The first 200 lines.
LONDYN
Nathan!
Jak się masz, staruszku?
- Dziękuję, wybornie. - A wyglądasz jak zombie.
Cóż, rano faktycznie bywam zziębnięty.
Zdradzi mi pan, czemu wezwano mnie o ósmej w niedzielę?
Przeglądając te rolki, odkryjesz, że 2 dni temu
przejęto silnie strzeżony ładunek w Odessie,
a 20 strażników wyrżnięto w pień.
Masz to odzyskać,
dowiedzieć się, kto to sprzedaje
kto kupuje
i co to w ogóle jest.
Nawet nie wiemy, o co chodzi?
Tu mamy zagwozdkę.
Nasi analitycy donieśli, że jest już oczkiem w głowie
typów najgorszego sortu.
Przy cenie rzędu 10 miliardów
nie stać nas już na takie zagwozdki.
Przyznaliśmy jej kryptonim "Rączka".
Czemu ja, a nie jakiś funkcjonariusz wywiadu?
Taki fortel.
Niestandardowa taktyka wojenna.
Przechwycenie tykającej bomby
wymaga sprytu i kreatywności.
Kuriera na rowerze, który przechytrzy korek,
nie służbistów, którzy grzęzną w papierologii,
gdy zegar tyka.
Komu oddasz stery?
Temu, co zwykle. Orsonowi Fortune.
Takiego chuja! To zmora biurokracji!
Przez klaustrofobię lata tylko prywatnymi odrzutowcami,
z agorafobii leczy go najdroższe wino.
a pieprzoną chmurofobię kuruje na Malediwach.
Rozumiem, ale zakręcenie mu kurka i wysłanie do psychiatryka,
to otwarcie puszki Pandory.
Szkolono go, by przechytrzył każdy system,
więc to wymarzony kurier dla was.
- Gdzie jest? - Pięknie się składa,
- bo na kolejnej kuracji. MAROKO, AFRYKA PÓŁNOCNA
Za którą pan też płaci, ale spokojnie.
Przekonam go.
A ty tu po chuj?
- W porządku, Orsonie? - Nie. Miałem być na wakacjach,
a ty 4000 mil w tamtą mańkę.
3000 mil w tę mańkę, ale mniejsza o większość.
- Mogę wejść? - Takiego wała.
Nie spytasz, co mnie sprowadza?
Niedoczekanie. Właśnie wychodzisz.
- Nie fatygowałbym się bez powodu. - Który mi dynda.
Mam urlop i żadna praca mi się nie uśmiecha.
Za wyjątkowe umiejętności płaci się wysoką cenę.
Geniusz zobowiązuje.
Nie obraź się,
ale rząd płaci ci tak hojnie, że nie możesz wybrzydzać.
Przywidziałeś mi się. Gadam do siebie.
Krzyżyk na drogę. Panna na mnie czeka
przy barze.
W temacie rzeczonej panny...
Niestety nie masz jej na wyłączność.
Bez obaw. Wróci do domu w luksusie.
- Śledzicie mnie? - Bardzo mi przykro,
ale wykradziono coś strasznego.
Jak bardzo?
Drugi dokument w teczce.
Lista potencjalnie rozochoconych kupców spod ciemnej gwiazdy.
Masz odkryć, co skradziono.
i zapobiec, by nie trafiło na rynek.
Atak jest nieuchronny.
- Jak bardzo? - Nieuchronnie.
W skrócie: gdy samolot wyląduje, ty wystartujesz z kopyta.
Biznesowy Boeing, tegoroczny model.
I twoja standardowa apteczka.
Roczniki '82, '96 i '04.
Dojrzyj do tej misji.
Widzimy się za 2 minuty.
Czyli to Orson przejmie stery.
A John, spec od komunikacji?
- Niestety nie. - Nie jest najlepszy?
Możliwe,
ale okazał się być fałszywą żmiją.
Dołączył do ekipy Mike'a Hooka.
- Konkurencja. - I mam nadzieję,
że nie będziemy znowu rywalizować.
Rząd ma kilka komórek do spraw bezpieczeństwa. Mike dostał inną misję.
Świetnie, sir.
Dzień dobry, Lucindo.
Już się martwiłem.
- Musiałem się odświeżyć. - Norma. Kapitanie, ruszamy?
- Tak jest. - '82?
- Wchodzi jak marzenie. - To miały być moje ziółka.
Tak suszyło?
Pijesz do lustra, jak zwykle?
Stała ekipa?
- Bez Johna. - Bo?
- Podebrany. - Kto?
- Przez kogo. Nie twoja sprawa. - Właśnie moja. Zaufany kumpel.
