Dodge City

Dodge City

Download Polish Subtitle

Release info

dodge-city polski (Polska) pl-PL
A Commentary by Firewalker.dk
Retail from own rip

Tags

other
Published on: 2021-08-10
Downloads: 11
Hearing Impaired: No

Polish subtitle preview

The first 200 lines.

Skończyła się wojna domowa. Wojska się rozwiązują...

Naród zabiera się do budowy Zachodu.

Marker numer 23.

Dwadzieścia trzy mile w godzinę i 14 minut.

- To jest coś, panowie. - Nasz maszynista chce pobić rekord.

Nie utrzymamy takiej prędkości na regularnych kursach.

Czemu nie? Jeśli ten pociąg to potrafi, inne także.

Jeśli do nowego miasta pułkownika Dodge'a warto się spieszyć.

Zobaczy pan. Teraz jest na końcu trasy,

ale za parę lat będzie oferowało tyle samo,

- co każde miasto na zachód od Chicago. - Oby tak było.

Od pięciu lat pan o tym mówi.

Zbudowałem to miasto z dwóch zagród dla świń i jednego ogrodzenia.

Jak duże jest teraz to miasto?

W ostatnim spisie, panowie, doliczyli się już trzech ogrodzeń.

Patrzcie, dyliżans z Wichita.

Od dzisiaj my będziemy dostarczać pocztę.

Słuchaj tego prychającego czajnika. Już ledwo zipie.

- Do licha, zostawimy go daleko w tyle. - To użyj swojego bicza.

- Wille. - Tak, szefie?

Powiedz maszyniście, że jeśli ten dyliżans nas przegoni, straci pracę.

Tak jest. Ale jeśli ten pociąg pojedzie szybciej,

wysiądę i pójdę na piechotę, bo nie lubię tego gnającego diabła.

Nieźle sobie radzi.

- Dopędzimy go. - Lepiej się pośpieszmy.

- Już po nim. - Przegoniliśmy go.

Do widzenia w mieście.

Panowie, to symbol przyszłości Ameryki. Postęp.

Stalowi ludzie i stalowe konie. Nikt im nie da rady.

One to mają dobrze. Tylko jedzą i śpią.

Jedyna różnica między nimi a tobą, to para rogów.

O, cicho bądź.

Weźmy sobie ze dwa.

Nie. Zabiliśmy ostatniego bizona.

Kolej została doprowadzona i skończył się nasz kontrakt.

Poza tym jesteśmy umówieni, pamiętacie?

Oto nasza kartka na mięso na sześć miesięcy.

Więc tak wygląda lokomotywa parowa? Czajnik na kołach.

Przywitajmy się z pułkownikiem.

- Jak się pan miewa, panie pułkowniku? - Dobrze, synu.

- Do zobaczenia. - Przyjedziemy.

Znasz wszystkich w Kansas, Dodge.

Pracują dla nas. Polują na bizony, by wyżywić ludzi pracujących przy kolei.

Ten młody Irlandczyk to Wade Hatton. Poznałem go na wojnie.

Walczył po stronie rebeliantów w kawalerii Stuarta.

Wszędzie był, wszystko robił. Niespokojny duch.

Trzeba nietypowych ludzi, by zbudować kolej.

Nie, tylko nas, dwóch Irlandczyków.

- Zaraz wyruszamy. - Uważajcie, żeby skóry nie spadły.

- Zaraz wyruszamy. - Trzymać się razem.

- Jesteśmy gotowi, Jeff. - Dobra, ruszać!

- Który z was nazywa się Jeff Surrett? - Ja. A co?

Jestem John Barlow, komisarz do spraw Indian w Kansas.

- Aresztuję was. Wszystkich trzech. - Za co?

Za nielegalny ubój bizonów.

Upolowaliśmy je na wolnej ziemi, tak samo jak on.

Ma pozwolenie na dostarczanie mięsa robotnikom.

Masz takie pozwolenie?

- To twój interes? - Teraz mój.

