The first 200 lines.
SZPITAL KLINICZNY SIMION
Jak na dłoni widać, że Gabriel staje się nie tylko silniejszy,
lecz także i bardziej perfidny.
Przy takim przyroście siły i rozwoju zdolności
nie będziemy w stanie go tu zatrzymać.
Jednakże nadal jestem zdecydowana...
Pani doktor, znowu uciekł.
Daleko dotarł?
Aż do archiwum. Znalazł swoją teczkę.
Chce wrócić do domu.
Co się dzieje?
Użyłem elektrowstrząsów, ale nic to nie dało.
Nagle maszyny zaczęły szwankować.
Jakby wysysał z nich elektryczność i je kontrolował.
Doktor Plume.
Nie, proszę. Zabije panią.
Odsuń się.
Unieszkodliwić go.
Przypnijcie go do krzesła.
Jesteś bardzo niegrzeczny, Gabrielu.
Wszystkich was zabiję.
Boże. On mówi.
Transmituje swoje myśli.
Myślałam, że go wyleczymy, ale się myliłam.
Najwyższy czas...
usunąć nowotwór.
WCIELENIE
LUNATYKOWANIE HALUCYNACJE
SNY NA JAWIE
UPOŚLEDZENIE
KONTROLUJE ELEKTRYCZNOŚĆ
KONTAKT PRZEZ GŁOŚNIKI
NAPASTNIK - GABRIEL
MATKA PRZEKAZAŁA DZIECKO
EMILY MAY
CZASY OBECNE
Cześć, skarbie. Nie masz drugiej zmiany?
Miałam, ale mała nie dawała mi żyć.
Jak to nie dawała żyć?
Nie wiem.
Wierci się bardziej niż zwykle.
Mamy tylenol?
Nie mogę brać aspiryny.
Jeśli aż tak cię boli, może nie powinnaś pracować?
Nic mi nie będzie. Serio.
Oglądałem to.
Proszę cię, Derek. Naprawdę muszę odpocząć.
Nie. Musisz przestać zachodzić w ciążę.
Proszę cię. Muszę się położyć.
Lekarz uprzedzał, że to się może powtórzyć.
Wiesz o tym.
Ile razy mam patrzeć, jak dziecko umiera?
Przestań.
Łamiesz mi serce. Jak Boga kocham.
Nie możesz mi tego robić.
Czego?
No czego, Madison? Co takiego ci robię?
Powiedz. Może to moja wina?
To przeze mnie?
Nie dotykaj jej!
Ty szmato.
W dupę.
Kotku, tak mi przykro.
Przyniosę lód.
Pójdę po lód. Czekaj.
Kotku...
Przepraszam cię za to...
Czasem nad sobą nie panuję. Ale nie jestem zły.
Wiesz, że się staram. Przestałem pić,
będę nad sobą pracował dla ciebie i dziecka.
Maddy? Proszę cię...
To był wypadek.
Maddy?
Co jest?
Madison?
Niemożliwe!
...chwycił nóż.
...przejął krążek.
...przeciął mu...
Pomóż mi.
Derek?
Dzień dobry, Reg.
Dzień? Jest czwarta. Środek nocy.
- Witam detektywów. - Co to za sprawa?
Napaść. Sąsiedzi zgłosili krzyki.
- Ślady włamania? - Nie widać.
- Gdzie żona? - W szpitalu.
Leżała nieprzytomna w pokoju dziecka.
Idzie Zakochana.
- Cześć, Kekoa. - I jak? Bardzo źle?
Czegoś takiego nie widziałam.
Może w wypadku samochodowym. Ale nie w domu.
Nietypowy zgon.
Jasna cholera.
Sydney?
Cześć.
Gdzie ja jestem? Co się stało?
Spokojnie. W szpitalu.
Gdzie Derek?
Pamiętasz, co się stało? Ktoś się do was włamał.
Zaatakował was i Derek...
Po prostu odpocznij.
Tak się bałam.
Bałam się o malutką.
Gdzie ona jest?
Gdzie ona jest? Gdzie?
Przykro mi. Nie udało się jej uratować.
Nie...
Nie.
Już dobrze.
Nie! Proszę, nie.
Nie!
Spokojnie.
Nie!
Pani Mitchell?
Detektyw Kekoa Shaw.
Przepraszam, że nachodzę, ale mam kilka pytań.
Proszę pani?
Mogę w czymś pomóc?
Detektyw Kekoa Shaw.
Sydney Lake. Jestem siostrą Madison.
Pomóc jakoś?
Kiecka.
Pracuję w Family Planet jako księżniczka.
Mam przerwę na lunch. Wpadłam sprawdzić, co z Maddy.
Od dwóch dni nie ma z nią kontaktu.
W ogóle nie je.
Może pani mi pomoże.
Kojarzy pani, czy siostra i mąż mieli wrogów?
Nie ma śladów włamania. Może to ktoś znajomy?
Ktoś, kto miał klucz.
Nie wiem. Derek utrudniał nam kontakt.
Nie pierwszy raz straciła dziecko?
Lekarz mówił, że poroniła trzy razy w ciągu dwóch lat.
Boże drogi.
Nie wiedziałam.
Nie wiem, dlaczego nie powiedziała.
Maddy...
Jakby coś, proszę dzwonić.
Jasne. Dziękuję.
Będziesz miał zagwozdkę.
Zero odcisków, ale wszystkie ślady dłoni są odwrócone.
Jakby włamywacz zwisał z sufitu.
Technicy potwierdzają?
Nie ma śladów butów na suficie, jeśli o tym mówisz.
Ale gadałam z sąsiadami. Kilkoro potwierdza,
że pan Mitchell lubił pacnąć panią Mitchell.
Bił ją?
Brak śladów włamania, agresywny mąż.
Motyw.
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Pozwól mi zostać kilka dni.
Mogę olać pracę i kilka przesłuchań.
Nie mam nagranej roboty.
Tym razem czułam, że się uda.
A jednak...
Nie potrafiłam jej ochronić.
Nie musisz tu mieszkać.
Wiem, ale to mój dom.
Nie dam sobie odebrać i tego.
Nic mi nie będzie, naprawdę.
Tam nikogo nie ma. Nikogo.
Ubzdurałam to sobie.
Nikogo tu nie ma.
Wymyśliłam to.
Boże.
Wpuścisz mnie?
Sydney, co to za pomysły?
Klucz nie pasował do zamka, a ty nie...
Boże.
Nie otwierałaś.
Martwiłam się, że coś się stało.
Dzięki.
Zmieniłam zamki na ryglowe.
I wszystko jasne.
Dobra.
Mama zrobiła zapiekankę.
Nie mogłam z nią wejść, tak że stoi przed drzwiami.
W porządku?
Robota Dereka.
Walnął moją głową o ścianę.
Co?
Tak mi przykro.
Nikt nie zasługuje na taką śmierć,
ale, serio, chuj z nim.
Zasługujesz na lepsze życie.
Nie raz myślałam o tym, żeby od niego odejść.
Ale zanim zdobyłam się na odwagę, zaszłam w ciążę.
Gdybym tylko mogła mieć dzieci.
Nie mów tak. To nie twoja wina.
Nie to mam na myśli.
Chciałam poczuć, jak to jest,
gdy łączą cię z kimś więzy krwi.
Gdy ma się więź biologiczną.
Co ty wygadujesz?
Cholera.
Zamieszkałam tu, mając osiem lat.
Wcześniejszych lat nie pamiętam.
Słyszałam, że moja biologiczna matka zmarła w czasie porodu.
Jestem adoptowana.
No comments yet. Be the first to leave one.