The first 200 lines.
Tak, szefie.
Gotowe, szefie.
Serwis.
Super, że w końcu go masz.
Wiem.
Marzyłam o jakiejś modnej rasie!
Cierpliwości.
W końcu dostaniesz list.
Nie żartuję, kotku.
Mam nadzieję.
O rany.
ZAGINIONE DZIECI HONGKONG
ZAGINIENI POLICJA W HONGKONGU
ZAGINIONE DZIECI
W ZAWIESZENIU
Ruchy!
Goń nas!
Szybko, Gus.
Patrzę na zdjęcie,
które znaleźli. To nie ma sensu.
Dlaczego Christopher miał je w telefonie?
Nie sądzisz, że to dziwne?
Zdjęcie mojego syna w telefonie martwego sąsiada?
Nie byłam z nim, kiedy je zrobił.
Essie przysięga, że ona też nie.
To nie musi znaczyć,
że miał coś wspólnego...
To możliwe.
O to mi chodzi.
To możliwe.
Trzeba to sprawdzić.
Wiem, że cię to dręczy,
ale nie możesz tak robić.
Jak? Szukać syna?
Podejrzewać każdego.
Są konsekwencje...
To poszlaka.
Czemu ją ignorujesz?
Liczy się każdy szczegół.
Tak mówi detektyw Chang.
To się nie liczy?
Ten człowiek potajemnie fotografował mojego syna.
Jak to może być nieistotne?
Zrobił jedno zdjęcie.
Nic więcej nie znaleźli.
Czemu go bronisz?
Jak dobrze go znałaś?
Podlewałam mu kwiatki i wyprowadzałam psa.
Więc wcale go nie znałaś.
Przełóżmy tę rozmowę.
Mówię tylko, że...
Wybacz. Muszę kończyć.
Puri, co robisz?
Nic, proszę pani.
Wycierałam kurz.
Jest wszędzie.
Spóźnię się na spotkanie. Przyspieszysz trochę?
- Tak. - Dziękuję.
Proszę.
Dziękuję.
Pańskie pranie.
Proszę zanieść je do pokoju. Dziękuję.
Cześć, Sam. Jak tam?
Przestawię ten wulkan, muszę nakryć do stołu.
A co z lawą? Nie mamy syropu.
Mama kupi po drodze.
Założę się o sto dolców, że zapomni.
- Hongkońskich? - Amerykańskich.
Nawet tylu nie masz.
- Mam. - Wcale nie.
Pomóżcie Essie nakryć do stołu.
Oboje. Odłóż telefon, Daisy.
- Tato... - No już.
Chodź. Pomóż jej.
Chodź, Philip.
Umyj ręce.
Tak.
Co chcesz?
- W końcu... - To kuchnia kantońska.
Dobrze. Pospieszmy się.
Szybciej. Jedzcie i wychodzimy.
Zabieraj ręce.
O rany...
Tylko zrobię zdjęcie.
Po co? Zawsze to robisz.
Rzadko bywamy w Hongkongu. To na pamiątkę.
Tu kręcili ten film?
Nie, to było w Goldfinch.
- Idziemy tam jutro. - Kocham ten film.
Ja też. Christopher Doyle to geniusz.
On go wyreżyserował?
Nie. Wong Kar-Wai.
Tak? Rozważam obcięcie grzywki.
Znowu?
Zawsze tego żałujesz.
Wiem. Później i tak ją podkręcę.
Właśnie. Zawsze to samo.
No co ty?
Jakoś się uda.
Nieładnie. Nie uczyłeś się.
O której idziesz do domu?
O 21.
- 20.30. - 21.
- 20.30. - Wkurzasz mnie. O 21.
- 20.30. - 21.
- 20.30. - 22.
Też byłaś w Deli Way?
Jestem Koreanką.
Widziałam cię.
W restauracji.
Jestem też Amerykanką.
Trzeba było mówić od razu.
Mówiłam,
że widziałam cię w Mei dou.
W knajpie na rogu.
Dziwne, że ktoś mnie widział.
Myślisz, że jesteś niewidzialna?
Poniekąd.
Ja wolałabym umieć latać.
Co?
Spośród wszystkich supermocy latanie jest najlepsze.
Ja chcę tylko być bogata.
To żadna supermoc.
Powiedz to biedakom.
Charly.
Mercy.
- Miło mi. - Wzajemnie.
Mieliśmy wymienić dziesięć metali.
- Dziesięć? - Tak.
- Tak. - Aluminium.
- Tytan... - Cześć.
- Cześć. - Już jecie.
Były straszne korki.
Nie kupiła syropu.
Mówiłam.
Hej.
Jak było w szkole?
Dobrze.
Wygląda smacznie.
MIĘDZYNARODOWE ZGROMADZENIE BAPTYSTÓW ZAPRASZAMY WSZYSTKICH
Tu David Starr.
Proszę zostawić wiadomość, oddzwonię.
Cześć, David.
Wiem, że nie jesteś w nastroju, ale możemy porozmawiać?
Nie wiem, gdzie jesteś
ani co robisz.
Nie po to dzwonię. Chciałam spytać,
czy zjawisz się dziś na kolacji.
Byłoby mi bardzo miło.
Sama nie poradzę sobie z Richardem.
W każdym razie...
Po prostu
daj znać.
Teraz tu mieszkasz?
Od trzech tygodni?
Jak robisz pranie?
Możemy o tym nie rozmawiać?
Boże. Mieszkasz tu, prawda?
Żona wie, gdzie pan jest, panie prezydencie?
Nie mówić „żona”?
Kobieto, daj mi spokój.
- Była dla ciebie niemiła? - Przestań.
Zraniła cię i musiałeś odejść?
Coś ty taki wrażliwy...
Kazałem ci przestać!
Kurwa!
Tylko żartowałam.
Wiem. Przepraszam...
To skomplikowane.
Zdradziła cię?
Nie.
Zawahała się.
Co?
Większość ludzi by tego nie zauważyła,
ale ja nie mogę o tym zapomnieć.
To były dwie sekundy. Prawie nic.
Ale jeśli policja chce ustalić,
gdzie byłeś tego wieczora,
gdy zaginął chłopiec, i pyta o to twoją żonę,
liczysz, że od razu stanie w twojej obronie.
Że nie pomyśli, że brałeś w tym udział.
Teraz kiedy na nią patrzę, widzę tylko to.
Jej wahanie.
Dowód na to, że widzi we mnie osobę zdolną do porwania dziecka.
A to kurewsko niedorzeczne.
Jak można pomyśleć, że coś mu zrobiłem?
Niby co? Ukryłem go?
Gdzie? Pod marynarką?
W samochodzie?
A może w moim biurze, żeby Hilary go nie znalazła.
„Gdzie byłeś, David? Co robiłeś?”.
Może jest w mojej walizce.
Gus, jesteś tu?
Nie ma cię?
Wiem! Może jest w szafie.
Gus?
Pokaż się, Gussy!
Już wiem!
Może jest w toalecie.
Gus?
No comments yet. Be the first to leave one.