The first 200 lines.
WIELKI SEN
Jestem Marlowe. Generał Sternwood prosił 0 spotkanie.
Proszę wejść, panie Marlowe.
- Zawiadomię generała. - Dziękuję.
Dzień dobry.
Nie jesteś zbyt wysoki.
Robiłem, co mogłem.
Jesteś całkiem przystojny,
ale to pewnie wiesz.
Dziękuję.
- Jak się nazywasz? - Reilly. Doghouse Reilly.
Zabawne.
Tak sądzisz?
Kim jesteś? Łowcą nagród?
- Nie, smutasem. - Kto to jest smutas?
- Prywatny detektyw. - Nabijasz się ze mnie.
Jesteś słodki.
Generał pana prosi.
- Kto to? - Panna Carmen Sternwood.
- Powinna wydorośleć. - Tak.
- Przyszedł pan Marlowe. - Miło mi.
- Proszę usiąść. - Dziękuję.
Brandy, Norris.
Jak pan pija brandy?
W szklance.
Ja piłem z szampanem.
Zimnym jak grudniowa noc.
A pod spodem trzy łyki brandy.
Nie żałuj.
Lubię patrzeć, jak ludzie piją.
To wszystko, Norris.
Może pan zdjąć marynarkę.
Dziękuję.
Za gorąco dla mężczyzny, któremu krew krąży w żyłach.
Może pan palić.
Nadal lubię ten zapach.
W moim stanie można oddawać się nałogom tylko przez pełnomocnika.
Patrzy pan na nudny koniec bardzo burzliwego życia.
Kalectwo, paraliż obu nóg.
Niewiele jadam, a mój płytki sen
nie jest godzien swojej nazwy.
Żyję dzięki gorącemu powietrzu, niczym nowonarodzony pająk.
Tak.
Orchidee są pretekstem dla tego upału.
- Lubi pan orchidee? - Nieszczególnie.
Paskudne rośliny.
Ich tkanka zbytnio przypomina ludzką.
Pachną słodkawą zgnilizną korupcji.
Proszę mi opowiedzieć o sobie.
Nic ciekawego. Mam 38 lat i wyższe wykształcenie.
Posługuję się poprawnym językiem, jeśli trzeba.
Pracowałem w prokuraturze rejonowej.
Ich główny inspektor, Bernie Ohls, przysłał mnie tutaj.
Nie lubił pan tej pracy?
Wyrzucono mnie za niesubordynację. Byłem w tym bardzo dobry.
Tak.
Ja też.
Co pan wie o mojej rodzinie?
Jest pan wdowcem, milionerem.
Ma pan dwie córki.
Jedna jest panną, druga ma za sobą
małżeństwo z niejakim Rutledge'em.
- Obie mieszkają z panem i obie... - Proszę mówić.
Obie są piękne i nieobliczalne.
- Dlaczego mnie pan wezwał? - Znowu jestem szantażowany.
Znowu?
Rok temu zapłaciłem 5000 dolarów facetowi nazwiskiem Joe Brody,
- żeby dał spokój mojej młodszej córce. - H m.
Co to znaczy?
To znaczy: "Hm!"
Sprawa nie trafiła do prokuratury,
bo bym o tym słyszał.
- Kto się nią zajmował? - Shawn Regan.
Shawn Regan?
Pewnie ma pan powód, by nie zlecić mu tej.
- Jaki? - Shawn mnie opuścił.
Nie widywałem go ostatnio.
Jakiś miesiąc temu, bez słowa.
Nie mam pretensji. Byłem tylko jego pracodawcą.
Ale miałem nadzieję, że widzi we mnie kogoś więcej.
Nawet się nie pożegnał.
To mnie zabolało.
Znał go pan?
Dawno temu, gdy szmuglował rum z Meksyku,
staliśmy po przeciwnych stronach.
Strzelaliśmy do siebie i piliśmy razem,
w różnej kolejności.
Chylę czoła.
Niewielu ludzi miało szansę strzelić do Shawna Regana po raz drugi.
Był dowódcą brygady IRA.
- Wiedział pan o tym? - Nie.
Proszę się częstować.
Wiem, że jest dobry w tym, co robi.
Ucieszyła mnie wiadomość, że zatrudnił go pan jako...
Nie wiem, kim tu był.
Przyjacielem.
Niemal synem.
Przesiadywał tu ze mną, pocąc się jak mysz,
popijając brandy, której ja już pić nie mogłem,
i opowiadając o irlandzkiej rewolcie.
Dość tego.
Proszę.
ARTHUR GWYNN GEIGER RZADKIE KSIĄŻKI-CENNE WYDANIA
Na odwrocie.
