The first 200 lines.
Dziękuję.
Pieprzyć to!
No dalej.
Uwaga!
Uważaj!
Miłość…
- Szybciej! - …to najlepsza rzecz.
Kochanie jest zawsze miłe.
Więcej niż miłe.
To coś koniecznego.
Tereso de Rosendo…
czy bierzesz sobie José Luisa Paniza za męża?
Nie rób tego.
Tereso, nie możesz wyjść za mąż.
Kocham cię.
A ty mnie.
Chodźmy.
Ruszaj.
NETFLIX PRZEDSTAWIA
Twarz pana młodego mówi wszystko.
Tak będzie lepiej.
Nigdy jej nie lubiłam.
Przykro mi, ale i tak muszę cię policzyć.
Czekaj!
Ona wiele razy okazywała nam brak szacunku.
Cały czas.
Kiedy zapraszaliśmy was na obiad, miała inne plany.
Na moje urodziny, urodziny ojca.
Na naszą ostatnią rocznicę też nie przyszła.
A ty wszystkie święta spędzałeś u jej rodziców.
Powiedz mi, że to nieprawda
Że mnie nie zdradzasz Że wciąż jesteś ze mną
A gdy pojechałem do Portoryko…
Ależ to pyszne!
Świetny catering!
Hej! Wystarczy tej piosenki!
Jasne.
- Dziękuję. - Zagrajmy „El merenguito”.
Raz, dwa.
Raz, dwa, trzy!
Nagłośnienie i oświetlenie…
500 euro.
Fotografka. Pięć tysięcy euro?
Jest naprawdę dobra.
Fotki można robić komórką!
Mieliśmy zrobić zdjęcia ślubne komórką?
- Cóż… - Miały być ładne.
Wezmę wszystkie. Zapakują mi je?
Zabierzesz 200 polędwiczek z foie gras?
W miesiąc nie będzie po nich śladu.
I po jego wątrobie.
- Czemu ty za wszystko płaciłeś? - Znowu to samo. Teresa…
Teresa studiuje i nie ma pieniędzy,
a pary sobie pomagają.
- Ty mnie tego uczyłaś. - Studiuje?
Studiuje? Chyba studiowała.
I w międzyczasie robiła też wiele innych rzeczy.
De Jot Chucho.
Tysiąc euro.
Co to za „De Jot Chucho”?
Nic nie rozumiesz.
To DJ Chucho.
To disc dżokej, który puszcza muzykę!
To z nim odeszła.
Że co?
Świetnie. Nie zapłacimy mu.
Od początku mówiłam, że gość wygląda podejrzanie.
- Mówiłam czy nie? - Nic nie mówiłaś.
Nie lubię się wtrącać.
Chwila.
Ona taka nie jest.
Może dała się ponieść namiętności?
Ale namiętność z czasem zniknie, a wtedy ona do mnie zadzwoni.
I przekonamy się, czy odbiorę.
Serio?
Możecie już przestać?
Może „Paquito le chocolatero”?
- Nie, wynoście się. - Zapłacono nam, więc…
- Czemu zapłaciłeś im z góry? - Nie miałem wyboru!
Na weselach tak się robi!
Chodzi o miesiąc.
O czym ty mówisz? Jaki miesiąc?
Miodowy. Inaczej młodzi wyjeżdżaliby, nie płacąc za usługi.
- Cholera, miesiąc. - Co?
Miesiąc miodowy!
Rzuciła go panna młoda.
Dla innego.
Co oczywiste, jest przygnębiony.
- Nie. - Tak.
Proszę spojrzeć, jaki jest blady.
Do rzeczy, mamo!
Już sobie przypominam.
Norweskie fiordy.
- Nie… - Tak. Posłuchaj go!
Narzeczona chciała coś egzotycznego jak Mauritius,
ale on uparł się na fiordy.
A co jest z nimi nie tak?
Są do bani.
Ale w końcu się zgodził.
Nigdy nie umie postawić na swoim.
- Tak było. - Wiem.
I co zyskałem? Gówno.
Proszę pozwolić, że wyjaśnię.
