The first 200 lines.
Opowiemy wam historię o sercu, które nie znało uprzedzeń.
Historię, która odmieniła życie w naszej dolinie.
Zdarzyło się to niedawno temu,
kiedy świnie były traktowane z szacunkiem tylko przez inne świnie.
Żyły w bezwzględnym i pozbawionym słońca świecie.
Wtamtych czasach świnie wierzyły, że im wcześniej staną się wielkie i tłuste,
tym wcześniej dostaną się do raju.
- Wstawaj! - Cudownego miejsca,
w którym żadna świnia nie tęskniła do powrotu na ziemię.
Do widzenia, mamo.
Gdy nadchodził dzień, kiedy zabierano ich rodziców do tego szczęśliwego miejsca,
małe świnki nie rozpaczały.
Był to tylko kolejny krok na ich własnej drodze do raju.
Może dlatego, że został sam.
Może smutek czynił z niego łatwą ofiarę.
Wkażdym razie tamtego dnia z tysiąca zwierząt
tylko onjeden został wybrany.
- Co powiesz na tego? - Jak znalazł.
- Ile płacę? - To tylko mały, bezwartościowy prosiak.
Jesteś zbyt skromna, Esmo Hoggett.
Dziewięć z dziesięciu nagród za powidła,
to nie może być tylko kwestia szczęścia.
Ale odegrało rolę. Nasze porzeczki w tym roku były bardzo dobre.
I mamy też bardzo smacznąwodę.
Oczywiście, nie używamy wody z miejskiego wodociągu.
Arthur Hoggett! Jak się masz, Arthurze?
Jak twoje owce? Spróbuj szczęścia.
Spróbuj zgadnąć, Arthurze. Wszystko na zbożny cel.
- Nie trzymam świń. - PomyśI o Bożym Narodzeniu. Jaka uczta!
Dobrze, świnko.
Świnka i rolnik popatrzyli na siebie.
I pojawiła się między nimi jakby nić porozumienia.
- Coś, jakby świadomość wspólnego losu. - Dziwne.
Jeszcze się nie zdarzyło, żeby przestał kwiczeć.
Teraz musisz zgadnąć.
Szesnaście funtów, pięć...
Dwie uncje.
Hoggett!
Hoggett!
Dzięki, Arthurze. Jutro będziemy go oficjalnie ważyć.
Zadzwonimy, jeśli wygrasz.
Kiedy wygrasz, Arthurze.
Zechce pan zgadnąć wagę świnki?
Dochód na Klub Lwa.
Co moglibyśmy zrobić ze świnki?
PomyśI tylko. Dwie ładne szynki. Bekon.
I schab, nerki, wątróbka, flaczki, nóżki w galarecie.
I krew na kaszankę. Telefon.
Hoggett!
Dobra wiadomość, Arthurze. Wygrałeś świnię.
Świnie są rzeczywiście głupie
- Co to, mamo? - To świnia.
- Zjedząją, kiedy będzie duża. - Nas też zjedzą?
Na miłość boską, nie! Oni tylko jedzą głupie zwierzęta,
jak owce, kaczki i kury.
Faktycznie głupio wygląda, mamo.
Nie tak głupio jak owca. Ale świnie są rzeczywiście głupie.
Przepraszam. Nie jesteśmy głupie.
- Na miłość boską! Kim ty jesteś? - Jestem dużą białą.
- To jest twoja rasa. Jak masz na imię? - Nie wiem.
Jak nazywała cię mama, żeby odróżnić cię od twoich braci i sióstr?
Mama nazywała nas wszystkich tak samo.
I jak was nazywała, kochanie?
Nazywała nas Babe.
Może nie powinniśmy mówić zbyt dużo na temat rodziny.
Chcę do mamy.
Musisz być teraz dzielny.
Opuściłam mamę, kiedy byłam w twoim wieku i moje dzieci też wkrótce odejdą.
Będę się o ciebie troszczyć, dopóki nie staniesz na nogi.
Prosiaczek jest smutny. Będzie z nami spał,
dopóki nie stanie na nogi.
Dopóki nie stanie na nogi.
On się zleje do łóżka!
Bzdura!
Jak będziesz chciał siusiu, wyjdziesz na zewnątrz, prawda?
Grzeczny chłopiec.
Podepczmy go!
Jak masz na imię?
- Jak on smakuje? - Skąd on przyszedł?
Porządek rzeczy
Precz stąd!
Musimy coś zrobić z tym kaczorem.
- Co to za odgłosy? - To tylko Ferdinand.
- Kto to jest Ferdinand? - To kaczor.
- Ale chce być kogutem. - Nienawidzi być kaczorem.
- Kiedyś go złapiemy i zjemy. - Tak, kochanie.
Kto chciałby jeść kaczora?
Babe, zaczekaj tutaj.
- Świnkom nie wolno? - Żywym, nie.
- Tylko psy i koty sąwpuszczane do domu. - Dlaczego?
Bo taki jest porządek rzeczy.
Świnko, świneczko!
Mam dla ciebie pyszne jedzonko.
Ale z ciebie szczęśliwy schabik.
Pyszne! O, tak!
Kto wyrośnie na dużą, grubą świnię?
Ty!
- Gdzie idziemy? - Do pracy z owcami.
- Co to są owce? - To zwierzęta, które mająwełniane futra.