Od kiedy się dowiedziałem, że zabijasz bizony na terytorium Indian

i zostawiasz mięso, by zgniło na słońcu.

Indianie protestowali, a ty zastrzeliłeś ich z zimną krwią.

- Robiłeś to całą zimę. - I dopiero teraz mnie zatrzymałeś?

Miałem w tym cel. Policzyłem wszystkie zwierzęta, które zabiłeś.

Kłamiesz. Gdybyś wiedział, zatrzymałbyś nas wcześniej.

Po co? Wolałem, byście się najpierw urobili po łokcie

przy pakowaniu i suszeniu tych skór.

Więc dlatego czekałeś tak długo, co?

Indianie powinni otrzymać te skóry w stanie nadającym się do sprzedaży.

W porządku, Hatton.

Mam nadzieję, że długo zabawisz w Kansas.

Rozliczymy się za każdą z tych skór. Do końca.

Jeśli będziecie w naszych okolicach, zajrzyjcie.

W porządku.

- Dzięki, Tex. - Gratulacje.

Dzięki. Bez was ciężko byłoby zbudować tę kolej.

Ale teraz musi na siebie zarobić.

- To zależy od pana. - Nie.

Mam inne sprawy na głowie. Będziemy się rozwijać na zachód.

Chcę, byście tu zostali i pomogli w zbudowaniu miasta.

Nie, dzięki. Wracamy do Teksasu, będziemy dalej dostarczać bydło.

Gdybyśmy tu zostali, tych dwóch jeszcze by się ucywilizowało.

Musimy wyjechać, zanim zacznie jeść nożem i widelcem.

A przynajmniej nożem.

Nie utrzymałby tu pan Wade'a. To największy włóczęga, jakiego znam.

Był w wojsku angielskim w Indiach, potem walczył w kubańskiej rewolucji.

Zaczął zaganiać bydło w Teksasie, a potem poszedł na wojnę.

Więc albo jest największym żyjącym podróżnikiem, albo największym kłamcą.

Z wielką przyjemnością przedstawiam człowieka,

dzięki któremu dokonał się postęp.

Pułkownik Dodge.

Szanowni Państwo,

dzisiaj zapisaliśmy wspaniały rozdział w historii

i jesteśmy dumni,

że doprowadziliśmy kolej do najdalszego punktu na zachodzie kraju.

Pewnego dnia, a stanie się to już całkiem niedługo,

wyrośnie na tym miejscu wspaniałe miasto.

Miasto, które będzie reprezentowało wszystkie wartości Zachodu:

uczciwość, odwagę, moralność i kulturę.

Wszystkie szlachetne cechy cywilizacji.

Staną tu wielkie domy, kościoły i szkoły.

Powstanie bogate, uczciwe miasto, kwiat prerii.

Miasto, które nazywać się będzie...

- Nazywać się będzie... - Pułkowniku,

jak pan zamierza nazwać tę doskonałą metropolię?

Jak ją nazwiemy?

Nazwiemy ją na cześć człowieka, który je ustanowił. Dodge City.

Tak jest. Dodge City.

Światowe centrum hodowli bydła długorogiego

i Babilon amerykańskiej granicy,

pełny osadników, złodziei i rewolwerowców.

Dodge City. Opływające w bogactwo miasto,

które nie znało moralności, tylko pieniądze i zabijanie.

BAR ZAGANIACZY BYDŁA ARTYSTKI ESTRADOWE

ELITE SALON ROZRYWKI

BIURO SZERYFA ZAMKNIĘTE

Daj temu bydłu dużo soli.

Będzie więcej piło i przybierze na wadze.

Bydło to dobry interes.

Spędzają je do Dodge City z całego świata.

Prawie, synu. Trzymaj mojego konia.

Nie możesz wysłać tego bydła. Gdzie moje pieniądze?

Dostaniesz je. Nie martw się.

Nie możesz go wysłać, póki nie zapłacisz 15 tys. dolarów do ręki.

Uzgodniliśmy to.

Mam biegać do banku za każdym razem, gdy odjeżdża pociąg?

