The first 200 lines.
Chodź!
Trzymaj.
ŚWINIA
CZĘŚĆ PIERWSZA:
RUSTYKALNA TARTA Z GRZYBAMI
W rolach głównych
Trufla dla ciebie.
Muzyka
Zdjęcia
Dobra zdobycz.
Scenariusz i reżyseria
Rety.
Przepraszam.
Odwal się.
Wara od wozu. Odejdź.
Ode mnie też.
Jak się masz?
Coś pięknego.
Jak to bydlę to robi?
Na pewno nie chcesz prysznica kempingowego?
Albo telefonu?
Nie chcę zastać cię tu martwego.
Mnóstwo tu zwierząt i w ogóle.
Miło się gadało.
Do następnego czwartku, dupku.
Wyjdź.
To miała być niespodzianka.
Nic mi nie jest.
To tylko kojoty.
Wracaj do łóżka.
To kojoty.
Wracaj do łóżka.
Bierz świnię.
Zostaw ją!
Nie!
Mogę pomóc?
Zastałem...
Marge?
Zmarła 10 lat temu.
Mogę zadzwonić?
Zamawia pan coś?
Nie.
Ruchy!
Dzięki.
Bolało?
To nie mój problem.
Ty chcesz towaru, a ja swojej świni.
Kompozytorzy klasyczni jako pierwsi
rozwinęli muzykę do najwyższej doskonałości.
Muzyka klasyczna wygrywa z pozostałymi formami trwałością.
Była piękna przed dwustu laty i pozostanie piękna za kolejne 200 lat.
Coś tak atrakcyjnego...
Siemasz.
Nie chcę tu kupców.
Wybacz.
- Szukamy tych od zielonego pickupa. - Turkusowego.
Masz coś tutaj.
Nie było ich od tygodni.
A co?
Musimy wyjaśnić pewne nieporozumienie.
Zabrali mi świnię.
Jaką?
- Truflową. - To dranie!
Wicky, zostań.
Wara od niego, bo porachuję kości!
Mam pewne oczekiwania względem współpracowników.
To dość rozsądne.
Doceniamy to.
- Kopiecie na moim terenie. - Nie śmielibyśmy.
Ten facet twierdzi, że zabraliście mu świnię.
- Już jej nie mamy. - To kto ją ma?
Nie wiem.
Widzieliście go?
Nie sprawdzałam mu dowodu.
- To jakiś gość z forsą. - Bogaty?
- Przyjechał autem. Pamiętasz jakim? - Czarnym,
nawoskowanym.
Jakiś typ z miasta.
To koniec. Znajdź nową świnię.
- Żadna jej nie zastąpi. - Wynajmij trenera.
Odpuścisz sezon na szkolenie świni, która jej nie dorówna?
- Zabierz mnie do miasta. - Co?
To facet z miasta.
Chcesz pukać do wszystkich drzwi w Portland?
Znam kogoś
z branży.
Nie zabiorę cię do miasta! Robię tam interesy.
Boisz się?
Tu chodzi o moją reputację.
- Ludzie gadają. - Ludzie gadają?
- Skończ powtarzać. - Lubisz ten wóz
i tę koszulę?
Przymknij się.
To tu?
Potrzebuję dziesięciu dolarów.
Oczywiście.
Słyszałeś coś o świni?
Kiedyś twoje nazwisko coś znaczyło.
Teraz
jesteś bezwartościowy.
Nie istniejesz.
Nie ma cię.
Znasz jego prawdziwe nazwisko?
Otwórz drzwi.
Skąd znasz tego gościa?
- Skąd go znasz? - Mieszkałem w okolicy.
To był Edgar?
- Gdzie się poznaliście? - Która godzina?
- Nie mam zegarka. - Nic nowego.
21:15.
Co robimy?
Czekamy do północy.
Szlag!
Idź sam.
- Odejdź. - Muszę wejść.
- Nie mamy łazienki. - Wyszedłem na miasto ze znajomym.
Dave?
Nie wiedziałem, że masz nockę.
Znasz go?
To znajomy ojca.
- Oprowadzam go. Jest buddystą. - Nieważne.
Wiesz, dokąd idziemy?
Do hotelu Portland.
Gdzie?
- Do hotelu Portland. - W tym mieście nie ma takiego.
Nadstawiam za ciebie karku. Racz mnie wtajemniczać.
Szukamy świni. Tyle ci wystarczy jako kierowcy.
Wal się!
Jesteś żałosnym bezdomnym dupkiem, który pewnie posuwa swoją świnię.
Wiesz, ile jesteś dla mnie wart bez niej? Nic.
Jeśli zejdziesz na udar, nikt poza mną nie będzie nawet wiedział.
Okaż mi trochę szacunku, do cholery!
Nie posuwam swojej świni.
Chrzanić to! Zabieram się stąd.
Hotel zburzono w latach 50-tych.
Teraz jest tam Pioneer Square,
ale podziemia pod parkiem zostały.
- Co? - Miejscówka Edgara.
Tam idziemy.
Wtajemniczyłem cię, a teraz mi pomóż.
Cokolwiek się wydarzy, trzymaj się z dala.
Co to znaczy?
Ale kurz.
Wyłącz światło. Wzrok się oswoi.
Przez 30 lat Edgar organizował walki dla pracowników restauracji.
Im bardziej znaczące nazwisko, tym wyższa oferta.
Tylko to się dla niego liczy.
Skąd wiesz?
Kim jesteś?
10 sekund. 500 dolarów dla Dennisa.
A teraz...
Szukam
swojej świni.
CZĘŚĆ DRUGA:
TOSTY FRANCUSKIE I ZDEKONSTRUOWANE PRZEGRZEBKI
Wybacz. Rzadko gotuję.
Znasz ten lokal?
Finwaya?
Pewnie.
Jest modny.
Zdobędziesz rezerwację na lunch?
Jasne.
Gdy byłem dzieckiem,
moi rodzice wychodzili na randki.
Niezbyt często, bo tata dużo pracował.
Zwykle wracali skłóceni,
a mama była przygnębiona.
Ale...
gdy poszli do tej restauracji,
wrócili tacy szczęśliwi.
Uśmiechali się i rozmawiali o jedzeniu i winie.
Byli bardzo pijani.
Wracali do tego posiłku latami.
Nawet wtedy, gdy słynny szef kuchni zniknął.
To było genialne miejsce.
Ludzie wciąż o nim mówią.
To jedyne takie wspomnienie mamy...
Co jej się stało?
Zabiła się.
Ona nigdy...
To była tylko kwestia czasu.
Ojciec zawsze był twardy.
Jego firma świetnie prosperuje.
Nie zniknie z rynku.
Jest w nią zapatrzony.
Drań.
Nie ma się co przejmować.
Ludzie pojawili się tu
10 tysięcy lat temu.
Mogliśmy wszyscy znaleźć się pod stu metrami wody.
Co 200 lat dochodzi do trzęsienia ziemi wzdłuż wybrzeża.
Będzie kolejne.
Fala uderzeniowa zmiecie większość miasta.
Mosty wpadną do rzeki Willamette.
Nie będzie dokąd uciec.
Każdemu, kto przeżyje, pozostanie czekać.
Po pięciu minutach
spojrzą w górę
i zobaczą falę wysoką na dziesięć pięter.
I znów wszystko
No comments yet. Be the first to leave one.