I wełniane głowy. Pomagamy ludziom ich pilnować.
- Dlaczego im pomagamy? - Ponieważ jesteśmy psami pasterskimi.
- Ty nie, kochanie. - Dlaczego nie?
Bo to praca dla psów. Ty jesteś świnką. Musisz tu zostać i jeść.
Wrócimy po południu.
Oni myśIą, że zapomnę. Nie zapominam tak łatwo.
Wydaje się, że owce rodzą się, żeby cierpieć.
Halo? Przepraszam.
Cholerny wilk!
- Nie jestem wilkiem. Jestem świnią. A ty? - Panią owcą.
Świnią. A kim ty jesteś?
Jestem panią owcą!
- Jesteś owcą! - Nie jestem zwykłą owcą.
Jestem z rasy Border Leicester. Nazywam się Mee.
- Co ci jest, Mee? - Mam chore nogi. I straszny kaszel.
Już nie te lata.
- Wydajesz się miłą świnką. Jak ci na imię? - Babe.
Wilki są okropne. Nie mają dla nas szacunku.
Gryzą, jak tylko nas zobaczą, dzikusy!
- Gryzą? - Gorzej. Niektóre wilki są tak złe...
że rozdzierają owce na drobne kawałki!
Mucha by tego nigdy nie zrobiła!
Mucha? To musi być jakiś potwór.
- Nie. - Wszystkie wilki są groźne dla owiec.
Brutalne dzikusy! Tylko tyle.
Nie chciałabym, żeby ktoś tak miły jak ty zadawał się z nimi.
Po południu, kiedyprosiaczek zobaczył Muchę,
w głowie zakotłowały mu się pytania.
Groźna, zła, brutalna?
Co robiłypsy cały dzień na pastwisku?
- Cześć, Babe. Jak ci minął dzień? - Dobrze, dziękuję.
Stara owca musiała się mylić, jeśli chodzi o Muchę.
Prosiaczek przyrzekł sobie, że nigdy nie będzie myśleć źle o innych zwierzętach.
Zbrodnia i kara
Dzień, w którym dokonano strasznej zbrodni,
zaczął się na farmie Hoggetta, jak każdy inny.
Nadchodzę!
Spadaj!
- Ale już! - Do góry, do góry.
Martwiłam się, że będzie skrzeczał, ale ma całkiem miły dźwięk.
Znalazłam go w sklepie z narzędziami.
To wspaniały sposób na pobudkę!
Hoggett, kochanie. Do kościoła.
Przygotowując zuchwałą zbrodnię,
kaczorpotrzebuje wspólnika.
Zwierzaka, na którym można polegać
i któryjest wystarczająco łatwowierny.
Co?
Wyglądasz na bystrego faceta.
- Kto? Ja? - Chodź ze mną. Zabawimy się.
Co robimy? Gdzie idziemy?
Kaczor wiedział, co musi zrobić.
Budzik musiałprzepaść. To była kwestia życia lub śmierci.
Widzisz go? Dobrze.
Muszę przejść przez kuchnię i jadalnię...
- Dobrze. - ...do sypialni.
Wziąć budzik i przynieść ci go.
- A co z kotem? - Muszę to zrobić po cichutku.
- Wspaniale. - Chyba nie mogę tego zrobić.
To przeciw zasadom. Tylko psom i kotom wolno wchodzić do domu.
To dobra zasada, ale tu chodzi o coś więcej. To kwestia życia lub śmierci.
- Naprawdę? - Chodź ze mną.
Halo! Coś ci muszę powiedzieć.
- Ludzie jedzą kaczki! - Słucham?
Większość kaczek próbuje o tym zapomnieć, ale taka jest prawda.
Nie sądzę. Nasz szef by tego nie zrobił. Ani jego żona.
Ludzie nie jedzą kotów. Dlaczego?
Bo są im niezbędne. Łapią myszy.
Nie jedzą też kogutów, które służą do budzenia i razem z kurami robiąjajka.
Spróbowałem z kurami. Nie wyszło.
Tak więc zacząłem piać! Odkryłem w sobie talent.
Jak tylko stałem się potrzebny, przynieśli maszynę, która mnie zastąpi!
To zdrada!
- Mechaniczny kogut! - Mój Boże.
Twój?
Obawiam się, że życie anorektycznego kaczora
nie ma większego znaczenia dla losów wszechświata.
Ale, prosiaczku,
mam tylko jedno życie.
Dlaczego ja to muszę zrobić?
Mam uczulenie na koty.
Powodują, że kicham.
Nie martw się. Nie obudzę kota.
Moje życie jest w twoich rękach.
O mój Boże.
O, nie!
Nie, nie!
Racica! Zaczepiłeś racicą o sznurek.
Poczekaj. Coś ci powiem. Zatrzymaj się. Zawróć...
W drugą stronę! Obróć się...
Nie, zatrzymaj się!
Zatrzymaj się!
Nie tak, głuptasie. Wyjdź stąd.
- Mówiłeś, że nie dasz rady beze mnie. - Poradzę sobie, uwierz mi.
Jesteś pewny?
Idź na zewnątrz i pilnuj.
Dobry pomysł.
Zawsze jesteś zdany tylko na siebie.
Pilnować, ale czego?
Nie przejmuj się.
Zostań ze mną, ale, proszę, bez słowa.
No comments yet. Be the first to leave one.