Invaders from Mars

Invaders from Mars

Download Polish Subtitle

Release info

Invaders from Mars 1986 720P BLURAY X264-AMBASSADOR
Invaders from Mars 1986 1080P BLURAY X264-AMBASSADOR
Invaders from Mars 1986 BluRay 720p 650MB-Ganool
Invaders from Mars 1986 BluRay 1080p x264-Ganool
Invaders from Mars 1986 720p BluRay x264 YIFY
Invaders from Mars 1986 1080p BluRay x264 YIFY
A Commentary by bisounours
resync. UTF8 * korekta: MathewK

Tags

BluRay
x264
1080
ganool
720p
720
Published on: 2014-10-02
Downloads: 15
Hearing Impaired: No

Polish subtitle preview

The first 200 lines.

>>> NAJEDCY Z MARSA <<<

- Ta by³a bardzo jasna! - Mknê³a niczym bolid.

Patrz, Mars.

- Gdzie? - Tam, widzisz.

- Bardzo blisko. - Znajduje siê w peryhelium.

Raptem 48 milionów kilometrów od Ziemi.

Tylko 48 milionów? Nic dziwnego, ¿e tak dobrze go widaæ.

M¹drala.

Patrz, nastêpna.

Zapewne nie ostatnia.

To najwiêkszy deszcz w tym roku.

- Jasna cholera! - Jezu, ale jasna!

Pewnie wyparowa³a. Wpad³a w atmosferê.

Ale d³ugi ogon.

- Czas do ³ó¿ka. - Jeszcze chwilkê.

To by³o niesamowite.

ChodŸcie, pora spaæ.

- Ale dopiero co siê zaczê³o. - Wiem, ale jutro idziesz do szko³y.

- Ty te¿. - I w³aœnie dlatego idziemy spaæ.

- Ja nie. - Ja te¿ nie.

Mój Bo¿e, co to?

"Jesteœ martwy - 50 laserów w twojej g³owie".

Dobrze, a teraz idziesz spaæ.

Jak mam zostaæ astronaut¹, skoro nie pozwalasz mi siedzieæ do póŸna?

- Odrobi³eœ lekcje? - A ty odrobi³aœ swoje?

Dobranoc.

- Ty te¿ to czytasz? - Oddaj.

Niech nie siedzi zbyt d³ugo, dobrze?

Dziœ u mnie w szkole by³ dowódca brygady.

"Wœciek³y Pies" Wilson. Co on tam robi³?

- Zapewne poprawia³ swój wizerunek. - Zapewne?

- S³ysza³eœ? - Co?

Piorun, tato. Chyba siê starzejesz.

Jakiœ ty m¹dry.

Prawie bym zapomnia³.

1 cent, 58 D, stan nienaruszony.

Dziêki!

W³o¿ê ci do kurtki.

Szybko pod ko³drê.

Kocham ciê.

Te¿ ciê kocham. Dobranoc.

/- S³odkich snów. - Dobranoc, tato.

Mamo! Tato!

Wstawajcie! Szybko!

- Tato! - Co?

Szybko, musisz to zobaczyæ!

Wielkie UFO wyl¹dowa³o za wzgórzem! Œwieci mocnym œwiat³em!

Szybko!

- Ale siê b³yska. - Œwieci mocnym œwiat³em!

Tak siê cieszê, ¿e kupi³eœ mu teleskop.

By³o ogromne i mia³o takie dziwne œwiat³a!

Wyl¹dowa³o tam, za wzgórzem.

To pewnie by³ piorun kulisty.

Nie, tato. Wiem, co to jest piorun kulisty.

To by³o coœ innego.

UFO, na pewno.

Mo¿e to coœ z bazy wojskowej?

To nie by³ samolot. Nigdy czegoœ takiego nie widzia³em.

- Mo¿e meteoryt? - Na pewno nie.

Wracasz do ³ó¿ka!

Rano tam popatrzê.

IdŸ spaæ.

Zaliczamy do nich wp³ywy, sprzeda¿ detaliczn¹ i faktury.

Faktury...

W ksiêdze nale¿noœci, p³atnoœci...

/CzeϾ, mamo.

Gdzie tata?

- Poœcieli³eœ ³ó¿ko? - Oczywiœcie.

- Co robisz? - To nie jest tak, jak myœlisz.

- Z³api¹ ciê. - Nie mnie.

George, czemu siê nie ubra³eœ?

Chcesz kawy?

Tak.

Gdzie twój drugi kapeæ?

Zgubi³em.

Tylko nie ten skórzany.

Na dworze jest du¿o b³ota.

Co siê dzieje, kochanie? Dobrze siê czujesz?

Kupiê ci now¹ parê, gdy bêdê w sklepie.

Jesteœ pewien, tato, ¿e tam nic nie by³o?

Nic.

To by³ tylko z³y sen.

To wszystko.

Co ci siê sta³o w szyjê?

Usi¹dŸ, David.

Jedzcie, zamiast rozmawiaæ.

Ja ju¿ idê. Pa.

- Mamo... - Jedz ju¿, bo siê spóŸnisz.

Odprowadzê ciê do przystanku.

Mia³eœ racjê, synu.

