The first 200 lines.
Już czas.
Musisz wspaniale wyglądać na pogrzebie. Jakbyś nadal żył.
Pogrążony we śnie.
Takiego cię zapamiętają.
AFTER.LIFE
O co chodzi?
O nic.
Kiedyś sprawiało ci to przyjemność.
Skarbie, przepraszam.
Kurwa!
Anna, o co chodzi?
Mam takie wrażenie...
jakbyś była zupełnie inną osobą.
- Chodzi o nas? Tak? - Nie, nie o to chodzi.
To o co może tu chodzić?
Nie wiem.
Słuchaj...
Chcę, żebyśmy znowu byli szczęśliwi.
Jesteś szczęśliwa?
Jestem.
Anna, bardzo cię kocham.
Czołem, Jack.
Nie słyszałeś, łajzo?
Głuchy jesteś? I kłapać jęzorem też nie umiesz?
Powiedz coś!
- Co tu się dzieje? - Nic, pani Taylor.
Nic? Nie wygląda mi na to.
Wracajcie do klasy. Natychmiast!
Wracać do klasy.
Jack, wszystko w porządku?
- Chyba nie żyje. - Który?
Ten? Przecież żyje.
Biedactwo. Przestraszył się. Widzisz?
Jordan, zajmiesz się George'em Shore?
/Msza żałobna /pamięci Jamesa R. Huttona
Jest tam ktoś?
- Jack? - Przestraszyłem panią?
Nie...
Drzwi są zamknięte.
- Nie powinieneś już być w domu? - Mama po mnie przyjedzie.
No dobra, muszę jechać.
- Dokąd pani jedzie? - Na pogrzeb.
Zmarł mój dawny nauczyciel gry na pianinie.
- Mogę też pojechać? - Nie, Jack.
Pogrzeb to bardzo... prywatne wydarzenie.
- Nigdy na żadnym nie byłem. - To byłoby niewłaściwe.
- Twoja mama by się nie martwiła? - Wątpię.
Na pewno tak.
Miłego dnia.
- Do zobaczenia jutro w szkole. - Do widzenia.
Powierzyliśmy naszego brata, Jamesa Huttona, łasce boskiej,
w niezachwianej nadziei na jego zmartwychwstanie...
Białe róże... Uwielbiał je.
Skąd pan wiedział?
Wydały mi się odpowiednie.
Pani Hutton, moje kondolencje.
Dziękuję, Anno. Wyglądasz na bardzo zmęczoną.
Nie, nic mi nie jest.
Wszystko w porządku.
- Przepraszam! - Kurczę, wystraszyłaś mnie.
Wybacz.
Twoje włosy.
- Nie podobają ci się? - Tego nie powiedziałem.
Po prostu są bardzo... czerwone.
Całkiem inna ty, prawda?
- Są państwo gotowi do zamówienia? - Tak. Prosimy kaczkę.
- Paul. - Zawsze tu jesz kaczkę.
Nie zawsze.
- Albo niech będzie. - Proszę bardzo.
Mają bardzo dobrą.
Posłuchaj, spróbujmy... Daj rękę.
- Spróbujmy się dzisiaj nie kłócić. - Dobrze.
- Co pijesz? - A właśnie.
Dobre.
I ma bardzo drogo wyglądającą etykietę.
Co to za okazja?
Muszę porozmawiać z tobą o nas.
Dostałem ofertę pracy w centrali w Chicago.
Oznacza to więcej pracy, obowiązków i zmian,
ale to świetna okazja, której nie można zmarnować.
Więc myślę, że już czas, abyśmy...
- Zostawiasz mnie. - Co?
Mogłeś powiedzieć mi to rano, zamiast próbować przekupić kolacją.
- Anna, zaczekaj. To nie tak. - Powiedziałeś, że będzie dobrze.
- Nie bądź śmieszna, to nie tak. - Nie jestem śmieszna.
Jezu, możemy zjeść posiłek bez sprzeczania się?
- Najwyraźniej nie możemy. - Tylko jeden posiłek!
- Najwyraźniej to dla mnie za wiele. - Też się nad tym zastanawiam.
- Pierdol się. - Proszę, ludzie patrzą.
- Nie rób tego. - Pierdol się!
Wariatka. Zupełnie jak twoja matka.
Nie jestem jak moja matka.
- Nie pobiegnę za tobą. - I dobrze!
Cholera.
Kurwa.
- Proszę, otwórz drzwi. - Nie chcę tego słyszeć.
Chciałem, żebyś ze mną... Nie rób tego!
Chciałem, żebyśmy razem przeprowadzili się do Chicago.
