The first 200 lines.
OPARTE NA PRAWDZIWEJ HISTORII
Nie możemy już chodzić do mnie. Ermanno wraca. Spierze mnie.
Eleno, idź do Marcelli.
Nie odbiera telefonu.
Spróbuj jeszcze raz.
Musisz iść.
- Nie zostawię cię. - Idź!
Trzymaj się za mną.
Elena…
Wsiadaj.
Wolę się przejść.
Daj nam dziecko.
Przestań!
Super! Świetna robota!
Potrzebuję chwili.
Dobra robota.
- Skończyliśmy, możecie sprzątać. - Dobra.
1 LISTOPADA 1978 R.
Proszę się cofnąć.
Cofnijcie się.
Proszę.
- Jaki to film? - Rzym bez litości.
Uwielbiam tę aktorkę! Kto jeszcze pracuje nad tym filmem?
Ja, proszę pani. Kto inny? Proszę się cofnąć.
Ostrożnie.
No dobrze.
Nie, źle. Wkładasz je do durszlaka
i dodajesz garść soli.
A kiedy nałożysz wszystkie warstwy na wierzch,
przykrywasz to talerzem…
Nie znoszę polityki.
Od miesięcy słyszymy to samo.
…demonstracje i protesty…
Lepiej?
On też gada o polityce.
Nie znoszę go.
Chwileczkę.
Film zaczął się dziesięć minut temu.
Ale pierwsze 10 minut złapiesz na następnym seansie.
Wejdę teraz, dziękuję.
Jak już mówiłam, trzeba poddusić bakłażana.
Gdy puści wodę, jest gotowy.
Co?
- Nie jesteś zazdrosny? - Nie.
Szkoda.
Będę studiować architekturę.
- Nie przyjmą cię. - Zobaczysz.
Przyjmą cię do zoo.
Bociany wracają.
Szybkie, z wyprostowanymi nogami i długimi dziobami, stawią czoła burzy…
Ładne linie, prawda?
Piękne i głębokie.
Przestań! Nie!
Poddaj się!
Wygrałam!
Poddaję się! Wygrałaś.
Wygrałam!
No dobrze.
- Wezmą cię do wojska? - Oczywiście.
- Wyjedziesz? - W ten czy inny sposób.
Nigdzie nie pojedziesz.
Nie zgrywaj bohatera, nie wezmą cię.
Czemu nie?
Mądrych nie biorą.
Głupcy pójdą na wojnę.
Nie chcę, żebyś mi dokuczał.
No cóż…
- Muszę ci coś powiedzieć. - Nie chcę tego słuchać.
Pójdziesz ze mną na papierosa?
Na korytarz.
Nie, dzięki.
- Słuchaj… - Co mi dasz jutro?
To tajemnica.
Nie chcę słodyczy, które od razu zjem, a potem zapomnę.
Chcę czegoś trwałego. Jak ty i ja.
Czegoś na lata.
Pocałuj mnie.
Gdy trzymasz mnie w ramionach, nie boję się niczego,
nawet wojny.
Bądź blisko.
Nie widziałem zakończenia.
Tylko pierwsze dziesięć minut.
- Obejrzałem do końca. - Tak, w łazience.
Nie, na sali.
Patrzyłeś na ludzi obok.
Jest nowy.
- Ciacho. - Chwila.
- Facet z wczoraj był lepszy. - Kto? Blondyn?
Nie, pasztet jakiś.
Jeden z tych, którzy mówią: „Dzięki, nie palę”.
Myśli, że jest kozak, ale to pozer.
Tak.
Chcesz zapalić?
Dzięki.
Już gdzieś cię widziałem. Często tu przychodzisz?
Nie, to mój pierwszy raz.
Naprawdę?
Przyszedłem przypadkiem.
Często tu przychodzisz?
Czasem, gdy chcę obejrzeć dobry film.
Chodź ze mną.
Zaczekaj, proszę.
Co?
Nie tutaj.
