The first 200 lines.
Cześć.
DZIEŃ PIERWSZY
Proszę.
Czasem ma się wrażenie, że nic się nie zmienia.
To nieprawda.
Zmienia się.
Musi.
Nie mówię, że to łatwe.
Zmiana wiąże się z poczuciem straty.
Poza tym
możemy czuć opór.
W końcu tyle rzeczy wymaga zmian.
Od czego zacząć?
Gdy się tak poczujecie,
to znak, by zacząć pracę.
Nad czymkolwiek, co was kręci. Wystarczy zacząć.
Rozejrzyjcie się.
Nie jesteście sami.
Nigdy nie myślcie, że nic się nie da zrobić.
Proszę was.
Tego wam życzę.
Po tych zajęciach
nie będziecie się bali używać słów.
To wszystko.
Macie 90 minut.
Powodzenia.
Brawo.
Pani profesor, chciałam podziękować.
Miałam naprawdę ciężki harmonogram.
Miło mi, Gretchen, ale to twoja zasługa.
Nie ma pani innych kursów?
Lubię uczyć podstaw.
DZIĘKUJĘ
Będzie mi Pani brakowało! Gretchen.
Jest takie powiedzenie. „Kto się na czymś nie zna, uczy”.
A kto nie umie uczyć, zostaje dziekanem.
To temat na inną rozmowę.
George odegrał ważną rolę
w tworzeniu kultury naszego wydziału.
Wszystkich nas obdarowywał wiedzą
i podnosił na duchu swoim poczuciem humoru.
Jestem zaszczycony i wdzięczny,
że mogę nazywać cię kolegą, mentorem i kumplem od wędki.
Uwierzcie, gość łowi jak mało kto.
Widziałem, jak złowił pstrąga
na płyciźnie.
Poważnie.
Dość zawstydzania go.
Za George’a.
Dzięki.
Ciężko będzie cię zastąpić.
Arthurze.
Jak się trzymasz, Sandra?
- Dobrze. - To dobrze.
Nie chciałem mówić przy wszystkich.
Moje kondolencje.
Najważniejsze, że już nie cierpi.
Tak. Jest w lepszym miejscu.
Mam małe pytanko.
No to chodź ze mną, bo muszę już się zbierać.
Gretchen, masz jakąś torbę na te rzeczy?
Widziałeś czerwoną furgonetkę?
Ciężko nie widzieć.
Tutaj są wszędzie.
- Hej. - Miłego.
- Wesołych świąt. - W kanionie.
Stała na moim wjeździe.
To pewnie myśliwi.
Nie wiem.
Susan kilka lat temu straciła matkę.
To przypomina o nierozwiązanych sprawach.
Wymaga czasu. Bądź dla siebie wyrozumiała.
Pewnie masz rację.
I widzimy się na przyjęciu!
Będzie ajerkoniak!
Czołem! To prywatna posesja.
Proszę tu nie parkować. Dziękuję!
DZIEŃ DRUGI
Chodź!
Chodź, piesku.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Ładne miejsce.
Chcieliśmy się wybrać w góry.
Nie będziemy wchodzić pani w paradę.
Nie widział pan karteczki? Wczoraj ją zostawiłam.
Pierwsze słyszę. Co pani napisała?
Prosiłam, żeby tu nie parkować.
Uh-huh.
Ciężko tu o bazę wypadową.
Można podjechać z drugiej strony.
Z drugiej?
Daleko to?
Jakieś 25 kilometrów.
Aż 25.
Nie zamierzamy
do nikogo strzelać.
Tak sądzę.
Ale każe nam pani brnąć 25 km przez śnieg.
Nie. I niczego nikomu nie każę.
Mówię tylko, że należy spytać, zanim się u kogoś zaparkuje.
Kojarzę panią.
Czyli to ten kanion.
Jeszcze zdążymy dojść do Blackfoot.
Olej ją.
Wsiadaj.
Przegięcie.
Nikt nie podważa samej koncepcji.
Przede wszystkim należy
przyjrzeć się kwalifikacjom.
Jak już mówiłem,
mamy przedstawić trójkę najlepszych kandydatów.
I tyle.
Ale co oznacza „najlepszy”?
Nie kierujmy się parytetami.
Oczywiście. Nikt nas nie zmusza.
Trzeba tylko uwzględnić
parę czynników.
Ktoś chce coś dodać?
Tak, Faith?
Dla mnie nauka polega
na zadawaniu pytań
i kwestionowaniu.
Wielu z moich najlepszych uczniów to rdzenni Amerykanie
z rezerwatu.
Wnieśli powiew świeżości.
Powinniśmy czasem posłuchać tych,
którzy mają inny punkt widzenia.
Nazwijcie to różnorodnością.
Nieważne.
Mam wrażenie,
że słuszne jest
angażowanie różnych ludzi,
a nie trzymanie się utartych schematów.
Dziękujemy za te uwagi, Faith.
To będzie priorytet.
Dobrze.
Pan jest moim pasterzem. Psalm 23:1
Kościół baptystów Nowy orlean, 1983
DZIEŃ TRZECI
AKADEMIA POLICYJNA
DZIEŃ CZWARTY
Proszę przeliterować nazwisko.
G-U-I-D-R-Y.
Cassandra Guidry.
Ciekawe.
Skąd pani pochodzi?
Nowy Orlean.
Nowy Orlean.
Jak na niego mówią?
- Big Easy. - Właśnie.
Pamiętam.
Miasto z historią.
Pracuje tu pani?
Wykładam na uczelni.
Naprawdę?
Jaki przedmiot?
Przepraszam.
Czy to istotne?
No tak.
Przepraszam.
Pierwszy kontakt...
Jedyny kontakt miał miejsce na wjeździe.
Chcieli tu zaparkować.
- Tak, dwa dni temu. - Rozumiem.
Czy ci mężczyźni pani grozili?
Nie otwarcie, ale chcieli mnie zastraszyć.
Rozumiem.
Pani Guidry.
W mieście
wtargnięcie na posesję jest złe.
Wtedy się wzywa policję.
Tu jest nieco inaczej.
Zasadniczo
rozwiązujemy takie sprawy między sobą.
Drobnostki puszcza się płazem,
żeby uniknąć większych...
Panie władzo, strzelili mi w drzwi strzałą.
Rozumiem, ale odholowała pani ich wóz.
Może niepotrzebnie,
ale miałam takie prawo.
Oczywiście.
Jednak sama pani rozumie,
że ktoś mógłby się zirytować.
Ostrzegam,
że dla tych dżentelmenów
angażowanie miejscowych władz
może wyglądać na eskalację.
Dlaczego tak ich pan nazywa?
Zapisała pani może numer rejestracyjny?
Tak, 238395.
Po co to pani pozbierała?
Większość ludzi
po prostu by to wyrzuciła.
Nie jestem jak większość.
No tak.
Cóż.
Dziękuję za poświęcony czas.
Co teraz?
Wiem, kim są ci chłopcy.
No comments yet. Be the first to leave one.