The first 200 lines.
FILM OPARTY NA PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH
Jak się oparzyłeś, Scott?
Bawiłem się ogniem i...
Wziąłem benzynę, bo padało...
Ogień był... Benzyna stała za blisko ognia.
Zapaliła się, a ja spanikowałem.
Potem kanister się wywrócił
i rozlana benzyna się zapaliła,
a ja w nią wskoczyłem i poparzyłem nogi.
Potem pobiegłem po węża,
odkręciłem go na maksa i ugasiłem ogień.
Wtedy pobiegłem do sąsiadów.
Jak leczenie? Przeszczepiali ci skórę?
- Trzy razy. - I udało się?
Tak.
Z początku swędziało, ale już jest dobrze.
Dalej będziesz się bawił ogniem?
W życiu.
Co ci się stało? Jak się oparzyłeś?
Szedłem do swojego pokoju i...
chciałem zobaczyć... Miałem taką lampkę
ODDZIAŁ OPARZENIOWY, TASMANIA, 1979 - i fajerwerk.
Chciałem zobaczyć, jak szybko spali się lont i go podpaliłem.
Palił się szybko, próbowałem go zgasić,
ale nie mogłem i...
Wtedy złamał się kijek,
nie mogłem tego ugasić i spaliło mi dżinsy.
- Jeszcze tu poleżysz, prawda? - Jakiś tydzień.
Będziesz się dalej bawił fajerwerkami?
Tak.
Wyciągnąłeś z tego jakąś nauczkę?
Tak, ale dalej będę się nimi bawił.
Nitram, ucisz się, do kurwy nędzy!
- Kolacja. - Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać?
Nie!
Nie waż się, kurwa!
Moja rodzina śpi!
- Zabierz mu je. - Nikomu nie robi krzywdy.
Oddaj fajerwerki ojcu.
Nie dziwota, że sąsiedzi nas nie lubią.
Od kiedy obchodzą cię sąsiedzi?
Niedługo się stąd wyniesiemy.
Rozmawiałeś z bankiem?
Zgodzili się na pożyczkę.
- Czyli kupujemy? - Na razie nie możemy.
Musimy najpierw...
pozałatwiać dokumenty.
No tak.
- Ile to potrwa? - Niedługo.
To drobiazgi.
Miałeś wsadzić te spodnie do pralki. Są uświnione.
Zostaw.
Nie zjemy, dopóki nie wrzuci ich do prania.
Idź.
Zdejmij je i wrzuć do pralki.
- Możemy zacząć. - Zaczekam.
Mam za mało.
Czego chciałeś za takie pieniądze?
Tyle dostajesz.
Na co ci nie starczy?
Po co ci to? Nie surfujesz. Nawet już nie pływasz.
Chcę ją.
- Też nurkuję. - Nieprawda.
- Już nie. - Właśnie, że tak.
- Twój sprzęt gnije w szopie. - Przechowuję go.
Nie będę wydawać pieniędzy na twoje głupoty.
Jako matka bardzo cię kocham, ale surfing nie jest dla ciebie.
Jak masz na imię?
Riley.
- Ładnie. - Dzięki.
Twój kolega?
Nie znam go.
Cześć, Jamie.
Często tu surfujesz?
- Koszę trawniki. Skosić pani? - Nie, dziękuję.
- Dlaczego? - Mąż kosi trawę.
- Ile bierze? - To mój mąż, więc nic.
- Poczekać na niego? - Możesz. Albo...
Możesz popytać w innych domach.
- Ale trzeba u was skosić. - Miłego dnia.
Możesz zabrać stopę? Dziękuję.
- Miłego dnia. - Dziękuję.
Dajesz, Nitram!
Boże!
Nitram! Odejdź stamtąd!
- Zostawcie to! - To moje!
- Wracajcie. - O co chodzi?
- Co ty wyprawiasz? - To znaczy?
Nie wolno puszczać fajerwerków przed szkołą.