Nie chodzi o podróż.
Wiele wycierpiałem.
- Wszystko było tak, jak ona chciała. - Zawsze.
- Wakacje. - Właśnie.
- Wesele. - Wesele też.
- Dom. - I dom również.
- Wszystko. - Poza wymarzonym narzeczonym.
Przepraszam.
Sam pan widzi,
że trzeba mi pomóc.
To dużo pieniędzy.
Pomoże pan?
Przepraszam, ale nie mogę.
- Dziękuję. Idziemy? - Nie, czekaj.
Mówiłem, że nie zwrócą nam forsy.
I jeszcze mnie wyśmiali.
- Dzięki, mamo. - Ale nie…
Zapomniałam telefonu.
Słuchaj pan.
Mój syn jest przygnębiony.
Pana to nie obchodzi, ale ja jestem jego matką.
Proszę nam zwrócić pieniądze albo podać inne rozwiązanie!
Niech poleci sam.
Sam? Umarłby z żalu.
A ja zaraz po nim.
- To jakiś pomysł. - Słucham?
Lećcie tam razem.
Mam wybrać się z moim synem w podróż poślubną?
Proszę posłuchać.
To najlepszy kurort na Mauritiusie, z prywatną plażą.
Luksusowy apartament z usługą kamerdynera.
Darmowe drinki.
Homary wielkości mojej ręki.
A najlepsze jest to, że wszystko jest wliczone w cenę.
Ta podróż to spełnienie marzeń.
Ale jest jeden warunek.
- Tak? - Nie ma mowy.
Nie polecimy tam razem.
Moim zdaniem to świetny pomysł.
Pieniądze się nie zmarnują.
Wpisał moje nazwisko na bilecie, usunął jej i gotowe.
- To nie wyjazd do Benidormu. - Właśnie. Tego ci trzeba.
Potrzebujesz światła, słońca, witaminy D.
Teraz potrzebuję?
Co lato mówisz mi, że słońce powoduje raka.
- Jak się nie nawadniasz. - Tak?
W hotelu jest otwarty bar.
Dobry Boże! Zobaczę ocean!
Byliśmy w Salobreñie.
Ryby były tam tylko w smażalniach.
Zostaw dzieciaka.
Nie zostawię go.
Spójrz na niego. Ma złamane serce.
Chodzi ci o ryby, nie o moje serce.
Nigdzie się nie wybieram.
Ani z tobą, ani z nikim innym. Wracam do życia.
Będę randkował. Mam powodzenie na Tinderze.
- I dobrze. - Widzisz, co narobiłeś?
Zniechęciłeś go.
- Ja? - Co to?
Nic takiego.
Mówiłam ci.
Co to za gówno?
Prezent ślubny. Sam go namalowałem.
Twój ojciec zaczął malować.
Kto cię uczył?
Jotub.
Tato, to straszne. Przygnębiające.
- Naprawię to. - Niby jak?
Mogę zastąpić twarz Teresy inną.
Może ludzką?
Kto ci się podoba? Może jakaś celebrytka?
Marta Sánchez, Chenoa…
Ana Torroja?
Trudno wybrać, bo wszystkie są cudne.
To jak? Mam zacząć się pakować?
Nie! Nie pakuj się!
Nie do wiary.
Czy ona pojechała w podróż poślubną z babcią?
W ogóle nie pojechała.
- Nie kłam. - Miałem dużo pracy.
Obiecałem, że zabiorę ją do Paryża,
ale ty się urodziłeś.
Ciągle to odkładaliśmy…
- I nie pojechaliście? - Nie.
Jak się masz?
Cześć. W porządku.
Biedactwo.
Prawda jest taka, że było mi ciężko.
Trzymaj się.
Nie ta, to inna.
Jej strata.
Jeśli czegoś ci trzeba, możesz na mnie liczyć.
Wpadłem na szalony pomysł.
Pewnie pomyślisz, że mi odbiło.
Ale powiem to, a ty zrobisz z tym, co chcesz.
- José Luisie. - Nie, nie odważę się.
No comments yet. Be the first to leave one.