The first 200 lines.
>>> NAJEDCY Z MARSA <<<
- Ta by³a bardzo jasna! - Mknê³a niczym bolid.
Patrz, Mars.
- Gdzie? - Tam, widzisz.
- Bardzo blisko. - Znajduje siê w peryhelium.
Raptem 48 milionów kilometrów od Ziemi.
Tylko 48 milionów? Nic dziwnego, ¿e tak dobrze go widaæ.
M¹drala.
Patrz, nastêpna.
Zapewne nie ostatnia.
To najwiêkszy deszcz w tym roku.
- Jasna cholera! - Jezu, ale jasna!
Pewnie wyparowa³a. Wpad³a w atmosferê.
Ale d³ugi ogon.
- Czas do ³ó¿ka. - Jeszcze chwilkê.
To by³o niesamowite.
Chodcie, pora spaæ.
- Ale dopiero co siê zaczê³o. - Wiem, ale jutro idziesz do szko³y.
- Ty te¿. - I w³anie dlatego idziemy spaæ.
- Ja nie. - Ja te¿ nie.
Mój Bo¿e, co to?
"Jeste martwy - 50 laserów w twojej g³owie".
Dobrze, a teraz idziesz spaæ.
Jak mam zostaæ astronaut¹, skoro nie pozwalasz mi siedzieæ do póna?
- Odrobi³e lekcje? - A ty odrobi³a swoje?
Dobranoc.
- Ty te¿ to czytasz? - Oddaj.
Niech nie siedzi zbyt d³ugo, dobrze?
Dzi u mnie w szkole by³ dowódca brygady.
"Wciek³y Pies" Wilson. Co on tam robi³?
- Zapewne poprawia³ swój wizerunek. - Zapewne?
- S³ysza³e? - Co?
Piorun, tato. Chyba siê starzejesz.
Jaki ty m¹dry.
Prawie bym zapomnia³.
1 cent, 58 D, stan nienaruszony.
Dziêki!
W³o¿ê ci do kurtki.
Szybko pod ko³drê.
Kocham ciê.
Te¿ ciê kocham. Dobranoc.
/- S³odkich snów. - Dobranoc, tato.
Mamo! Tato!
Wstawajcie! Szybko!
- Tato! - Co?
Szybko, musisz to zobaczyæ!
Wielkie UFO wyl¹dowa³o za wzgórzem! wieci mocnym wiat³em!
Szybko!
- Ale siê b³yska. - wieci mocnym wiat³em!
Tak siê cieszê, ¿e kupi³e mu teleskop.
By³o ogromne i mia³o takie dziwne wiat³a!
Wyl¹dowa³o tam, za wzgórzem.
To pewnie by³ piorun kulisty.
Nie, tato. Wiem, co to jest piorun kulisty.
To by³o co innego.
UFO, na pewno.
Mo¿e to co z bazy wojskowej?
To nie by³ samolot. Nigdy czego takiego nie widzia³em.
- Mo¿e meteoryt? - Na pewno nie.
Wracasz do ³ó¿ka!
Rano tam popatrzê.
Id spaæ.
Zaliczamy do nich wp³ywy, sprzeda¿ detaliczn¹ i faktury.
Faktury...
W ksiêdze nale¿noci, p³atnoci...
/Czeæ, mamo.
Gdzie tata?
- Pocieli³e ³ó¿ko? - Oczywicie.
- Co robisz? - To nie jest tak, jak mylisz.
- Z³api¹ ciê. - Nie mnie.
George, czemu siê nie ubra³e?
Chcesz kawy?
Tak.
Gdzie twój drugi kapeæ?
Zgubi³em.
Tylko nie ten skórzany.
Na dworze jest du¿o b³ota.
Co siê dzieje, kochanie? Dobrze siê czujesz?
Kupiê ci now¹ parê, gdy bêdê w sklepie.
Jeste pewien, tato, ¿e tam nic nie by³o?
Nic.
To by³ tylko z³y sen.
To wszystko.
Co ci siê sta³o w szyjê?
Usi¹d, David.
Jedzcie, zamiast rozmawiaæ.
Ja ju¿ idê. Pa.
- Mamo... - Jedz ju¿, bo siê spónisz.
Odprowadzê ciê do przystanku.
Mia³e racjê, synu.
Za wzgórzem co jest.
Co?
- Chod, poka¿ê ci. - Nie.
Niech wasi rodzice podpisz¹ zgodê na wycieczkê.
Przyniecie je jutro rano.
W tym tygodniu zajmiemy siê ¿abami.
Zebra³am te okazy dzisiaj rano...
na bagnach za Miedzianym Wzgórzem.
