The first 200 lines.
NIBIRU, planeta klasy M
Do licha, właśnie obezwładniłeś nasz środek lokomocji!
Wspaniale.
Biegiem!
Co im zabrałeś?
Nie wiem. Coś, czemu bili pokłony.
Kirk do Wahadłowca 1.
Tubylcy poza strefą zagrożenia. Możecie zaczynać.
Spock, zneutralizuj ten wulkan i wiejmy stÄ…d.
Musimy zrobić to teraz! Ten prom nie zniesie takich temperatur.
Kapitanie, czy tubylcy pana widzieli?
Nie widzieli, panie Spock.
Dyrektywa mówi wyraźnie: "Nie ingerować w życie innej rasy".
Znam Dyrektywę! Dlatego biegnę przez dżunglę w przebraniu!
A teraz zrzucaj ten lód i spadamy! Bez odbioru!
Gotowe.
Jeśli mamy to zrobić, to teraz!
Popiół uszkadza cewki!
Zastąpić cię?
To byłoby nielogiczne. Jestem już...
Spock, żartowałam.
- Uda ci się. - Ruszajmy! Już!
Chcą nas zabić!
Chcą nas zabić, Jim!
Widzimy siÄ™ za 90 sekund.
Zrób to!
SILNIK PRZEGRZANY
Nie utrzymam siÄ™ tu. WciÄ…gam ciÄ™, Spock.
Odmowa. Tylko tak ocalimy ten gatunek.
Jeśli wulkan wybuchnie, planeta zostanie zniszczona.
WciÄ…gaj go. Natychmiast!
Spock, co z tobÄ…?
To zadziwiajÄ…ce...
ale żyję. Odbiór.
Trzeba go uratować. Idę tam.
- Schodzimy z promu. - Nie zostawimy go! - Musimy!
Przykro mi, Uhura.
Wracamy na Enterprise. Uratujemy ciÄ™.
Kapitanie, opuszczamy prom. Musicie sami dostać się na Enterprise.
Wspaniale!
- Gotowa na kÄ…piel? - Tak.
Jim! Plaża jest tam!
Ale nie biegniemy na plażę!
O, nie!
NienawidzÄ™ tego!
Wiem!
Wie pan, że to absurd, żeby chować statek kosmiczny w oceanie?
Jesteśmy tu od wczoraj!
Scotty! Gdzie jest Spock?
Wciąż w wulkanie.
Kapitan na mostku!
Mamy łączność z panem Spockiem?
Żar powoduje zakłócenia, ale mamy kontakt.
Spock?
Urządzenie aktywne. Po zakończeniu odliczania wulkan wygaśnie.
A on zginie!
- Możemy użyć transportera? - Nie przy tym polu magnetycznym.
Muszę przenieść Spocka na statek. Powiedzcie, jak.
Może gdyby był w polu widzenia. Podlećmy bliżej...
Do czynnego wulkanu? Jeśli wybuchnie, raczej tego nie przetrwamy!
Możemy nie utrzymać wysokości.
Prom schował się w chmurze pyłu, ale Enterprise jest za duży!
Wykorzystany do misji ratunkowej, zostanie zauważony przez tubylców.
Spock, świetnie znasz prawo, musi być jakiś wyjątek.
Takie działanie pogwałci Pierwszą Dyrektywę!
Spock, próbujemy pana ocalić!
Potrzeby większości są ważniejsze niż jednostek.
Mówimy o pana życiu!
Nie można złamać prawa.
Spock!
Odzyskaj łączność.
90 sekund do wybuchu, sir.
Gdybym ja był na miejscu Spocka, a on na moim, co by zrobił?
Pozwoliłby ci umrzeć.
Spock!
Nic panu nie jest?
Pokazał im pan nasz statek.
Nic mu nie jest.
- Mostek do kapitana. - Tak.
- Komandor Spock jest na pokładzie? - Cały i zdrowy.
Proszę mu przekazać, że jego urządzenie zadziałało.
Gratulacje, Spock.
- Uratował pan świat. - A pan naruszył Pierwszą Dyrektywę.
Daj spokój, Spock. Widzieli nas. Też mi coś.
LONDYN, 24 lutego 2259 r.
Królewski Szpital Dziecięcy
Mogę ją uratować.
Co pan powiedział?
Pańską córkę.
Mogę ją uratować.
Kim pan jest?
Jim, odpuść.
Chyba go nie odbierzesz?
SAN FRANCISCO DOWÓDZTWO GWIEZDNEJ FLOTY
Spock, myślę, że właśnie po to dzwonił.
Czuję, że jest mało prawdopodobne, że nas wybiorą.
Czego więc może chcieć Pike?
Dali nam najnowszy statek, kogo innego mieliby wysłać?
- Jest wiele możliwości. - Spock - pięcioletnia misja!
Daleka przestrzeń! Niezbadane terytoria! Niesamowita perspektywa!
Witam, miłe panie. Jim Kirk.
- "Bez zakłóceń". - Słucham?
Tak pan opisał w dzienniku misję na Nibiru.
Żeby nie męczyć pana szczegółami.