To po co tu przyszedłeś?
Żeby być z tobą sam na sam.
Ale jesteś podniecony.
Bardzo.
Ale tutaj nie mogę.
Jestem Enea. Jak masz na imię?
- Pietro. - Ładne imię.
Nie mam ochoty. Nie tutaj.
Gdzie?
Sam nie wiem.
Nie podobam ci się?
Nie…
Wręcz przeciwnie, dlatego nie tutaj.
Serce ci wali.
Jesteś wariatem?
Przepraszam.
Widzimy się tu jutro?
Jasne.
Pa, Titti.
Dzisiejszy film był wzruszający?
- Czemu? - Wychodziliście tacy rozmarzeni.
Był bardzo dobry.
- Nawet nie obejrzałeś do końca. - Jutro obejrzę.
Jutro go nie gramy. Codziennie zmieniamy filmy.
Dziś było lepiej niż w zeszłym tygodniu.
Bez wątpienia.
- Nadal pracujesz przy filmach? - Czasem.
Jeszcze się uczę i czasem asystuję na planie.
Poważnie?
Masz szczęście. Chciałabym grać w filmach.
Chciałam zostać aktorką.
Zadzwonisz do Titti, jak będziesz reżyserem?
Chciałbym.
- Do jutra. - Słuchaj.
Na przyszłość bądźcie ciszej.
Zamknij się.
Chciałbyś być tak głośny jak oni.
Pa, Titti.
Skończyłeś księgowość?
No to idź. Już.
Tato?
Przepraszam za spóźnienie.
Jak tam film?
- Dobry. Bardzo… - Romantyczny.
Spodobałby ci się.
To już potwierdzone. Niedługo wyjdę.
Nowe serce.
Musimy zobaczyć, jak zareaguje na stare ciało.
Nie przesadzaj. To tylko jedna zastawka.
Prosty zabieg.
Tak ci mówią.
Wiem, co mówię.
Nie studiuję botaniki.
Faktycznie.
Przepraszam, doktorze.
Dobry wieczór.
Jesteśmy w kuchni.
Niedługo będę spał u ciebie.
Co się stało?
Szalona Catherine grozi, że się spakuje i wróci.
To też jej dom. Jej mąż to dupek.
Ale seksowny.
Dobry wieczór, Carlo.
Tym razem bardzo mi się podobało.
Mnie też.
Czyli to prawda, nie kłamałeś.
Naprawdę nic nie robiliście?
To nie ten typ.
Jest nieśmiały, niezdarny.
To chyba jego pierwszy raz.
Tak, ale poszedł za tobą do toalety.
Był napalony, ale nie mógł tego zrobić.
Jeśli tak, to już się nie zjawi.
Powiedział: „Do zobaczenia jutro”.
- Jestem prawie pewien, że przyjdzie. - Prawie.
To „prawie” to wszystko, co mam.
Nie mogę o nim zapomnieć.
Muszę znaleźć inne miejsce, nie zrobi tego w toalecie.
Chyba mu się nie dziwisz, kotku?
Jutro po południu mamy zajęcia.
Powiem, że jestem chory.
Jeśli tak dalej pójdzie, w końcu cię wyrzucą.
Wolontariat na planie od czasu do czasu jest w porządku,
ale robisz to zbyt często.
Nie mogą mnie wyrzucić, jestem zbyt utalentowany.
Gdybym miała choć odrobinę tej pewności siebie, zmieniłabym swoje życie.
Ja też, z tym ciałem i tyłkiem.
Szowinistyczna świnia.
- Zostań na noc. - Och.
Jeszcze nie skończyliśmy, a ty już o nim mówiłeś.
Nie, dzięki. Jesteś gdzieś indziej.
Co ja będę bez ciebie robić przez całą noc?
Pomyśl o nim i się masturbuj.
No już.
Adele, musisz mnie wysłuchać.
Nie dzwoń do niego, nie narzucaj się.
No comments yet. Be the first to leave one.