The first 175 lines.
Hej, solenizantko! Sto lat!
Bawcie się dobrze. Pamiętajcie, wybierajcie…
z głową.
Ej, kelnerka!
Bądź tak miła i przynieś więcej tych łobuzów.
Sam sobie przynieś. Obsługuję VIP-ów.
Nie przejmujcie się. Jesteście ważne.
Piłka!
TATUSIEK
- Szybko! - Przecież się spieszę.
Proszę.
- Ava, mamy problem. - O co chodzi?
Czujniki coś wyłapują. Odliczanie czasu i sygnatura ciepła.
Pod basenem.
Co? Ile czasu?
- Osiemdziesiąt trzy sekundy. - To bez sensu.
Widzę nasz cel. Samobójstwo nie jest w jego stylu.
Nie byłbym tego taki pewny.
Tak samo jak ty.
Po co do mnie zagadałeś?
Udaję pajaca z Vegas.
Pasuje do ciebie jak ulał.
Sześćdziesiąt sekund.
Jestem gotowy.
- Gomez, teraz ty. - Mam go na celowniku.
Przyozdobię mu głowę dziurą. Powiedz tylko słowo.
McKnight, nic nie mów. Koslov to nie męczennik.
Zabicie go nic nie zmieni.
Nie ma czasu na dezaktywację atomówki.
Telefon może być detonatorem.
Mam czyste pole.
Pozbędę się ochroniarza bez ofiar.
Zniweczysz miesiące ciężkiej pracy.
Nie strzelaj. To rozkaz.
- To ja rozkazuję. - A ja tobie.
Jeszcze tego nie załapałeś?
- Dwadzieścia sekund. - Winters.
Mamy go powstrzymać, a nie patrzeć, jak wysadza Vegas.
Niczego nie wysadzi, dopóki jest tak blisko.
- Skąd ta pewność? - Za to mi płacą.
- Dziesięć sekund. - Strzelać?
Nie. To biznesmen, nie samobójca.
Pięć, cztery, trzy…
- Czekaj! -
Sygnał pochodził z konsoli DJ-a.
Musieli podpiąć fajerwerki.
No co ty, serio?
Mówiłam.
Wybaczcie. Sprzęt jest wyczulony.
Szafa gra, Techniaro. Nikt nie jest idealny.
Ten sześciopak temu przeczy.
Nie możemy popełniać błędów.
Ogarnąć się.
Tak jest. Zrozumiałam.
Wchodzę.
Oto ona. Klejnot Las Vegas.
Nie jestem aż tak twarda.
Płynnie znasz rosyjski. Skąd jesteś?
Kalamazoo w Michigan.
Ciotka mieszka w Moskwie.
Dlatego wyróżniasz się urodą.
Jeśli chcesz się wyrwać, mam odrzutowiec.
- A dokąd? - Wtedy zniknie aura tajemniczości.
Powiedzmy, że lepiej na tym wyjdziesz.
Czemu tak mówisz?
Coś mi mówi, że nic tu nie zostanie.
Daj mi swój numer. Zadzwonię, jak będę wychodził.
Nie mów nikomu, bo mnie wyleją.
Będę milczał jak grób.
Szefie, goście przybyli na obiad.
Czekają.
Niech czekają, to przystawki.
Przyjdę na danie główne.
Co za sztywniaki.
Muszę iść. Do zobaczenia.
Zdecydowanie.
Georgie!
Koslov spotyka się z kupcami.
Gomez, zbiórka z przodu. Pościg za celem.
Nie. Jak coś wyczuje, to zwieje.
Ivan to dzikus, ale jest ostrożny.
- Mamy więc nic nie robić? - Tego nie powiedziałam.
Bierz helikopter.
ZMASAKROWANI
HOTEL RIALTO LUXURY TOWERS LAS VEGAS BOULEVARD
Siemka!
Jest cała banda.
Wybaczcie spóźnienie.
Chciałem skorzystać z Las Vegas, zanim będzie po imprezie.
Prawdziwa piękność, co?
Pięć kiloton niszczycielskiej mocy.
Obróci miasto w proch i na dodatek mieści się w bagażniku.
Mobilna i nie do wykrycia.
Wystarczy ustawić zegar i odlecieć.
A za kilka godzin nad miastem powstanie…
…grzyb atomowy.
- - Prawdziwa.
- Środki są na twoim koncie. - Cudownie. Można świętować.
Pamiętajcie o umowie.
Wciśniecie guzik dopiero, jak będziemy 6000 m nad ziemią.
Poczekamy, aż obsługa poda drinki.
Woli „stewardesa”. Interesy z wami to przyjemność.
TRANSMISJA SYGNAŁU
Tu armia Stanów Zjednoczonych. Wszyscy ręce za głowę.
Suka!
No to ich zaboli.
Zaczynam ostrzał.
Puszki wystrzelone. Teraz wy.
Oszczędzać amunicję. Winters chce ich żywych.
Zabić wszystkich!
Zmiana planów! Zdejmujemy ich!
- Orzeł czy reszka? - Orzeł.
- Nieźle. - Wiem.
Kurwa.
- - Skurwielu.
Bierz go.
- Mam pusto. Daj mi magazynek. - A gdzie „dziękuję”?
Wschód czysty. Sprawdzić tyły.
Winters.
To Koslov. Ma bombę.
Kurwa.
Gomez. Pomożesz?
- Brak celu. Minuta. - Nie mamy tyle.
Tak się mówi.
Trzy, dwa, jeden. Czas do spania.
Czysto.
Z tym się zgodzę.
Jest w którymś pokoju.
Czysto!
Co, do chuja?
- Nie zabijajcie mnie. - Jesteśmy z rządu. Nic ci nie będzie.
- Ktoś imprezował. - To nie moje.
Tylko się z nim bzykam.
Nie wiem, czy jest dilerem. Nie biorę. Zwykle.
Zabierzemy cię w bezpieczne miejsce. Poczekaj tu.
Zostawicie mnie tu?
Ćśś.
Musi być tu.
Jest w potrzasku.
- Może być z armią. - Dawać ich.
Czekaj.
To skarbiec.
Drzwi ze stali. Złamiesz nogę.
Lerner. Drzwi z elektronicznym zamkiem. Dasz radę otworzyć?
Pewnie. Moment.
Szukam częstotliwości.
- Szybciej. - Tak jest. Teraz pójdzie.
Wymiatasz, Techniaro.
Wymiatam.
Odsuń się od bomby. To koniec.
Mój klejnot Las Vegas. I tu się mylisz.
Aktywowałem broń.
Nie dasz się zlikwidować.
Nie.
Ale w takim razie po co dreptać w miejscu?
Nie blefuje. Twój saper jest dobry?
Najlepszy.
Oby.
Jeszcze dwóch!
Gdzie Hagerty?
Dobra.
Pokażcie to cholerstwo.
Mamy trochę czasu.
Gorący ten kiciuś.
Podłączone C4. Dodane EET.
Ale ślicznotka.
Wam też zaczyna stawać?
- Co on robi? - Szuka piosenki.
Saperzy to dziwacy. Ale uwierz, to artysta.
Niech robi swoje.
Znalazłeś wreszcie?
Spokojnie, kochana.
Chodzi o to, by zapomnieć, że zegar tyka.
A więc? Zegar nie tyka.
- Zegar nie… -
No comments yet. Be the first to leave one.