakarstwa w latach 70.
To było wariactwo. Bardzo niebezpieczne.
Nie umieli robić eskimoski, a spływali rzekami, które teraz są super klasykami.
Podobało mi się, to był czysty obłęd.
Pomysł by wyjechać z Polski z kiełbasą i ręcznie robionymi kajakami,
spłynąć wielką górską rzeką i wrócić do domu.
To, co zaczęło się w Polsce w sierpniu 1980 r.,
to była prawdziwa rewolucja.
To był początek końca komunizmu. Poważnie!
Nie sądzę, że oni wiedzieli w co się pakują.
Spodziewali się chyba tylko przyjemnej przygody na rzece.
Solidarność to jeden z czterech najważniejszych ruchów XX wieku.
Ruch praw obywatelskich w USA, ruch Gandhiego w Indiach,
ruch Mandeli w RPA i polska Solidarność.
Oni zmienili historię.
To była najbardziej ekstremalna trasa.
Szerokiej drogi, Los Polacos!
W 1981 r. Canoandes,
obszarpana grupa polskich odkrywców,
znalazła się w Peru.
Prawie dwa lata po wylądowaniu na amerykańskiej ziemi.
Pięcioosobowa grupa składała się z: kierownika - Andrzeja Piętowskiego...
Nie było dla nas przeszkód
- jakbyśmy chcieli wejść na Mt Everest, ruszylibyśmy nazajutrz.
kapitana pontonu - Jurka Majcherczyka...
Na uniwersytecie nazywali mnie "Czołgiem".
kajakarza - Piotra Chmielińskiego...
Byliśmy gotowi na Argentynę i whitewater.
fotografa - Zbigniewa Bzdaka...
Jeśli to nie jest na zdjęciach, to prawdopodobnie nie istniało.
filmowca - Jacka Boguckiego.
Nie mogłem tego robić, bo filmowałem - dzięki Bogu!
Wyjechali z Polski z planem spłynięcia wspaniałymi rzekami Argentyny.
Cała reszta po drodze to były nieistotne drobiazgi.
Jednak zanim dotarli do Peru,
ich wzrok skierował się na nowy cel.
W Limie zespół natknął się na coś, czemu nie mógł się oprzeć...
niezbadaną rzekę na dnie najgłębszego kanionu na świecie.
Rzekę Colca.
17 maja 1981 r. Spływ rzeką Colca, dzień 0.
W latach 20. XX wieku
amerykański pilot wojskowy po raz pierwszy poinformował świat o kanionie Colca.
W latach 30. National Geographic wysłał zespół badawczy
by rozpoznał teren.
Ustalono, że jest to najgłębszy kanion świata.
Raport z tego regionu został opublikowany przez niemieckiego naukowca w latach 50.
W latach 60. profesor z Peru zasugerował, że rzeka może nadawać się do spływu
dla zawodowców.
Kanion Colca traktowaliśmy bardzo poważnie.
Wykonaliśmy bardzo dużo przygotowań.
Ale wiedzieliśmy, że to może być trudne.
To było bardzo odizolowane miejsce.
W Peru nastąpiła zmiana planu gry,
gdyż było to wielkie przedsięwzięcie.
17 maja 1981 r.
zespół zebrał się na krawędzi kanionu i rozpoczął zejście do wioski San Galle
- jedynej drogi dotarcia na dno kanionu.
Odkryliśmy ten kanion. Nikt wcześniej tego nie próbował.
To jak Mount Everest do góry nogami - schodzisz na dół.
Fotograf Zbigniew odpadł z powodu malarii.
Pozostała czwórka, wspierana przez 2 polskich żeglarzy,
napotkanych po drodze do Ameryki Południowej,
sprowadziła muły ze sprzętem
i zapasem jedzenia na 5 dni.
Wyposażeni w prymitywne, drewniane wiosła,
kaski hokejowe, niewygodne kamizelki i niebieskie jeansy.
Ekipa zaczęła zejście niosąc swoje kajaki samoróbki
z ręcznie szytymi fartuchami.
Wszystkie osoby napotkane po drodze z krawędzi na dno kanionu
patrzyły na nas jak na coś dziwnego.
"Ludzie z łodziami idący na dno kanionu?"
Zakładali, że już nigdy nas nie zobaczą.
Na rzece Colca
mieliśmy dwa kajaki i jeden ponton
by przepłynąć najgłębszy odcinek kanionu.
I najbardziej przerażające było to,
że nie było tam nikogo przed nami.
Udawaliśmy się w nieznane.
Nie wiedzieliśmy co się kryje za każdym zakrętem: może wodospad?
Lub coś innego?
20 maja 1981 r. 3. dzień spływu rzeką Colca
Byliśmy jak wojsko.
Atakowaliśmy najtrudniejsze pozycje wroga
czyli rzekę Colca.
Wiedzieliśmy, że będą strome ściany skalne,
prawdopodobnie duże uskoki...
Nie było możliwości wycofania się.
Jeśli złamiesz nogę lub coś sobie zrobisz,
to już po tobie!
Baliśmy się... Dostawaliśmy wycisk... Myśleliśmy: - Co ja, do cholery, tu robię?!
Spływająca z wysokich Andów woda była tak zimna,
że po każdym spływie
musieliśmy rozebrać się do naga,
położyć się na wielkich głazach
i, jak węże,
ogrzać trochę swoje ciała.
Było wiele przenosek.
Czasami, jak udało nam się pokonać pół mili w ciągu dnia,
to było szczęście.