Cholera!
Proszę, nie odjeżdżaj! Cholera...
Pierdolony dupek.
Cholera!
Gdzie ja jestem?
W domu pogrzebowym. Nie żyjesz.
Miałaś wypadek samochodowy.
Cholera!
Uderzyłaś w ciężarówkę wyładowaną metalowymi rurami.
Nie umarłam.
Osiem godzin temu stwierdzono twój zgon.
Krew przestała płynąć w twoich żyłach.
Twoje komórki mózgowe powoli obumierają.
Twoje ciało zaczęło się rozkładać.
Nie umarłam.
To akt twojego zgonu.
Przyczyna śmierci: masowy uraz wewnętrzny.
Czas zgonu: 18:23.
Zginęłaś na miejscu. Koroner podpisał to wczoraj o 21:45.
Przykro mi.
Co się dzieje? Dlaczego nie mogę się ruszać?
Nie dotykaj mnie. Dlaczego to robisz?
Przygotowuję twoje ciało.
Musisz wspaniale wyglądać na pogrzebie.
Ale ja nie umarłam.
Wszyscy tak mówicie.
Powinnaś odpoczywać.
Boże...
Nie mogłam zginąć...
To musi być koszmar...
Obudź się...
/Obudź się.
Obudź się!
Anna...?
/Skarbie, nie zrozumiałaś. Chciałem cię zabrać do Chicago.
Musimy pogadać.
Wpadnę do ciebie przed pracą /i wszystko naprawimy.
/Obiecuję. /Zadzwoń, jak to odbierzesz.
Tak mocno cię kocham.
/To niedługo się widzimy.
- Szukam Anny Taylor. - Nie może pan tak tu wchodzić.
Nazywam się Paul Coleman i jestem jej narzeczonym.
- To jej klasa, prawda? - Nie przyszła dzisiaj.
- Zgłosiła, że choruje? - W ogóle nie zadzwoniła.
Dziękuję i przepraszam.
Jest nauczycielką.
Wiem, to zawsze trudne, kiedy ginie tak młoda osoba.
Tak, znałeś ją. Była na twoim pogrzebie.
Jest w dobrych rękach.
Witaj, Diane.
- Jest Anna? - Lepiej wejdź do środka.
O co chodzi?
Co się stało? Gdzie Anna?
Anna miała wczoraj wypadek samochodowy.
Moja córka nie żyje.
Oto, co się stało.
Wypadek samochodowy?
Kiedy? Jak to... O czym pani mówi?
Nie wiem.
Mówili, że stało się to przed 20:30.
Byliśmy w... Nie, byliśmy w restauracji.
Trzeba było nie pozwolić, by prowadziła w taką pogodę.
To niemożliwe.
To jakaś pomyłka.
Żadna pomyłka.
Jeszcze kwiaty... bardzo stosownie.
Co?
- Dlaczego pani nie zadzwoniła? - Odebrałeś mi ją.
Nie chcę cię w jej pobliżu.
- Proszę, nie rób mi krzywdy. - Jak mógłbym? Przecież nie żyjesz.
- To niemożliwe. - Więc co tu robisz?
Wypuść mnie.
Proszę, nikomu nie powiem. Obiecuję.
Nadal nie przyjmujesz tego do wiadomości.
Musisz mi zaufać.
Chcę ci jedynie pomóc.
Co się dzieje?
Dlaczego nic nie czuję?
Dlaczego mnie tu trzymasz?
Co robisz?
Nie bój się. Ten środek rozluźni twoje mięśnie.
Powstrzyma zesztywnienie pośmiertne.
Dzięki temu będę mógł przygotować twoje ciało.
Twoja matka przyszła wcześnie.
Przykro mi, pani Taylor.
Utrata dziecka jest straszliwą tragedią.
Proszę do mojego biura, omówimy szczegóły.
- Chcę ją zobaczyć. - Jeszcze jej nie przygotowałem.
- Nieważne, chcę ją zobaczyć. - Oczywiście. Proszę tędy.
Proszę mi wybaczyć.
Tak, jak mówiłem, dopiero zacząłem przygotowania.
Bardzo przepraszam.
Po co zachowywać ciało, z którego uleciała dusza?
Jej dusza nadal tam jest.
Ale to my cierpimy.
To nas pozostawiła.
Kto się mną teraz zajmie?
Pomyślałaś może o tym?
Potwierdzę dzisiaj datę z ojcem Grahamem.
Piątek, wedle pani życzenia.
Proszę działać wedle uznania.
To tylko szczegóły.
No comments yet. Be the first to leave one.