Za wzgórzem coœ jest.

Co?

- ChodŸ, poka¿ê ci. - Nie.

Niech wasi rodzice podpisz¹ zgodê na wycieczkê.

Przynieœcie je jutro rano.

W tym tygodniu zajmiemy siê ¿abami.

Zebra³am te okazy dzisiaj rano...

na bagnach za Miedzianym Wzgórzem.

Kto mi powie...

czym s¹ te czerwone torebeczki?

Które, pani McKeltch?

- Poka¿e mi pani bli¿ej? - Oczywiœcie.

To bêdzie niez³e.

Do diaska!

A masz!

David Gardner...

Byæ mo¿e w ten sposób zachowujesz siê w domu.

Ale ja...

W mojej klasie takie zachowanie jest niedopuszczalne.

Jeden, dwa, trzy, cztery, piêæ.

- Dziêkujê. - Proszê zobaczyæ. On krwawi.

Heather, popilnuj klasy, podczas gdy ja...

zaprowadzê tego zuchwa³ego m³odzieñca do pielêgniarki.

Mam nadziejê, ze dostaniesz zastrzyk przeciwko tê¿cowi.

Jeden, dwa, trzy, cztery, piêæ.

Siostro Magnusson.

David Gardner siê skaleczy³.

Prawdopodobnie na to zas³u¿y³.

Tak, dziêkujê.

Co pani mówi³a?

Powiedzia³em, ¿e ten ma³y g³uptas siê skaleczy³.

Nie wiem, co mu strzeli³o do g³owy. Nie da siê go upilnowaæ.

Zajmê siê nim, pani McKletch.

McKeltch!

Chyba prze¿yjesz.

Do zobaczenia.

Tato!

Davidzie Gardner, nakarm mnie.

Mamo, nie rób tak wiêcej.

Gdzie jest tata?

Nie wiem. Pewnie gdzieœ siê krêci.

Wszêdzie szuka³em.

- Pewnie poszed³ do bazy. - Nie s¹dzê.

Coœ jest nie tak.

Co takiego?

Dziwnie siê zachowuje.

Kochanie, przecie¿ znasz ojca.

Nie martw siê.

Teraz ja te¿ siê martwiê.

Witam, komisarzu.

- Dziêkujê, ¿e przyjechaliœcie. - Oczywiœcie, pani Gardner.

- Zna pani oficera Kenney'a? - Witam.

George’a nie ma.

Jego samochód jest, ale jego nie ma.

Ma pani jakieœ podejrzenia, gdzie mo¿e byæ?

- Mo¿e poszed³ za wzgórze? - Nie, David.

- S³ucham? - Miedziane Wzgórze.

Poszed³ tam rano, by siê rozejrzeæ.

David widzia³, jak w nocy rozbi³ siê tam samolot.

Nieprawda! Widzia³em UFO.

Wszêdzie by³y jasne œwiat³a...

Przestañ!

Przepraszam.

Wie pani co? Pójdziemy tam.

Dziêkujê. To zaraz za domem. Poka¿ê wam.

Nie s³ysza³em nic o rozbitym samolocie.

Ja te¿ nie.

Ostatni raz by³em tu, gdy by³em dzieckiem.

O mój Bo¿e, George, przestraszy³eœ mnie na œmieræ!

To jest Ed.

Ed, to moja ¿ona.

A to mój syn.

Jak siê pan miewa?

Lepiej byæ nie mo¿e.

- A pani? - W porz¹dku.

George, gdzie by³eœ? Zawiadomiliœmy policjê.

Ja ju¿ pójdê. Muszê odebraæ Alice i Heather.

Na razie, Ed.

Co siê z tob¹ dzia³o?

Sk¹d siê wzi¹³ ten facet?

To ojciec Heather, kole¿anki z ³awki szkolnej.

Dla mnie to dziwak.

Ed pracuje w firmie telekomunikacyjnej, w centrali.

A ty od kiedy tam pracujesz?

Mieliœmy specjalne spotkanie.

Na temat nowych rozwi¹zañ komunikacyjnych w bazie.

Tak wiêc, wróci³em.

Widzê, ¿e pan wróci³.

Pana syn ma bujn¹ wyobraŸniê.

Tak, wiem.

Dziêkujê, ¿e panowie przyszli. Na szczêœcie sam siê odnalaz³.

Teraz ju¿ wszystko w porz¹dku.

Dziêki.

- PrzyjemnoϾ po naszej stronie. - Do widzenia pani.

Wiesz co...

mamusiu...

Tam jest naprawdê piêknie.

Za wzgórzem. Przejdziemy siê tam,

po tym jak pozmywasz naczynia.

Po tym jak ja pozmywam?

Bardzo dziwnie siê zachowujesz.

Mamo!

Nie jesteœ g³odny?

Dobrze siê czujesz?

On chyba Ÿle siê czuje.

Mam pomys³.

Mo¿e pójdziemy na piknik za wzgórze?

Masz zajêcia w szkole.

To pójdziemy po po³udniu.

Tam jest cudownie.

Comments

No comments yet. Be the first to leave one.

Keep it about this subtitle — sync, quality, typos.500 characters left