I zawodowiec.
- Podbili cenę? - Tak.
- Mogę podbić swoją? - Próbuj.
- Zapłacisz? - Nie.
Nie jesteś pazernym materialistą, lecz patriotą.
Od twojego przybytku może już rozboleć głowa.
Mówisz chyba o sobie.
Moja prawa ręka?
Wyborny następca.
- Godność? - Sarah Fidel.
Mocarne pseudo.
- Nie znam. - Bo to Amerykanka.
"Ona".
Lucindo, przynieś proszę Haut-Brion z 2004.
Sam sobie naleję piwa.
Mam wyśmienite zastępstwo za Johna od komunikacji.
O wiele bardziej wszechstronna i pomysłowa Amerykanka, Sarah Fidel.
Nie pracowała kiedyś z Mikiem?
W Bejrucie ten łotr ją wystawił,
a ja zatrudniłem.
Ktoś jeszcze do pomocy?
Świeży narybek - JJ Davies.
Człowiek orkiestra.
Szpieg, strzelec, szofer, raper i wykidajło. Do wyboru do koloru.
Para od wszystkiego.
Multitalenty.
MADRYT, HISZPANIA
JJ? Co on tu robi?
Dołącza do nas.
Dobry, ale szczaw.
Nie próżnował od waszego ostatniego spotkania.
Nazwałbym go nienasyconym. Młody, głodny jak wilk.
Nie wyciągaj ręki, jeśli ci palce miłe.
- JJ. - Sir.
Pan Fortune, panna Fidel.
Panna Fidel.
Wasza wysokość.
Nasz nowy przybytek.
Oby nie wygódka czy świątynka dumania.
Proszę, nie sikaj na mnie. Już mnie to nie kręci.
Poprzedni nie miał charakteru.
Za to go lubiłem.
Możesz ją nazywać John dla wygody.
- Mogłem na niego liczyć. - Do czasu.
Ponoć podebrała go wam moja stara drużyna.
Twoja drużyna?
Drugi ulubiony najemnik waszego rządu.
Pracowałaś dla Mike'a?
Naszego konkurenta?
Możesz go nie lubić, ale to fachowiec.
Na czym stoimy?
Szantażysta ma przylecieć z twardym dyskiem.
Namierzamy i sprawdzamy, dokąd jedzie.
Przekazuję ci info i puszczam playlistę.
Podrzucam płyty, a ty rządzisz parkietem.
Lubisz tańczyć?
Lubiłem Johna.
Wyślemy mu bukiecik od ciebie.
- Jakieś nowości? - Powoli coś się kroi.
Łączę się. Słyszysz?
Umiesz w ogóle obsługiwać komputer?
Jakoś to ogarnę, tylko powiedz, czym się włącza.
Czekamy 3 godziny. Nogi mi puchną.
To twój wynalazek. Jej wtopy idą na ciebie.
- Zatrudniłem ją, bo jej ufam. - Mamy 3 godziny, jasne?
Musi się zaraz pojawić.
Jak na zawołanie.
Chyba go mam.
W samą porę.
Dysk schował w tym krokodylu. Nie wiemy, co na nim jest.
Orson, pamiętaj, że to przewoźnik.
Emerytowany profesor, nie zakapior z Mogadiszu.
Może nie przestraszę go na śmierć.
Dowiedz się, kto jest odbiorcą.
- Czego szukam? - Kapelutek,
pingle i walizka z krokodyla.
Zaraz go obczaisz.
Wbiłam na jego komórkę. Wysyłam esa:
- "Wóz opóźniony". Widzisz go, skarbie? - Tak.
Idzie do Baru Luigiego na parterze.
- Na pewno on? - Ty tańczysz, ja gram, jasne?
Jane, jest twój.
Czekam.
JJ, jedź drugimi schodami.
Mija mnie, idzie do kawiarni.
Jest wasz.
Nie odeszłaś? Jane, odpowiedz.
Jane?
- Pobudka, nowa. - Orson, Jane milczy.
JJ, gały szeroko, rączki na kołderkę.
Gały szeroko.
Łapy na widoku.
Marcia, klient przy ladzie.
- Potwierdź wrzutkę nadajnika. - Ruszam.
Coś mi tu śmierdzi.
Mi też.
Marcia, podrzuciłaś?
Marcia, potwierdź wstawienie nadajnika.
Czuję cudze grzybki w naszym barszczu.
Wiedziałbym o tym.
Dziwne.
Albo usterka, albo prawdziwy... magik.
To raczej nie wina systemu.
No comments yet. Be the first to leave one.