SZANOWNY PANIE,
MAM NADZIEJĘ, ŻE ZECHCE PAN SPŁACIĆ
TEN NIEŚCIĄGALNY DŁUG KARCIANY.
Z POWAŻANIEM A.G. GEIGER
WEKSEL
CARMEN STERNWOOD
- To jej podpisy? - Tak.
- Kim jest Arthur Gwynn Geiger? - Nie mam pojęcia.
- Pytał ją pan? - Nie, i nie zamierzam.
Ssałaby kciuk i udawała niewiniątko.
Natknąłem się na nią w holu, więc wiem, na co ją stać.
Uwiesiła mi się na szyi.
CÓŻ.
Starsza córka, pani Rutledge, jest w to zamieszane?
- Nie. - Są podobne? Trzymają się razem?
Płynie w nich ta sama zepsuta krew.
Vivian jest kapryśna, wymagająca, bystra i bezwzględna.
Carmen nadal jest dzieckiem, które wyrywa skrzydełka muchom.
Mają wszystkie powszechne nałogi,
prócz tych, które same sobie wymyśliły.
Oceniam córki surowo,
bo szkoda mi resztek życia na wiktoriańską hipokryzję.
Żyjąc tak, jak żyłem,
i decydując się na ojcostwo w późnym wieku,
zasłużyłem na to, co mnie spotyka.
A Więc?
Niech pan zapłaci.
- Dlaczego? - Podpisała te weksle, prawda?
Tak.
Kim jest ten Joe Brody, któremu pan zapłacił 5 tysięcy?
Nie pamiętam. Norris, mój kamerdyner, będzie wiedział.
Chyba mówił, że jest hazardzistą.
Geiger twierdzi, że to długi karciane.
Być może.
Wierzy mu pan?
Nie.
Mam pana uwolnić od tego Geigera,
- prawda? - Tak.
Dowiedzieć się czegoś?
Pozbyć się go.
To może sporo kosztować.
Dziękuję za drinka, generale.
Sprawił mi taką samą przyjemność jak panu.
- Odezwę się. - Powodzenia.
Pani Rutledge prosi, by pan do niej wstąpił przed wyjściem.
Ajeśli chodzi o honorarium,
to generał wydał dyspozycję, bym wypisał panu czek na żądaną sumę.
Jak wydał tę dyspozycję?
Zapomniałem, że jest pan detektywem.
Dał mi sygnał dzwonkiem.
- Wypisujesz jego czeki? - Mam ten przywilej.
Szczęściarz z ciebie. Teraz nic nie wezmę,
ale liczę 25 dolarów za dzień plus wydatki.
Tak jest.
- Skąd pani Rutledge wie o mnie? - Widziała pana przez okno.
Musiałem powiedzieć, kim pan jest.
Nie podoba mi się to.
Chce mnie pan pouczać o moich obowiązkach?
Nie, próbuję zgadnąć, jaki jest ich zakres.
Proszę za mną.
- Czeka na pana. - Dziękuję.
Chciała pani mnie widzieć?
Jest pan prywatnym detektywem?
Myślałam, że istnieją tylko w książkach.
Albo że to krępe obdartusy, które węszą w hotelowych korytarzach.
Nie jest pan elegancki.
Ani wysoki.
Następnym razem przyjdę na szczudłach i włożę strój do tenisa.
Wątpię, żeby pomogło.
Poradzi pan sobie ze sprawą taty?
Bez większego trudu. Czyżby?
Myślałam, że to wymaga wysiłku.
Niezbyt dużego.
Jaki będzie pierwszy krok?
- Zwyczajny. - Nie wiedziałam, że są takie.
Oczywiście. Opisano je i opatrzono wykresem na 47. stronie
podręcznika Jak zostać detektywem dla kursów wieczorowych.
Pani tata zaproponował mi drinka.
Pewnie skończył pan też kurs dla komików.
Wspomniałem o drinku.
Pomówmy poważnie, panie Marlowe.
- Pani ojciec... - Proszę sobie nalać.
Mój ojciec nie czuje się dobrze
i nie chcę, żeby martwił się tą sprawą.
Właśnie tak zamierzałem ją załatwić.
- Rozumiem. Tajemnica zawodowa? - Nie.
- Chciał pan drinka. - Zmieniłem zdanie.
A więc...
- Co pan myśli o tacie? - Polubiłem go.
On lubił Shawna Regana.
Zakładam, że słyszał pan o nim.
Nie gramy w pokera, panie Marlowe.
- Tata chce go odnaleźć, prawda? - A pani?
Oczywiście. Zachował się nieładnie, znikając bez słowa.
Tata ma złamane serce, choć o tym nie mówi.
- Powiedział? - Proszę go spytać:.
No comments yet. Be the first to leave one.