The first 181 lines.
/Kto to ryzykuje - nie ma odwagi/
/Kto tego nie ma - czuje siê dobrze/
/Kto to ma - jest skrajnie biedny/
/Kto odniós³ sukces - zostanie zniszczony/
/Kto to daje - jest twadry jak g³az/
/Kto to kocha - zostaje sam/
Z TIGEREM MENTAL nie pogubisz siê w tym dramacie.
INSTYTUT BENJAMENTA
lub Ten sen, który ludzie zw¹ ¿yciem
/Kto zbli¿a siê z oddali/
/Wszystkie korytarze spowija jeszcze sen/
/i dziej¹ siê rzeczy niepojête/
/Ta bañ opowie wam sen ostatni./
Instytut Benjamenta - szko³a dla s³u¿by
Chcia³bym siê zapisaæ
Zapisaæ?
Oczywicie
Proszê za mn¹
Proszê siê nie ruszaæ
Jedn¹ chwilê!
Panie Benjamenta, przyszed³em siê zapisaæ
To uczniowie, których wbi³em w Europe!
Proszê usi¹æ!
Nazwisko, data urodzenia, znaki szczególne
I tak dalej, i tak dalej...
Et Cetera, Et Cetera, Et Cetera...
Co to?
von Guten
3, 4, 5 tysiêcy
Jakob
Jeszcze kilka drobiazgów panie von Gunten...
Chcê uczêszczaæ do Instytutu Benjamenta
aby zdobyæ wiedzê niezbêdn¹ s³u¿¹cemu
Niewiele oczekujê od ¿ycia
Mam nadziejê...
Jestem pewny, ¿e zdo³am...
...¿e bêdê móg³ przydaæ siê komu w tym ¿yciu...
Komu... W tym ¿yciu...
Jakob von Gunten zapewnia...
¿e wykona ka¿de wydane mu polecenie
Jego skromnoæ nie zna granic
Dobrze, ¿e nosisz krótkie w³osy w lesie jest pe³no kleszczy
Nie licz na ¿adne wzglêdy
Wszyscy nosicie ten sam rozmiar
Mo¿esz odejæ. Lekcja ¿ycia ju¿ siê rozpoczê³a
Dostanê pokwitowanie?
Pospiesz siê
Znajdcie w podrêcznikach rozdzia³ "Niebiañsie obowi¹zki s³u¿by"
Dziekujê
Jakob von Gunten
To s¹ pañscy koledzy
Kraus
Jeden
/S³u¿ba jest piêknym kwitn¹cym ogrodem/
Regu³ uczymy siê na pamiêæ
jest tu tylko jedna lekcja
powtarzamy j¹ w nieskoñczonoæ
Nauczymy siê tu niewiele
nigdy do niczego nie dojdziemy
w przysz³oci bêdziemy nic nie znacz¹cymi podw³adnymi
/Na dwiêk rozkazu jego uszy dr¿¹ niczym struny harfy/
/jego usta s¹ zawsze zacisniete/
/za wyj¹tkiem kiedy mówi/
/"Tak proszê Pana, natychmiast proszê Pana, oczywicie prosze Pana"/
Nastêpna strona.
Herr Jakob, nastêpnym razem proszê do nas do³¹czyæ
Trzy
/Zadowolenie pana jest niebiañsk¹ nagrod¹/
/a niezadowolenie unicestwiaj¹cym piek³em/
Nie... nie dam rady, nie dam rady tego zjeæ..
Nie wstanê...dopóki nie obieca mi pani przyzwoitej sypialni
Fraulein Benjamenta, b³agam...
Ju¿ nigdy nie bêdzie musia³a pani na mnie narzekaæ
Naprawdê ? Nie bêdê narzeka³a?
Tyle ha³asu o miejsce do spania!
Id
Podoba siê panu sypialnia?
Jest ma³a, okno nie zas³uguje na to miano, nie ma zas³on...
ale podoba mi siê, nawet jeli nigdy nie zaglada tu s³oñce
Dziekujê
Moi koledzy poczuj¹ siê ura¿eni
Proszê byæ cicho herr Jakob
Lekcja zaczyna sie o 8. Kraus przyjdzie po Ciebie
Dobranoc
Nigdy nie pozwolê siê uratowaæ,
ani nikogo nie uratujê
Czemu wiat³a nie widaæ w wietle, tylko w ciemnoci?
