The first 200 lines.
W poprzednich odcinkach:
- Miło było współpracować. - Odchodzisz?
- Mick wie? - To jego pomysł.
Gdybym była z kimś tak namiętnym i charyzmatycznym,
- też pisałabym o sobie. - Tak.
Martina i mnie łączyła namiętność. Simona i mnie - rozmowy.
Użyjcie ust do czegoś innego.
Idealna.
Wciąż się zastanawiamy, jaki chcemy mieć ślub.
Nie zaszkodzi zacząć planować.
Mam zamiar wydać Porter Fund.
Jesteś zawieszona bez wynagrodzenia
na czas dochodzenia.
Dzięki.
Wydaje mi się, czy to dziwne?
Że się zaręczyliśmy?
Chcemy spędzić razem życie,
ale nie możemy spędzić jednego dnia sami.
Mieliśmy być tu tylko we dwoje, prawda?
Też tak myślałem.
Tak, lokalizacja jest ważna.
Ale trzeba wybrać motyw. Motyw warunkuje miejsce.
Dziwaczny. Romantyczny. Nie, vintage.
Opuszczona wyspa.
- Czyli że plaża? - Nie, Wyspa Gilligana.
Wydaje mi się, czy nie chcą naszej pomocy?
- Zdecydowanie nie chcą. - Dobra, wycofamy się.
Ale ślub Kevina oznacza zmianę w rodzinie.
Każdy z nas może spojrzeć w przyszłość i zacząć od nowa.
No i wesela są super.
Przesadzacie. To dopiero za rok.
Connor, w ślubach chodzi o szczęście,
radość, pozytywne nastawienie i przyszłość pełną nadziei.
Chcesz radości?
Radośnie robię research dla wujka. Znowu.
A ja cieszę się, że znaleźliśmy idealną gospodę, którą chce kupić ktoś inny.
A ja jestem uradowana...
wszystkim.
Kiedyś lody wszystko naprawiały.
Straciły swoją magiczną moc.
No to... wracamy do planowania ślubu?
Pewnie fajnie jest odzyskać klub.
Tak. W niewielu miejscach wciąż czuję się jak w domu.
Rozumiem.
Zaczyna przypominać miejsce, w którym słucha się muzyki.
Po to go stworzyłem.
Zawsze marzyłem o własnym lokalu,
gdzie początkujący artyści mogliby rozwijać swoje brzmienie.
- Tak znalazłeś swoje? - Ja? Nie.
Od zawsze kochałem muzykę dzięki mamie.
Ale dopiero w trasie odnalazłem swoje brzmienie.
A teraz wróciłeś.
Taki był plan.
Odwdzięczyć się branży muzycznej za to, co mi dała.
Czas na kolejny rozdział w życiu.
Ale dość o mnie. Nic o tobie nie wiem
poza tym, że przedłużasz sobie przerwy
i raczej nie jesteś wyjęta spod prawa.
- Raczej? - Szanse są pół na pół.
Nie chcesz o mnie słuchać. Mam nudne życie.
Czyżby?
Nigdy nie chciałem Nosić uniwersalnych marzeń
Skąd znasz moją piosenkę?
- Słyszałeś ją raz. - Spodobała mi się.
To o czym jest?
O moim chłopaku. Byłym.
Miał być wielką gwiazdą rocka.
A ja miałam za nim jeździć po kraju
i być na każde skinienie.
Co się stało?
Uznałam, że stać mnie na więcej, i rzuciłam go w Atlancie.
I tak źle mnie traktował. Zawsze liczył się tylko on.
- Przynajmniej masz z tego piosenkę. - Połowę.
- Wciąż próbuję to rozgryźć. - Trafiłaś w dobre miejsce.
ŚLEDZTWO W SPRAWIE PIRAMIDY FINANSOWEJ PORTERA
- Luźny wtorek? - Nie idę dziś do pracy.
Zajmę się Carrie i Caitlyn, a potem pójdę na wolontariat.
Czytałaś o Porter Fund?
Dobrze, że z nich zrezygnowaliście.
Teraz to problem Hunter Drew & Associates.
Kiedy robiłem sobie wolne od pracy,
chodziłem na czekoladowe eklerki do Ross' Bakery.
- Uwielbiałam je. - Ile można jeść babeczki.
Nie powiem babci, że tak powiedziałeś.
- Gdzie ona jest? - Musiała wcześnie wyjść.
Coś załatwia. To tajemnica.
- Czyli nęka burmistrza? - Tak obstawiam.
A jak sobie radzisz?
Jesteś nieco nerwowy, odkąd babcia wróciła z Irlandii.
Tak?
Może dlatego, że nie powiedziała mi o chorobie.
Poleciałbym jej pomóc.
