The first 200 lines.
FILM OPARTY NA FAKTACH
W prawo, moja pani. Dziękuję.
Już.
PARYŻ 29 GRUDNIA 1386
Słuchajcie, słuchajcie!
Panowie, rycerze, giermkowie!
I wszelcy pozostali.
Z dekretu Pana Naszego, króla Francji,
surowo zabrania się,
pod groźbą śmierci i utraty majątku,
przebywać tu z orężem,
jak choćby miecz lub sztylet,
nie posiadając także wyraźnego zezwolenia
od Pana Naszego, króla.
Każdy rycerz ma walczyć
na wierzchowcu lub własnych nogach,
upodobanym sobie orężem lub innym sprzętem do walki służącym.
Zabrania się stosowania rynsztunku ukrytego
lub zaklętego przez czarodziejów czy inne siły
zakazane przez Boga oraz Kościół poczciwym wyznawcom.
Jeśli jaki zawodnik wniesie na pole bitwy jakikolwiek zaklęty oręż,
talizmany, zaklęcia bądź inne podłe sztuki,
będzie winowajca ukarany jako wróg Boga,
zdrajca
lub morderca.
Ciaśniej.
Rycerze, zacznijcie.
Niech pędzą!
Niech pędzą!
OSTATNI POJEDYNEK
ROZDZIAŁ PIERWSZY
PRAWDA W OCZACH JEANA DE CARROUGES'A
Chodźcie walczyć!
Wszyscy sczeźniecie!
BITWA POD LIMOGES 19 WRZEŚNIA 1370
Jak prosięta!
Ruszajcie!
Chodźcie, podłe gnidy!
Nie można tak stać.
Pierre rozkazał strzec mostu, Jeanie.
Pal licho rozkazy. Za króla.
Za króla!
Dzięki!
Nie będę przepraszał za to, jak dziś walczyliście.
Zaszczytem było tam stać.
Limoges przepadło,
a sojusznicy nie zdołali zająć portu w Brest.
Nasz nowy pan, Pierre,
wycofał się z kampanii i zawrócił nas do domów.
Ruszamy o świcie.
Dobrze.
Za króla.
Pierre jest rzecz jasna niezadowolony.
Ocalono istnienia.
Nie w Limoges.
Wróćmy do domu, przyjacielu.
Uratowałeś mi dziś życie.
Dziękuję.
Przedstawcie się!
Giermek Jean de Carrouges. Syn waszego kapitana.
Otworzyć bramy!
To zaszczyt, że Pierre wybrał na uroczystość zamek twego ojca.
Będę gotów przejąć dowództwo po jego odejściu.
Modlę się, że nieprędko.
Ojcze, matko.
Kapitanie, moja pani.
Giermkowie.
Nie każcie panu czekać.
Będę ci służył wiecznie.
Zostaję twym sługą i będę ci służył wiecznie.
Zostaję twym sługą. Będę ci służył wiecznie.
Zostaję twym sługą i będę ci służył wiecznie.
Zostaję twym sługą i będę ci służył wiecznie.
Bliżej.
Zostaję twym sługą. Będę ci służył wiecznie.
Przedstawcie się.
Oto ja, Helena Trojańska.
Le Gris.
Dobrze cię widzieć, druhu.
Nie przybywam tylko jako on.
Obawiam się, iż sprowadza mnie coś jeszcze.
Mów.
Pierre mianował mnie poborcą długów.
Rozumiem.
Odwiedziłem już wszystkich jego lenników.
A dziś...
- Przychodzisz do mnie. - Właśnie.
Daniny wspomogą obronność.
Wiesz nazbyt dobrze, że wróg czyha. Musimy być gotowi.
Kiedy nie byłem gotów walczyć za króla?
Byłeś. Bardziej niż którykolwiek.
Lecz Pierre żąda więcej.
Pierre żąda...
Żąda należnych mu pieniędzy.
Tych nie mam.
Zaraza odebrała mi pół robotników. Pobieram mniej czynszu
i zbieram połowę plonów.
A pensje robotników wzrosły.
Tak.