Tak nie można.
Przestań.
Twój tata przyjechał.
Do samochodu.
- Chodziłem z nim do szkoły. - Wiem. Wsiadaj.
Migiem.
Przepraszam.
Niech znajdzie inne zajęcie. Nie może tak stać pod szkołą.
Wiem, to się już nie powtórzy.
Przestań!
Przestań!
Kazałem ci przestać!
Co jest z tobą nie tak?
A z nim?
- Nienawidzi mnie. - Nieprawda.
Nie może pozwalać,
żeby uczniowie bawili się na przerwie fajerwerkami.
Przestań!
Mama kazała mi coś porobić.
Ale nie to.
- Powiedziałeś jej? - Nie.
Wkurzyłaby się, gdyby wiedziała, że ci oddałem.
- To moi kumple. - Wiem.
- Wiem o tym. - Moi kumple.
- Wiem. - Lubią mnie.
Obiecaj mi coś.
Nie mogę cały czas cię pilnować.
Słuchaj.
Przejedziemy się.
Mała, spokojna przejażdżka.
Piękny, co?
Można przyjmować turystów.
I dobrze zarabiać.
Pomożesz mi go prowadzić?
Świetnie.
Będziemy mieć zwierzęta?
- Jakie? - Gospodarskie.
Kury?
Jajka?
- Krowy. - Co ty wiesz o krowach?
Nic.
- A ty? - Nic.
Głuptasie.
Jestem głuptasem?
Tak.
Gdybyś się kiedyś ogarnął, mógłbyś mieć dzieci.
Mogłyby się tu wychowywać.
Kiedyś to będzie twoje.
Naprawdę tego chcę.
Dziękuję za przyjście.
Wiem, że to dla was niełatwe.
Zastanawiałem się, jak sobie radzisz.
Jak sobie radzi?
Bierzesz swoje leki?
Trójcykliczne? Antydepresanty raz dziennie?
- Pomagają? - Kończą się.
Uspokajają go.
Ułatwiają codzienność.
Jemu czy pani?
Każdemu.
Zastanawiam się, czy jest na etapie,
w którym moglibyśmy zrezygnować z tabletek.
On ich potrzebuje.
Pomóc mogą nie tylko leki,
ale także rozmowa z kimś.
Mówi pan do mnie czy do mamy?
- Do ciebie. - Głuptasie.
Zauważyłeś skutki uboczne po lekach?
Czujesz się normalnie?
Potrzebujemy od pana nowego listu,
inaczej Centrelink wstrzyma jego rentę.
W porządku.
Najpierw wypiszę receptę.
Na trójcykliczne leki, które trzeba brać codziennie.
Ustabilizują twój dobry nastrój.
Dziękuję.
A jak ty sobie radzisz, Carleen?
Wszystko dobrze?
Tak.
Pamiętaj, że też możesz ze mną porozmawiać.
Nie trzeba.
Zajmuję się koszeniem trawy. Skosić u pani?
Nie wiem.
To pani kot?
Gilbert.
Cześć, Gilbert. Mogę?
Mięciutki.
Trawnik jest trochę zapuszczony.
- Ile ci to zajmie? - Uwinę się.
- Mam jeszcze trawnik z tyłu. - W porządku.
Pracy się nie boję.
Wejdź.
- Dużo trawników skosiłeś? - Mnóstwo.
Dobrze mi to wychodzi.
- Zamknąć drzwi? - Proszę.
No już, mała.
Nie działa.
- Przepraszam. - Nic się nie stało.
Wyprowadzasz psy?
Tak.
Może przyjdziesz jutro wyprowadzić moje maleństwa?
Jestem Helen.
Mam brudne ręce.
Widzimy się jutro.
Do jutra.
Naprawdę przepraszam.
To nic.
Chodźcie!
Lyric, Amby, do nogi!
Chodź, Betty.
Obiad! Chodźcie!
No comments yet. Be the first to leave one.