Kto mi powie...
czym s¹ te czerwone torebeczki?
Które, pani McKeltch?
- Poka¿e mi pani bli¿ej? - Oczywicie.
To bêdzie niez³e.
Do diaska!
A masz!
David Gardner...
Byæ mo¿e w ten sposób zachowujesz siê w domu.
Ale ja...
W mojej klasie takie zachowanie jest niedopuszczalne.
Jeden, dwa, trzy, cztery, piêæ.
- Dziêkujê. - Proszê zobaczyæ. On krwawi.
Heather, popilnuj klasy, podczas gdy ja...
zaprowadzê tego zuchwa³ego m³odzieñca do pielêgniarki.
Mam nadziejê, ze dostaniesz zastrzyk przeciwko tê¿cowi.
Jeden, dwa, trzy, cztery, piêæ.
Siostro Magnusson.
David Gardner siê skaleczy³.
Prawdopodobnie na to zas³u¿y³.
Tak, dziêkujê.
Co pani mówi³a?
Powiedzia³em, ¿e ten ma³y g³uptas siê skaleczy³.
Nie wiem, co mu strzeli³o do g³owy. Nie da siê go upilnowaæ.
Zajmê siê nim, pani McKletch.
McKeltch!
Chyba prze¿yjesz.
Do zobaczenia.
Tato!
Davidzie Gardner, nakarm mnie.
Mamo, nie rób tak wiêcej.
Gdzie jest tata?
Nie wiem. Pewnie gdzie siê krêci.
Wszêdzie szuka³em.
- Pewnie poszed³ do bazy. - Nie s¹dzê.
Co jest nie tak.
Co takiego?
Dziwnie siê zachowuje.
Kochanie, przecie¿ znasz ojca.
Nie martw siê.
Teraz ja te¿ siê martwiê.
Witam, komisarzu.
- Dziêkujê, ¿e przyjechalicie. - Oczywicie, pani Gardner.
- Zna pani oficera Kenney'a? - Witam.
Georgea nie ma.
Jego samochód jest, ale jego nie ma.
Ma pani jakie podejrzenia, gdzie mo¿e byæ?
- Mo¿e poszed³ za wzgórze? - Nie, David.
- S³ucham? - Miedziane Wzgórze.
Poszed³ tam rano, by siê rozejrzeæ.
David widzia³, jak w nocy rozbi³ siê tam samolot.
Nieprawda! Widzia³em UFO.
Wszêdzie by³y jasne wiat³a...
Przestañ!
Przepraszam.
Wie pani co? Pójdziemy tam.
Dziêkujê. To zaraz za domem. Poka¿ê wam.
Nie s³ysza³em nic o rozbitym samolocie.
Ja te¿ nie.
Ostatni raz by³em tu, gdy by³em dzieckiem.
O mój Bo¿e, George, przestraszy³e mnie na mieræ!
To jest Ed.
Ed, to moja ¿ona.
A to mój syn.
Jak siê pan miewa?
Lepiej byæ nie mo¿e.
- A pani? - W porz¹dku.
George, gdzie by³e? Zawiadomilimy policjê.
Ja ju¿ pójdê. Muszê odebraæ Alice i Heather.
Na razie, Ed.
Co siê z tob¹ dzia³o?
Sk¹d siê wzi¹³ ten facet?
To ojciec Heather, kole¿anki z ³awki szkolnej.
Dla mnie to dziwak.
Ed pracuje w firmie telekomunikacyjnej, w centrali.
A ty od kiedy tam pracujesz?
Mielimy specjalne spotkanie.
Na temat nowych rozwi¹zañ komunikacyjnych w bazie.
Tak wiêc, wróci³em.
Widzê, ¿e pan wróci³.
Pana syn ma bujn¹ wyobraniê.
Tak, wiem.
Dziêkujê, ¿e panowie przyszli. Na szczêcie sam siê odnalaz³.
Teraz ju¿ wszystko w porz¹dku.
Dziêki.
- Przyjemnoæ po naszej stronie. - Do widzenia pani.
Wiesz co...
mamusiu...
Tam jest naprawdê piêknie.
Za wzgórzem. Przejdziemy siê tam,
po tym jak pozmywasz naczynia.
Po tym jak ja pozmywam?
Bardzo dziwnie siê zachowujesz.
Mamo!
Nie jeste g³odny?
Dobrze siê czujesz?
On chyba le siê czuje.
Mam pomys³.
Mo¿e pójdziemy na piknik za wzgórze?
Masz zajêcia w szkole.
To pójdziemy po po³udniu.
Tam jest cudownie.
No comments yet. Be the first to leave one.