- Pewnie dlatego nic nie mówiła. - Pewnie tak.
A zatem wolontariat i wolne od pracy?
I od rozmów o pracy.
Żadne z nas nie jest do tego zdolne.
Mówisz, że niedaleko pada jabłko od jabłoni?
Mówię, że jestem z ciebie bardzo dumny.
Dzięki, tato.
Ale jesteście podekscytowane.
Mama zgłosiła się do pomocy przy lunchu.
- I pomoże mi w lekcji. - Matematyka.
Muszę odświeżyć tabliczkę mnożenia.
- Dzień dobry! - Nie dostałaś SMS-a?
- Odwiozę dziewczynki do szkoły. - Przyszłam do taty.
Wiesz co? Chyba cię posłucham
i kupię sobie później eklerkę.
Widzisz? Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Robisz jak ja. - Tato.
Całe życie robię tak, jak ty. Pa.
- Pa. Miłego dnia. - Pa.
Jakie plany na dziś?
Zaraz mam spotkanie z prawnikami,
potem lunch, potem spotkanie z innymi prawnikami.
A potem dla urozmaicenia spotkam się z prawnikami.
Jeśli chcesz oderwać się od tej świetnej zabawy,
idę oglądać miejsca na ślub Kevina.
Chętnie poznam twoje zdanie.
I żadnych prawników.
Mówię ci, Darius. Spodoba ci się.
To mały lokal, ale dźwięk jest pierwsza klasa.
Trzy tygodnie?
Nie, byłoby świetnie.
Tak, niedługo was odwiedzę.
Dobra.
Jak na kogoś, kto spełnił marzenie, nie wydajesz się szczęśliwy.
Mam swoje marzenie, ale brakuje w nim muzyki.
Nie mogę nikogo znaleźć na ostatnią chwilę.
Może Dierks lub Hunter.
Dobra.
A może ty?
- Żartujesz. - Wcale nie.
Nie znajdziesz lepszego miejsca na pierwszy występ.
No i jestem pod ścianą.
Nie mogę. Nie dam rady.
Zastanów się.
Dobra?
Zakładasz, że będziesz moim drużbą?
Nie masz innej opcji.
Dopiero się zaręczyliśmy. Wyluzujmy trochę.
Byłem wyluzowany, dopóki nie spotkałem się z siostrami.
Przeładowały mnie radością, której nie mogę się pozbyć.
Dopiero zaczynamy omawiać wspólne życie.
- Dużo przed nami. - Rodzina musi to uczcić.
Nasza rodzina świętuje wszystko.
Chesapeake Shores świętuje wszystko.
Nie pozwolę, by mój ślub był rekompensatą.
Za późno.
Twój ślub był wymówką do rozmowy z Danielle o przyszłości.
- To bardzo wyrachowane. - Racja.
Zadziwiające, ile można ujawnić o własnym życiu,
udając, że rozmawia się o życiu innych.
Czego się dowiedziałeś?
Że Danielle ma dość wyrobione zdanie
co do niepotrzebowania rodziny.
- Kiepsko. - Wiem.
Cześć, babciu.
Co ty tu robisz?
- Przyłapałaś mnie. - Fajny strój.
Przygotowuję się do maratonu.
Dopiero miałaś zapalenie płuc. Uważaj.
Dziękuję.
Co się tu dzieje? Czy twoje babeczki są kupne?
Nie wygłupiaj się.
Miałam rano dużo do załatwienia,
no i politykuję w ratuszu.
Chyba raczej nękasz burmistrza.
Trzeba utrzymywać kontakt z politykami, których się wybrało.
Miłego dnia.
- Nie przesadź z cukrem. - Dobra.
- OK. - Pa, babciu.
EKLERKI
Przepraszam.
Proszę pana?
To ostatnia eklerka?
Mogę ją pani oddać.
To żart, tak?
Mogę oddać nieugryziony koniec.
- Nie trzeba, dziękuję. - Jak pani chce.
Otworzy mi pani drzwi?
Poważnie?
Dziękuję.
Zerwiesz z nim?
Nie. Dlaczego?
Bo nie jesteś szczęśliwa?
I co? Wiele osób jest w nieszczęśliwych związkach.
Nie dlatego ludzie ze sobą zrywają.
Właśnie dlatego zrywają.
Ale jest inteligentny, przystojny i...
uroczy, zabawny.
- Ma wspaniały akcent. - To prawda.
I dba o mnie. Więc może...
Może nie potrzeba namiętności,
by mieć namiętny związek.
Nawet dla mnie to nie ma sensu.
Ale jest taki...
inteligentny...
przystojny, uroczy, zabawny i ma wspaniały...
Akcent?
Już to mówiłaś.
No comments yet. Be the first to leave one.