The first 200 lines.
Pewna grupa ludzi stworzyła organizację zwaną Firmą.
Trzęsą miastem od dawien dawna.
A jak potrzebują, żeby ktoś po nich posprzątał,/i>
wysyłają mnie.
Zabierz kask. Jedźmy do sklepu.
Wyglądasz słodko, Nit.
- Sam. - Nathan.
- Gdzie jesteś? - W domu. Szyję.
Spotkajmy się w jadłodajni.
Po co?
Jak bardzo mam przesrane?
Dodatkowa porcja dla ulubionej klientki.
Dzięki, Rose.
15 lat wcześniej
Dodatkowa porcja dla ulubionej klientki.
- Dzięki, Rose. - Na pewno zaraz się pojawi.
Najwyraźniej nie znasz mojej mamy.
Witaj, nieznajoma.
- Mogę ci czymś służyć? - Nie dzisiaj, Rose.
Zawsze jest ten pierwszy raz. Tam siedzi.
Dzięki, ze masz na nią oko.
Powiedziałaś, że będziesz za pół godziny.
To kilka minut spóźnienia.
Trzy godziny.
Krwawisz.
Dzień jak co dzień w biurze. Przyniosłaś?
Anna May na pewno go odbierze.
- Naładowany. - Dobra dziewczyna.
Słuchaj, muszę… zniknąć na pewien czas.
- To jadę z tobą. - Nie możesz. Nie tym razem.
Nathan niedługo tu będzie. Zajmie się tobą pod moją nieobecność.
- Nie chcę iść z Nathanem. - To dla twojego dobra.
Zostanę w bibliotece z Anną May i innymi.
To zbyt niebezpieczne.
Co się dzieje?
To… skomplikowane.
Powiedz.
Nie jestem już dzieckiem.
Nie jesteś.
Nie tknęłaś swojego shake'a.
Niech chciałam zaczynać bez ciebie.
Jak długo cię nie będzie?
Muszę wykonać szybki telefon.
Zaczekaj tu.
Dobry wieczór panom. Mogę w czymś pomóc?
- Znikaj. - Hej.
Elo, dziewczynko.
Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi.
Jesteś bardzo podobna do mamy.
Tylko ona jest większa i ostrzejsza.
I ma na sobie wszędzie krew mojego ojca.
Nie podobasz mi się.
Dość tych gierek.
Gdzie ona jest?
Całuj psa w nos.
Mów, gdzie ona jest.
Zamknij oczy, maleńka.
Mamo!
Dobry wieczór, kochany.
- Mogę ci czymś służyć? - Jestem czysty.
Zwyczajnie czysty, czy wieczorowo?
- Zapomniałem o tym. - Oczywiście, skarbie.
- Tak. - A jak.
O rany.
Te dziewczyny są gorsze niż Stasi.
Jesteś ranna?
Zwykły dzień w biurze.
Mówisz, jak twoja matka.
Ja nie mam matki.
Cóż, na pewno masz po niej temperament.
Co się, do diabła dziś wydarzyło?
Błędny wywiad.
Mówiłeś o 4 czy 5 idiotach z pukawkami.
Tak. I co?
Na rany Chrystusa, dziecko.
Miałaś to załatwić po cichu, nie urządzać masakrę.
Następnym razem pozwolę się odstrzelić.
Następnym razem rób co ci się każe.
Pamiętaj, dla kogo pracujesz. O ile oni są zadowoleni…
I ściągnąłeś mnie tu w trybie pilnym, żeby mnie napominać?
Nie.
Twoje talenty są dla nas nieodzowne.
Ktoś nas okradł.
Kto jest na tyle szalony, żeby okraść Firmę?
Ktoś kto nie wie, kim naprawdę jesteśmy.
Księgowy. Z tej legalnej strony biznesu.
Ile podebrał?
Wystarczająco dużo, żeby zasłużyć na twoją wizytę.
Trzeba odzyskać te pieniądze.
Grzeczna dziewczynka.
Później wyślę ci adres.
I pozbądź się tych przedpotopowych gnatów.
- Używam ich od lat. - Znajdź niezależnego handlarza.
I nabądź jakieś czyste zabawki.
Nie możemy pozwolić, żeby ktoś cię powiązał z tą jatką, tak?
