The first 200 lines.
POZA SYSTEMEM
Jestem obrońcą z urzędu.
Jest nas 15 tysięcy na ponad 10,5 miliona aresztowanych w zeszłym roku w Ameryce.
Pracuję dla maszyny zwanej systemem sądownictwa karnego.
Kiedy w nią wpadniesz, już nie wyjdziesz.
Mówię o oskarżycielach,
obrońcach...
- Wystarczy migdalenia. - gliniarzach...
i wszystkich innych.
Tak wygląda brutalna rzeczywistość tej machiny.
Gówniarz.
Co my tu mamy?
A jeśli rzeczywistość nie jest stała?
Jeśli można ją zmienić?
Co jeśli, z małą pomocą, można pokonać system w jego własnej grze?
JEŚLI TO NAJLEPSZY ŚWIAT, TO JAK WYGLĄDAJĄ INNE? (CANDID)
12 DNI DO UPADKU
Pan Achot? Achat?
To ja.
Sprzedawał pan baterie bez licencji w podmiejskim pociągu?
Baterie? Licencja? Sprzedawał je pan?
- Mogę prosić tłumacza? - Jasne. Z jakiego języka?
- Z chińskiego. Kantońskiego. - Możesz sobie pomarzyć.
Co mam teraz zrobić?
Dom?
Nie. Zostajesz tu na noc. Wybacz.
Dom.
Dam ci szansę. Nic nie mów. Jeśli sędzia cię o coś spyta, przytakuj.
Przytaknij, jeśli zrozumiałeś.
Sędzia pyta, przytakujesz.
Dobrze? Super.
Sprawa pana Ah-Czuta.
Ława sugeruje grzywnę w wysokości 240 dolarów oraz prace społeczne.
Wysoki Sądzie, mój klient jest tu od 29 godzin.
Nałożenie samej grzywny spowoduje, że znowu zacznie sprzedawać energizery.
- Duracele. - Nieważne. Wnoszę o oddalenie sprawy.
Puśćmy go do domu, a wszyscy będziemy spać spokojnie.
Panu też by się przydało przespać.
Sen jest dla przegranych.
Nie sądzę.
Panie Shat.
Zrozumiał pan, co powiedział pana prawnik?
- Proszę podejść. - Nie. Przecież przytaknął.
- Delikatnie, ale... - Podejść.
- Próbujesz być cwany? - Nie.
Nie przerywaj. Chcesz, żebym mu odpuściła.
Mój klient nie mówi po angielsku
i przez to musi tu zostać jeszcze 12 godzin.
Do zobaczenia jutro. Konstytucja przetrwa kolejny dzień.
Następny.
Ładne paznokcie.
Jak u drapieżnej Mony Lisy.
Co to?
Odholowali auto mojego kumpla. Nie wiem co zrobić, to numer sprawy.
Masz oświadczenie właściciela, które upoważnia cię do odebrania?
W tym problem. Nie ma go w mieście.
Jest w Rikers.
Nie mogę ci pomóc.
A macie to auto?
Bez dokumentów nic nie powiem. Następny.
- Myślałem, że się polubiliśmy. - To nie randka.
A szkoda.
Casi, mój człowiek.
- Co to za mina? - Co tam?
- Wyglądasz... - Dobrze.
Tak.
Dzięki tobie.
Doktorzy, których do mnie przysłałeś, dali mi koktajl.
Transfuzje, żeby złagodzić zapalenie wątroby.
Zagrałem wczoraj dwie rundki w Smalls, piłem tylko Sprite'a. Jestem czyściutki.
Wysłałem ich, żeby opóźnić twój wyrok.
- Jestem zdrowy jak ryba. - Jeśli sędzia cię zobaczy...
Testosteron dochodzi do ośmiuset, spójrz.
Z wątrobą wszystko w porządku.
- Jesteś zdrowszy ode mnie. - Sprawa za posiadanie to przeszłość.
Nie posadzą mnie, kiedy wyszedłem na prostą.
Możliwe. Zajmę się tym. Zaczekaj tu.
Po przeczytaniu akt poprzedniego sędziego dziwię się,
- że pan Coates w ogóle oddycha. - Dziękuję.
Wygląda na zdrowego.
- Ma pan badania klienta? - Są tam.
Zrobiono je 90 dni temu.
Kiedy ostatnio się pani badała?
Dziesięć minut przerwy. Do mojego gabinetu.
- Co się dzieje? - Załatwię to.
Powiedziała, że powinienem być chory? Pójdę siedzieć? Jaki jest plan?
Słyszałem, że na Kubie jest ładnie. Zaraz wrócę. Będzie dobrze.
On umrze, jeśli dostanie trzyletni wyrok.
Wiesz, że to nie są zawody?
Słucham?
Przychodzisz tu ze starymi badaniami i myślisz,
że jeśli będziesz kłapać dziobem, oczarujesz mnie swoimi białymi licówkami.
Są prawdziwe. Nosiłem aparat.
Przywoływałam do porządku za mniej.
Mogę być szczery?
Przecież kuracja jest ważniejsza od wyroku.
Czemu miałabym się zgodzić?