Wulkan zwiększył aktywność. Gdyby wybuchł, byłoby po planecie.
- Wierzmy, że nie wybuchnie. - Coś mi mówi, że tak będzie.
Aktywność to rzecz względna. Może nasze dane były błędne.
A może pan Spock zdetonował tam ładunek zimnofuzyjny,
zaraz po tym, jak przedstawiciele prymitywnej cywilizacji
zobaczyli statek kosmiczny wynurzajÄ…cy siÄ™ z oceanu!
Tak pan to ujął, nieprawdaż?
Napisał pan raport? Czemu o tym nie wiem?
Błędnie założyłem, że poda pan prawdę w dzienniku.
Musiałem pana ratować.
Jestem za to wdzięczny, ale zarazem muszę ponieść odpowiedzialność...
Byłoby to szczytne, gdyby przy okazji nie rzucił mnie pan na pożarcie.
''Szczytne''? Czy to obraźliwa uwaga...
Panowie.
Gwiezdna Flota ma odkrywać i obserwować, a nie ingerować.
Gdyby misja poszła zgodnie z planem, nie zorientowaliby się.
- To szczegół techniczny. - My, Wolkanie, nimi żyjemy.
Sugeruje pan coÅ›?
Mam wiele sugestii. Do której dokładnie pan nawiązuje?
Wyjść.
Może pan odejść, komandorze.
Wie pan, jaki jest z pana wrzód na tyłku?
Chyba tak.
A więc, co pan sknocił i jakie wyciągnął pan wnioski?
Nie ufać Wolkanom.
Nawet nie umie pan odpowiedzieć. Skłamał pan w oficjalnym raporcie.
Zasady pana nie dotyczą, jeśli się pan z nimi nie zgadza.
Dlatego namówił mnie pan na zaciąg i dał mi swój statek.
Dałem panu swój statek, bo widziałem pańską wielkość.
Teraz widzę, że brak panu pokory.
- Miałem zostawić Spocka? - Nie o to chodzi.
Co pan by zrobił?
Nie narażałbym mojego pierwszego oficera!
To miał być zwiad na planecie, a nie zmiana biegu jej historii!
Pogwałcił pan kilkanaście praw Floty i nieomal zabił swoją załogę.
Nic się nie stało! Ilu członków załogi straciłem?
Myśli pan, że jest nieomylny, to pański problem!
Że zasady są dla innych!
Niektóre powinny.
Wykorzystuje pan swój fart, by usprawiedliwić zabawę w Boga!
Admirał Marcus zainteresował się tym zdarzeniem.
Powołał specjalny trybunał, do którego nie zostałem zaproszony.
Wie pan, czym pan zawinił.
I stracił pan Enterprise.
Wraca pan do Akademii.
Admirale...
Nie zamierzam pana słuchać, skoro pan nikogo nie słucha!
- Każda moja decyzja... - Dość!
Nie uznaje pan zasad, nie bierze za nic odpowiedzialności
i nie szanuje pan swojej pozycji.
Wie pan, czemu?
Bo nie jest pan na to gotowy!
LONDYN
ARCHIWUM PAMIĘCI USS KELVIN
PRZEKAZ DOSTARCZONY ADMIRAÅ
- Jak mnie pan znalazł? - Znam cię lepiej niż myślisz.
Już cię kiedyś znalazłem w takiej spelunie.
Pamiętasz? Nieźle tam oberwałeś.
Nie.
- Nie pamiętasz? - Było inaczej.
- Dostałeś wielkie lanie. - Nie.
Z nosa zwisały ci chusteczki.
Prawda?
To była niezła walka.
''Niezła walka''.
I to jest właśnie twój problem.
Oddali mi okręt.
Enterprise.
GratulujÄ™.
Niech pan uważa na pierwszego oficera.
Nie będę pracował ze Spockiem. Przeniesiono go.
USS Bradbury.
Ty będziesz moim Pierwszym.
Trochę mnie kosztowało namówienie Marcusa.
Czasem umiem być przekonujący.
Co mu pan powiedział?
PrawdÄ™.
Że w ciebie wierzę.
I jeśli ktoś zasługuje na drugą szansę, to właśnie Jim Kirk.
Nie wiem, co powiedzieć.
Chyba pierwszy raz w życiu.
Będzie dobrze, chłopcze.
''Sesja alarmowa, sala Daystrom''.
WzywajÄ… nas.
Włóż mundur.
Kapitanie.
Już nie, Spock. Pierwszy oficerze.
Mnie zdegradowano, pana przeniesiono.
Na szczęście nie było poważniejszych konsekwencji.
Chyba pan żartuje.
- Kapitanie... - Nie ''kapitanie''.
Ocaliłem panu życie. Pan napisał raport, ja straciłem okręt.
Teraz wiem, że powinienem pana uprzedzić o moim raporcie.
Wiem, że pan uporczywie przestrzega prawa. Ja tak nie potrafię.
W moich stronach nie wbija się noża w plecy komuś, kto ratuje ci życie.
Wolkanie nie kłamią.
No comments yet. Be the first to leave one.