Biorąc pod uwagę dystans, planowaliśmy to zrobić w 5-7 dni.
Mieliśmy jedzenie na może 8 dni...
Po 4-5 dniach nie pokonaliśmy nawet 20 km ze 100 do zrobienia.
Musieliśmy zacząć racjonować pożywienie
- zaczęliśmy jeść o wiele mniejsze porcje.
Gdyby coś poszło nie tak... Sam nie wiem co...
Nawet gdyby jedna czy dwie osoby wymagały ratunku...
Skąd zdobyć ubrania? Jedzenie? Byliśmy pomiędzy dwoma ścianami...
Nie było szansy na wspięcie się do góry.
Nie było szans!
Tkwilibyśmy tam, a potem umarli. I tyle.
Wyjeżdżając z Polski nie byliśmy przygotowani na tak trudną rzekę.
Bylibyśmy martwi, gdybyśmy przyjechali nad Colcę prosto z Polski.
Nikt by o nas nie usłyszał.
Polska, 1977 r. 4 lata przed rzeką Colca
Historia Canoandes zaczyna się 4 lata wcześniej w komunistycznej Polsce.
Spoiwem dla tego klubu były piosenki - wszyscy śpiewali.
Dobre głosy, złe głosy - bez znaczenia.
To jednoczyło ludzi.
Wyprawa Canoandes narodziła się w Krakowie
w uniwersyteckim klubie kajakowym,
gdzie Andrzej, Piotr i Jurek nauczyli się wiosłować.
Coś nas połączyło.
Były marzenia o przygodach.
Było mnóstwo pomysłów.
Rozwijaliśmy się tak szybko, że inni nie nadążali.
Jako młodzi ludzie zdecydowaliśmy napisać przewodnik po rzekach Polski.
Na początku pływaliśmy po płaskich rzekach,
choć zawsze ciągnęło nas do wyzwań.
Słyszeliśmy, że za granicą rzeki górskie są o wiele trudniejsze.
U nas były bystrza o trudnościach WW3.
W Polsce nie mogliśmy się szkolić.
Jest kilka rzek o trudności WW2/3.
Nic wybitnego.
To pobudzało naszą wyobraźnię - co kryło się za horyzontem?
Ekipa miała ambitne marzenia.
Chcieli spłynąć wielkimi rzekami świata.
Pomysł padł pewnie przy jakimś piwie czy wódce.
Hej, co powiedzielibyście na...
Argentynę?
To zupełnie nie wchodziło w grę.
Było poza wszelką możliwością.
W tamtych czasach wyrobienie paszportu było trudnym zadaniem.
W krajach komunistycznych rządy uważały, że nie możesz wyjechać bez pozwolenia.
Trzeba było tłumaczyć po co.
Wyjazd był ograniczony.
Wyobraź sobie, że inżynier w Polsce zarabiał 15-20 dolarów na miesiąc.
Z pieniędzmi, które zarabialiśmy, nie dało się myśleć o podróżowaniu.
To było bardzo skromne życie.
W naszym domu panował głód.
Nie było niczego do jedzenia.
Świat się rozwijał. Ludzie latali na księżyc.
A u nas panowała całkowita stagnacja.
Polska była szara, pozbawiona wszelkiej nadziei.
Ludzie byli trochę jak zombie.
Jako geograficzna granica pomiędzy zachodnią i wschodnią Europą,
granice Polski zmieniały się dramatycznie przez wieki.
W okresie świetności kraj rozciągał się od Bałtyku do Morza Czarnego.
W innych okresach kurczył się, a nawet przestawał istnieć.
Polska leży pomiędzy Rosją i Niemcami
i jest to problem.
Po tym jak Traktat Wersalski zakończył I Wojnę Światową,
Polska wróciła na mapę
tylko po to, by być polem bitwy pomiędzy Niemcami i Rosją w II WŚ.
Ten kraj został całkowicie zniszczony.
Prawie 1/3 populacji zginęła.
Gdy II Wojna Światowa zakończyła się,
kraj znalazł się za Żelazną Kurtyną
i był mocno kontrolowany przez Związek Radziecki.
Ci, którzy przeżyli, cieszyli się, że żyją.
Życie za Żelazną Kurtyną skostniało.
Cierpiałeś. Stało się godzinami w kolejkach by coś kupić.
Nędzne życie w Polsce - niczego nie dało się kupić.
Niczego nie było na półkach. Brakowało jedzenia.
Polska była drenowana ze swoich zasobów i siły pracowniczej.
Partia komunistyczna rządziła z Moskwy żelazną ręką.
Pracowaliśmy, robiliśmy różne rzeczy,
a pociągi wywoziły towary do Związku Radzieckiego. Wszystko szło na wschód.
Byliśmy niczym niewolnicy.
Wszechobecna cenzura kontrolowała ten z natury katolicki kraj.
Kościoły stały się ostojami wolności wypowiedzi.
Oczywiście oficjalnie nie wolno było chodzić do kościoła.
Jeśli byłeś członkiem partii, to groziła ci za to kara.
Traciłeś wszelkie przywileje.
Przez wieki katolicyzm stał się fundamentem tożsamości narodowej.
Jednoczyło to Polaków przez wieki zmieniających się reżimów
i przesuwających się granic.
W 1978 r. Polacy zobaczyli światło nadziei
dzięki świeżo wybranemu papieżowi z Polski.
Jan Paweł II został pierwszym papieżem spoza Włoch od 400 lat.
Stał się międzynarodowym symbolem prawdziwego głosu Polski.
No comments yet. Be the first to leave one.