Wysłanie kogoś do więzienia, bo umiera za wolno, nie jest ok. Nawet jak na panią.
Widzę, że wciąż jesteś szczery.
Rozumiem, nie lubi mnie pani. Świetnie. Ale pan Coates nie powinien za to płacić.
W więzieniu też mają szpital.
Leczą go tutaj i to doskonale. Jeśli wyślemy go do...
- Leczenie nie jest karą. - Jest,
o ile nie jest się z białej zamożnej rodziny.
Wynocha.
Pomóc panu wyjść?
Nie.
Pan Coates zaraz wróci.
Na pewno. Tak działają nakazy aresztowania.
CRAIG 33
Wracając do tajemniczego blackoutu, który pogrążył tysiące ludzi w ciemności.
Zamknąłeś dziś kogoś?
Ja bronię bandytów.
Jak możesz bronić kogoś, kto jest winny?
Setki ludzi utknęło w windach i w metrze.
GDZIE MIESZKASZ?
Angus?
Mój bohater.
- Rozgość się. - To nie brzmi zachęcająco.
Co jest? W końcu posprzątałeś.
Świętuję. Zmarszczkę.
Co?
W czasoprzestrzeni.
W końcu ją zaobserwowali. Strukturę, która trzyma nas w kupie.
- Twoi koledzy z LIGO? - Skurczybyki.
- Mów. - Fałszywy alarm.
Świetnie.
A byłem taki blisko najlepiej przespanej nocy.
- Skąd wiesz? - O czym?
Że byś ją przespał. I że byłaby najlepsza. Przecież byś spał.
Moje ciało to czuje.
Ciało nie jest idealnym instrumentem ewaluacyjnym.
Nie wiesz, co jest po drugiej stronie snu.
Praca. Za cztery godziny. Dlatego dałem ci drugą parę kluczy.
Zaufałem ci, ale widzę, że się pomyliłem.
Nie jest tak, jak myślą.
- Mówisz o śnie? - O zmarszczce. Z czarnej dziury.
Widzimy coś, czego się nie da zobaczyć. Jest niestabilna.
Obserwowane czarne dziury to potwierdzają.
Co byś zrobił, gdybym ci powiedział, że materia wszechświata się pruje?
A światy, których nie potrafiliśmy dostrzec, spadają na nasz świat?
Powiedziałbym, że śpię na twojej kanapie.
I byłbyś w błędzie.
Królestwo cieni?
Ależ przeszkadzaj sobie.
Co ty wyprawiasz?
- Ja? - Tak.
- Kto ci pozwolił tu grzebać? - Nie mogłem spać.
Nie wiedziałam, że lubisz rodzinę królewską.
Wręcz przeciwnie.
Spójrz.
Zauważyłaś coś?
Nie wiem, na co patrzę.
Co?
Jej oczy. Ma oczy jak jaszczurka.
Nie mówisz poważnie.
Windsorowie nie są jedynym rodem wyhodowanym, by rządzić.
Ci ludzie, jeśli można ich tak nazwać, kontrolują wszystko. Trudno to załapać.
Wydajesz się miły. Serio.
Chętnie pomogłabym ci odzyskać samochód przyjaciela, ale...
- Sprawdziłaś? - Co?
Navigator wciąż tam jest?
Tak.
Masz szczęście, że miasto go jeszcze nie wylicytowało.
Dzięki za seks. Pora się zbierać.
Nie.
Mamy jeszcze coś do załatwienia.
Będziesz musiał sobie pomóc ręką. Jestem zmęczona.
Idź już.
Wynoś się!
Mówię poważnie.
Ja też.
DZIESIĘĆ DNI DO UPADKU
Coś się wczoraj działo?
Dwóch zabitych na miejscu. Jeden ranny.
Musieliśmy czekać na pogotowie, żeby go zabrali.
Złamana szczęka, cały zakrwawiony, strasznie płakał. Jakiś chińczyk.
Jak się nazywał?
- Charlie Chan? - Jak się nazywał?
Uspokój się, dupku.
Przepraszam. To chyba mój klient.
Wisi ci kasę?
Jak się nazywał?
Czu czu.
Czy jakoś tak.
Dupek.
Powiedz, że nie chciałeś pobić dwóch prokuratorów.
- Nie... - Pocałowałbym cię, ale bolą mnie usta.
Potrzebuję małej przysługi. Dostałem akt oskarżenia.
Jednak logo biura publicznych obrońców na twojej wypłacie coś dla ciebie znaczy?
Jest twoją byłą klientką i chce, żebyś ją bronił, ogierze.
Patrząc na jej uszy, chętnie sam bym się podjął obrony.
- Uszy? - Tak.
Są tak piękne, że może nimi przyciągać partnerów seksualnych.
- Nie chodzi o sam płat uszny. - Czemu zrezygnowałeś?
- Z czego? - Z jej obrony?
Dobrze wiemy, że potrafię czasem przekazać klienta,
jeśli nie dzieli wiary w mój geniusz.
A Lea Deleon jest niedowiarkiem.
Co? Lea? Wróciła?
No comments yet. Be the first to leave one.