The first 200 lines.
Jestem wdzięczna.
Wiem, że masz krewnych daleko. Z chęcią byśmy wrócili.
- Na pewno dasz sobie radę? - Tak, bez obaw. Dzięki.
Wracam dziś do Detroit. Przylecę późno, ale...
dzwoń w razie czego. O każdej porze.
Poradzę sobie.
Nie wątpię. Uważaj na siebie, kochanie.
Dobrze. Pa.
DOM NOCNY
Kto ma lepszy gust muzyczny od pana młodego, ręka w górę.
Ktoś podniósł?
Tak, widzę parę rąk.
GRATULUJEMY ABSOLWENTOM
Oto wyniki egzaminów końcowych.
Poznęcam się nad trzecią klasą, bo tam widać największą zmianę.
Żółtawa linia to wyniki sprzed dwóch lat.
Niebieska – zeszłoroczne.
Różowa – tegoroczne.
Przyszła Beth.
Nie zagadujcie.
Różowa to tegoroczne. Co się zmieniło?
Liczba uczniów.
Wiem, ale nic się nie poradzi. Tak jest w całym stanie.
Nie możemy się wykręcać, mając najgorsze...
Przepraszam.
Cześć.
Nikt nie oczekiwał, że dziś przyjdziesz.
Muszę wpisać oceny.
Ja mogłam. Wystarczyło poprosić.
W porządku.
Przynajmniej mam jakieś zajęcie.
Trzymasz się?
Tak, jest dobrze.
Tylko kiepsko wczoraj spałam.
Nie do wiary, że w ogóle tam zasnęłaś.
Dobrze, pora na tę obiecaną 10-minutową przerwę.
Załatwcie się, rozprostujcie nogi,
zjedzcie pączka z kościoła baptystów i wróćcie na salę punktualnie o 8:40.
Pani Parchin?
Dzień dobry.
- Przepraszam. - Pukałam, ale...
Już się znamy.
Jestem mamą Huntera.
- Huntera... - McLaughlina. Uczy go pani.
Becky. Byłam u pani parę miesięcy temu.
Jasne.
Mam w tym roku masę Hunterów.
Ilu?
Ilu uczniów o tym imieniu?
Trzech.
Proszę usiąść.
Na pewno wie pani, o co chodzi.
Zajrzałam na stronę.
Syn dostał trójkę z mówienia.
Tak, rzeczywiście.
Sprawdzę.
Tak napisano.
Niech spojrzę.
Tak jest. Wygląda na to, że nie przedstawił referatu.
Ale mówił, że mógł go nadrobić.
Tak.
I nie nadrobił.
Miał przyjść w zeszły czwartek.
W ostatni dzień zajęć?
I ponoć pani nie zastał.
Tak, nie było mnie parę dni. Z przyczyn osobistych.
Z kolei jego nie było, gdy przedstawiano referaty.
Każdy ma czasem sprawę osobistą.
Dobrze.
Po prostu zwolnię go z tego zadania, dobrze?
Proszę, czwórka.
Nie tego chciałam.
Tylko czego?
Słucham?
Czego pani chciała, wchodząc tu?
Ustalić, dlaczego syn...
Mąż palnął sobie w tamten czwartek w głowę.
Nie słyszałam.
Nie – bo to sprawa osobista.
Prawda?
Jeśli to panią ciekawi...
wypłynął na jezioro z rewolwerem, o którym nic nie wiedziałam,
i bach! Prosto w usta.
Dlatego ocena któregoś Huntera z referatu z nieobowiązkowego przedmiotu...
naprawdę guzik mnie teraz obchodzi.
Chce pani czwórkę? Proszę bardzo.
Przepraszam...
Czyli piątkę?
Dobra.
Czwórka wystarczy.
Na rozkaz.
Mogę zrobić coś jeszcze?
Nie.
Dziękuję.
Bardzo pani współczuję.
- Cześć, Mel. - Hej.
Poszedłem zakryć łódkę, na wypadek gdyby miało padać.
Nie musiałeś.
Ale z ciebie kłamczucha.
Tylko się odpłacam.
Spadłaś mi z Owenem z nieba po śmierci Shelly.
Dzięki.
Mam ją stąd zabrać?
Tylko powiedz.
Raczej ją zostawię.
Pójdzie razem z domem.
Chcesz go sprzedać?
Może.
Zbudował go, więc trochę mi żal, ale...
No...
Spokojnie tu, ale i samotnie.
Mel, strzelałeś dziś rano koło 7:30?
Nie słyszałeś wystrzału?
Myślałam, że skoro jest cieplej i wyłażą węże...
Walę do każdego, który podpełza, ale nie dziś.
Jasne.
Daj znać, jeśli znów to usłyszysz, dobra?
Dobra.
Wracam do siebie.
A więc tam na dole będzie gabinet,
a tutaj – kuchnia.
A może tutaj?
A tu widzimy...
bicepsy. Wielkie bicepsy.
Oto mężulek.
Cześć, Owen, jak leci? Pracujesz?
Wiesz, że mamy od tego ludzi?
Nie musisz się siłować sam.
Spokojnie, wcale nie nagrywam.
Chyba że chcesz.
- Pokaż. - Nie, stój.
Chodź no.
DO ODDANIA
Dla Owena. Dobrze go wykorzystaj. -B
ANEKS KUCHENNY, JADALNIA
MYLĄCE WZORY
PRZECHYTRZ TO, NIE SŁUCHAJ
LABIRYNT
NASZ DOM
ODWRÓCONY PLAN
Owen: CHODŹ NA DÓŁ
Dobra, tęsknię
Kto tam?
NIE BÓJ SIĘ
Owen Łączenie...
Kto tam?
Beth...
Owen? Czy...
Wiem, że mnie...
Nie słyszę cię. Nie.
Ależ tak.
Wyjrzyj przez okno.
Dobra, tęsknię
Wiadomości Beth
Dobra, tęsknię
Na co patrzę?
Ty mi powiedz.
To twoje zdjęcie.
- Czyżby? - Tak.
Masz ładną bluzkę.
Przyjrzyj się.
Czy to ja?
Tak sądzę. Bo któż by inny?
To mnie ciekawi.
Albo ty, albo bardzo podobna do ciebie kobieta.
Sądzę, że to ty, kochanie.
Ładna bluzka, co? Nie mam takiej.
Jezu, Beth.
Nie zamartwiaj się tak.
To ty, jasne?
A jeśli nie, to...
na komórce męża trafiają się gorsze rzeczy
niż zdjęcia twojej sobowtórki w ubraniu.
Widać byłam w jego typie.
Przestań, Owen cię kochał.
Wręcz cię wielbił.
Z tego, co mówiłaś, nie miał powodu cię zdradzać.
Skąd pewność, że zrobił te zdjęcia?
Już i tak się nie wytłumaczy.
Cała kadra idzie się dziś napić. Oczywiście oprócz Clarka.
Pójdź z nami. Odetchnij od tego.
Pomyślę.
Po co grzebiesz w jego komórce?
Kurna.
Wybacz.
Strasznie kretyńskie i nieczułe pytanie.
Przepraszam.
Mieliśmy nic nie ukrywać.
Każdy coś ukrywa.
Nie przejmuj się tym.
Wspominaj swojego Owena.
W którym się zakochałaś.
Mógł być kimś jeszcze, ale nim też.
Jak jej było?
Maggie Monroe.
Moja wymarzona klientka.
Stwierdziła, że nie mam talentu do nauczania. Zna się.
W zasadzie na wszystkim.
Jezu Chryste.
To co? Przeczytamy tę książkę od niej?
No comments yet. Be the first to leave one.