Są inni sprzedawcy bydła, którzy mi zaufają.

Może ci kiedyś ufali.

Ale nie po tym, co się stało Samowi Chapinowi i Kitowi Sproullowi.

Oni też ci wierzyli, co? Ale ja nie wierzę.

Przyjdę dziś wieczorem po pieniądze.

Przygotuj je, bo postaram się o nakaz aresztowania.

Trzeba się upomnieć o swoje przy interesach z takimi ludźmi.

- To niedobrzy ludzie. - Poradzimy sobie z nimi, tato.

Potrzymaj konia. Zaraz wracam.

Nie śpiesz się, tato. Odbierz wszystko, co nam się należy.

Dalej chłopcy, tutaj.

- Pięknie wyglądasz, Ruby. - Dzięki.

- To na szczęście. - Już je masz.

To prawda. Póki mam ciebie.

Moja kolej.

- Właśnie cię szukałem, Surrett. - Witam.

- Przygotowałeś pieniądze? - Właśnie miałem to zrobić.

- Pójdę z tobą. - Możesz poczekać? Muszę coś załatwić.

W porządku. Ale nie próbuj mnie wykiwać.

- To twoja ostatnia szansa. - Nie martw się.

Zaraz się tobą zajmę. Napij się czegoś.

- Hej, Jack. - Tak?

Podaj panu Cole wszystko na rachunek zakładu.

- Co podać? - Kufel piwa.

Tak jest.

Ładne stado wołów wysłaliśmy dzisiaj, co?

Zapłacone byłyby ładniejsze.

Jak to? Nie zawsze płacimy?

- Z tego, co słyszałem, to nie. - Za bardzo słuchasz plotek.

Może tak, może nie.

Nazywasz mnie kłamcą?

Niczym cię nie nazywam.

- I wolałbym z tobą nie rozmawiać. - Zostaw ten rewolwer.

...w nadziei zmartwychwstania.

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje,

przyjdź królestwo Twoje... jako w niebie, tak i na ziemi.

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.

Odejść w taki sposób,

to takie okrutne, bezsensowne.

Obiecałaś, że nie będziesz płakać, mamo.

- Zajmiesz się panią Cole, John? - Nie musi pan.

- Ja się nią zajmę. - Tak jest, Harry.

Jesteś teraz głową rodziny.

Pogrzeb skończony. To on, szeryfie. Aresztuj go.

Czas, byśmy ukarali tych zbójów.

- Na co czekasz? Idź. - Nie popychaj mnie. Wiem, co robić.

- Witam, szeryfie. - Yancey,

mam nakaz aresztowania cię za morderstwo Matta Cole'a.

Więc mi go wręcz, zaraz. Na co czekasz?

- Pojedziesz ze mną do miasta? - Nie.

W porządku. Pojedź z szeryfem.

Dobra. Chodźmy.

Dalej, chłopcy. Chodź Al. W końcu prawo to prawo.

To jest twój powóz, szeryfie.

- Chwileczkę! - Wsadźcie go tam. Szybko.

Prawo jest po mojej stronie.

Dalej. Przepędzimy go z miasta w najlepszym stylu.

Po co próbujemy zrobić z Dodge City porządne miasto?

Gang Surretta przegania uczciwych osadników.

Jadą do Wichita albo Kansas City.

Jesteśmy wstydem Ameryki, Ellen.

Wiesz, co mówią gazety w Nowym Jorku?

Na zachód od Chicago nie ma prawa. A na zachód od Dodge City nie ma Boga.

Boję się, że mają rację.

Kobiety boją się chodzić same ulicami.

A jeśli chodzi o dzieci, żałuję, że Lee i Abbie do nas przyjeżdżają.

Wszystko będzie dobrze, chyba że są uparte jak ojciec.

Nie mamy żadnych wieści, odkąd wjechali do Teksasu.

Kiedy mają przyjechać?

Gdzieś mam to zapisane.

- Zawsze... - Leży na stole.

A tak. Dzięki.

Comments

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left