Wiedziałeś o tym interesiku, który mój syn kręcił na boku?
Wybacz, wujku. Nie miałem pojęcia.
Gdzie jest jego but?
Jaki but?
Ten, który aktualnie nie pokrywa lewej stopy mojego syna.
Ten, który wygląda tak samo, jak ten prawy.
Ten pieprzony but.
- Nie wiem. - To się dowiedz.
Znalazłem go, panie McAlester.
Niech nikt nie mówi o tym jego matce.
Powiedzcie, że nawiał z jakąś laską.
Jasne.
A teraz przynieście mi głowy tych, którzy ubili mi dzieciaka.
Witaj, kochana.
W czym mogę być pomocna?
Mam kilka książek do wymiany.
To miłe.
Dziś niewiele osób w twoim wieku czyta.
- Masz u nas kartę biblioteczną? - Nie.
Chciałabym założyć.
Wspaniale.
Jakie książki cię interesują?
Najlepiej te mniejsze.
Kilka cięższych.
Tam ich nie znajdziesz.
To dział z literaturą dziecięcą.
"Zaczarowany Las"
i "Bezkresny Ocean".
Brzmi zachęcająco.
Spotkałyśmy się już wcześniej?
Wyglądasz… znajomo.
Niezręcznie mi to przyznać, ale nie bywam w bibliotece.
Tak nie można żyć, moja droga.
Wyszukajmy ci odpowiednie książki.
Chodźmy.
Anno May, ta urocza młoda dama chciałaby założyć u nas konto.
Cóż.
Madeleine powinna cię uprzedzić, że nie przyjmujemy nowych czytelników
bez referencji.
Madeleine miała przeczucie.
Nonsens. Wybaczcie za mój francuski.
- Formalnie, to nie francuski. - Zawsze ta dosłowność.
Tak, jestem dosłowna. Bibliotekarki tak mają.
Niech i tak będzie.
Florence, moja droga.
Przyłączysz się do nas?
Chyba potrzebujemy rozjemcy.
Madeleine uważa, że dziewczyna powinna poczytać.
Mówiłam. Mam przeczucie.
Jest w niej coś znajomego.
Przeczucie, srutucie.
Ja z kolei uważam, że powinnyśmy pozbyć się ciała,
a następnie odbyć dłuższą pogadankę o obowiązujących protokołach.
Zdajesz sobie sprawę, że to słyszę, prawda?
Cicho, dziewczyno.
Nie bądź nieuprzejma.
Obróć się, kochanie.
I zdejmij kapelusz.
Jak mówiłaś, że się nazywasz?
Nie powiedziała.
To dziwne.
No więc jak?
Odebrało ci mowę? Mów.
Jestem Sam.
Dzieciak Scarlet.
Tak.
Wiedziałam. Nie zapomnę tych oczu.
Nie widziałyśmy cię od czasu, gdy byłaś taka nieduża.
Jak się ma twoja matka?
Nie widziałam jej od 15 lat.
No to mamy ze sobą coś wspólnego.
O rajuśku. Mała Sam.
Ciągle o tobie słyszymy.
Wyrobiłaś sobie niezłą reputację.
Chodź tu. Przytul ciocię Madeleine.
Czemu teraz wróciłaś?
Potrzebuję czystej broni
i chyba pretekstu.
Niezła kolekcja.
I zadbana.
Niech zgadnę. Jesteś typem sentymentalnym.
Ro-man-tycznym.
Typ sentymentalny nie przetrwa zbyt długo w tym fachu.
Więc, nie. Nie sądzę, żebym była sentymentalna.
Tommy Tomahawk.
Wszędzie go szukałam.
Tak, przykro mi niezmiernie.
Więc…
jesteś idealistką.
Też nie. Może nie da się mnie zaszufladkować.
Każdego można sklasyfikować.
- Każdego. - No tak.
Może jestem typem profesjonalistki?
Stara szkoła.
Typ "bez rodziny i dzieci".
Rola kobiety to uczciwa gra.
Równość płci.
Bardzo postępowe.
Jest feministką.
Dobrze.
Przeżyjesz.
A to zniknie. Zajmiemy się tym.
Zorganizujemy ci nowe, czyste książki.
Potrzebujesz Jane Austen.
I Charlotte Brontë.
No comments yet. Be the first to leave one.