Jak inni lennicy zapłacili?
Ponieważ byłem stanowczy.
Rozumiem.
I teraz naciskasz na mnie?
Pomówię z Pierre'em.
Słucha rozsądku.
Wyjaśnię twą sytuację.
Prawdziwy z ciebie druh.
Jednak nie mogę wrócić z niczym.
Skądże.
Dzięki.
Zobaczę, ile mam teraz.
- Przemyśl to. - Myślałem.
Otóż nie.
Będę walczył u de Vienne'a.
Anglicy rabują właśnie półwysep Cotentin.
Zmarli twoja żona i syn.
- Normandia nie upadnie. - Nie trwaj w uporze.
Brak ci dziedzica. Cały twój majątek przejdzie na Pierre'a.
Z pewnością też o tym wie. Nie jestem jego faworytem.
Masz po co żyć.
Po co na przykład?
Dla nazwiska.
Ma zbyt bogatą i zacną historię, by tak je narażać.
Twój ojciec to kapitan Bellême.
Odziedziczysz po nim garnizon i wszystko inne.
Przyjaźnimy się.
I wielu mi podobnych wolałoby, byś nie ginął.
Nie rzucam się do walki bez namysłu.
I nie tylko, by walczyć.
Dlaczego więc?
Jacques.
Jestem...
spłukany.
Dla pieniędzy.
NORMANDIA
Niech żyje król!
Niech żyje król!
- Wrócili! - Prędko!
- Ja to wezmę. - Proszę oddać.
Proszę się odwrócić, panie.
Unieś ramię.
Weźcie więcej chleba.
Tutaj, chcą więcej.
Robert de Thibouville.
Zapewnia nam wikt i opierunek.
Ten de Thibouville?
Nie walczył pod Poitiers po stronie Anglików?
Ułaskawiono go, tak jak resztę. Dziś jest z nami.
I zostanie, jeśli mu życie miłe. Spokojnie.
Mamy dach nad głową. Poza tym...
ma niezgorszą piwnicę z winem.
Jaka piękność.
Z de Thibouville'ów?
Rodu starszego niż nawet twój.
Jest jego jedyną córką.
Byłby nie lada posag.
Należałoby jednak dźwigać zniewagę jej ojca.
Lecz spłodzenie syna nie byłoby zbyt bolesne.
Witam panów.
Dzielnie walczyliście.
Dzięki za gościnę.
- Przedstawiam... - Jean de Carrouges.
Jesteś mi znany.
Pan mnie także.
Miło mi was gościć.
Należy wszak wspierać tych w służbie króla.
Niektóre lekcje wyciąga się później.
Poznajcie moją córkę, Marguerite.
Oto giermek Jean de Carrouges.
Miło cię poznać, droga pani.
I wzajemnie.
W skład posagu wchodzi także ta ziemia.
Od terenów łowieckich.
A ta tutaj, na północy?
Aunou-le-Faucon.
Od terenów łowieckich, jak mówię.
Chcę także tę ziemię.
W porządku.
Jestem wielce zazdrosny, moja pani.
Dziś jesteś moją i nie zatańczysz z żadnym innym.
Ani w następnych nocach.
Nie obawiaj się.
To tu.
Biegnie od ujścia rzeki i ciągnie się aż po wzgórze w oddali.
Zatem to Aunou-le-Faucon.
Miała należeć do posagu Marguerite.
Kochała ją.
Pierre ot tak ci ją oddał?
W uznaniu moich zasług.
Księgi były w skrajnym nieładzie.
Gdy je uporządkowałem i zebrałem daniny,
sprawy się poukładały, a jego los odmienił.
Oddał mi ją w dowód wdzięczności.
Nie z mojej woli. Hrabia jest szczodry i porywczy.
Zjedzmy.
Że też nie widziałeś ogrodów w Aunou-le-Faucon.
Rosły tam róże i lawenda.
Zasadźmy je więc tutaj.
Ojciec zwiesił huśtawkę z największego drzewa.
Znajdę największe i uczynię tak samo.
No comments yet. Be the first to leave one.