Mo¿e nigdy nie wypuszczê ga³êzi ani korzenie
Pewnego dnia moje cia³o zapachnie i rozkwitnie
Pochylê g³owê, zwiotczej¹ nogi i ramiona, wszystko zwiêdnie, a ja umrê
Nie umrê naprawdê tylko w pewnym sensie
Umar³y
Bêdê tak umiera³ przez nastêpne 60 lat
Zamiast siê starzeæ, odm³odniejê
Kto w to wierzy bêdzie szczeliwy do koñca ¿ycia
Kiedy na dziedziniec zamkowy spadn¹ p³atki niegu zostanê tu do zimy
A kiedy spadnie nieg, bêdzie pada³ delikatnie, obficie, w przeogromnej ciszy, bez koñca i pocz¹tku
wszystko pokryje szaro-bia³y nieg
nie bêdzie nieba ni powietrza, nie bêdzie ulic
Poznaæ wiat
Czasami wiêcej ¿ycia kryje siê w szczelinie drzwi, ni¿ w pytaniu
Przesz³oæ i przysz³oæ kr¹¿¹ wokó³ nas
Raz wiemy wiêcej, a raz mniej
Do lasu jeleni
/Nieustanny ruch wymusza moralnoæ
Co tu by³o zanim powsta³ instytut?
/Sproszkowana sperma jelenia, z okresu godowego.
/Proszê wci¹gn¹æ
Czy ¿ycie szkicuje subtelniej ni¿ ja?
To czego nas uczy Fraulein Benjamenta warto wiedzieæ
Chocia¿ uczy nas niewiele i wci¹¿ robi powtórki
Mo¿e w tych drobiazgach kryje siê jakie znaczenie
Przyjmujemy to co i to ma nad nami w³adzê
A nie my nad tym
/Porz¹dek jest pierwszym prawem niebios/
Proszê pana, zdj¹³em kota z wysokiego drzewa w ogrodzie
Proszê pana uratowa³em kota
Uwaga wicehrabio wie¿a siê chwieje
Uwaga kocielna wie¿a siê chwieje
Wasza Ksi¹¿êca Moæ proszê nie jeæ tego sznycla
Ksiê¿no, to nie jest miejsce na obrzydliwe fantazje
Proszê zdj¹æ rêkê z mojego kolana
Proszê siê zbudziæ, w pokoju dziecinnym wybuch³ po¿ar
Pali siê w pokoju dziecinnym
Odda³em dzieci pod opiekê szefa stra¿y
Proszê siê nie martwiæ, odnios³em tylko nieznaczne poparzenia
Proszê myleæ o dzieciach, a nie o mnie
Wybaczam, bo pani nie wie co czyni
Wybaczam Ksi¹¿êcej Moci
Kraus zachowuje siê tak jakby mia³ tu zostaæ 100 lat
Na jego czaszce wyryte jest s³owo "czekaæ"
Dobrze Ci siê tu mieszka?
Oczywicie, dziekujê
Uk³ada Ci siê z kolegami?
Wszystkich szanujê
Ale k³ócisz siê z Krausem...
Pos³uchaj Jakob, Bóg daje wiatu Krausów, a wraz z nimi g³êbok¹ i nierozwi¹zywalna zagadkê
Zagadki tej nikt nie zrozumie, bo nikt nie domyli siê,
¿e za ma³omównym, niepozornym Krausem kryje siê subtelne znaczenie
Nikt, nigdy nie bêdzie mu wdziêczny, lecz wdziêcznoæ jest zbêdna
Kraus nigdy nie zginie, bo zawsze bêdzie musia³ walczyæ z wielkimi przeciwnociami
Przypuszczam, ¿e tylko ja wiem czym Kraus jest
Lub czym by³
Jak oni tu z nami mieszkaja?
Czy to ich komnaty?
Czy kiedy je odnajdê?
Bezimienny, ma³omówny, niepozorny Kraus
Czy tutejsze ¿ycie nie wydaje Ci siê ja³owe?
Mój umys³ umiera
Wybacz moj¹ poufa³oæ i s³aboæ
Pewnie siê ze mnie miejesz
Ale strze¿ siê!
Widzisz tê cianê, mogê Ciê tak o ni¹ rzuciæ,
¿e ju¿ nigdy niczego nie zobaczysz
Nie bój siê
Nie móg³ bym ciê skrzywdziæ
Tak mi³o siê z tob¹ rozmawia
Jak bymy byli spokrewnieni
Twoje s³owa, gesty
Twoje usta
Wszystko
To mi³o, ¿e przy tobie mogê okazaæ s³aboæ
Tylko pomyl
Ja, Twój pan
zwierzam Ci siê
¿a³osnemu robaczkowi
którego móg³bym rozdeptaæ gdybym chcia³
Daj rêkê
Dobrze
Muszê przyznaæ, ¿e zyska³e mój szacunek
A teraz mam probê
Czy móg³by...
zostaæ moim powiernikiem
Chcê dzieliæ z Tob¹ moje tajemnice
Proszê Ciê
Masz czas do namys³u
Proszê, id.
Ju¿ czas, kwadrans po 3.00.
To samo, powtarzane w nieskoñczonoæ
Gdy ujrza³em tê postaæ, uwiadomi³em sobie, ¿e to Chrystus
Wiêc nie umar³
No comments yet. Be the first to leave one.