The first 200 lines.
Mięsa nie ma. Przykro mi.
Colę poproszę.
Nie ma. Jest Sprite.
Sprite.
A dolary?
Nie ma klimatyzacji? Nie ma dolarów.
Señorita?
Powie mi pani,
czy długo tam pani będzie?
Señorita?
Zaczekam, jeśli można.
Señorita?
Subtenente Verga!
Miło znów cię widzieć.
Młodzi buntownicy byli tacy sexy.
Patrzysz na mnie?
Jak dobrze.
Nie mruczysz.
Podoba ci się?
Kończysz?
Kończysz?
To kończ.
- Dziękuję. - To jakiś żart.
Chudniesz.
Jak schudniesz jeszcze bardziej,
nie będę cię chciał.
Muszę iść.
Masz talk?
Talk, puder.
Sprawdzę.
Nie mam.
Muszę ci coś powiedzieć.
Słucham.
Muszę ci zabrać legitymację prasową
i upoważnienie.
Co ty mówisz?
Nie jesteś dziennikarką.
Jestem.
Nie jesteś.
Jestem też dziennikarką.
Nie jesteś.
Daj mi to.
A legitymacja?
- Gdzie ją masz? - Nie mam.
- Masz! - Została w motelu.
- Nieprawda. - Prawda.
Jest bezużyteczna.
Nieważna.
- Nieważna. - Kto ją unieważnił?
Jestem zmuszony.
Któregoś dnia
zatrzyma cię wojsko.
W tym dokumencie
jest moje nazwisko.
To moje nazwisko
„Veraguas”.
- Rozumiesz? - Rozumiem.
Każdy może je przeczytać.
Jebane alfonsy.
Kretyn.
Tak!
Zostawiłem ci dużo wiadomości,
ale nie odpowiedziałaś.
Dlaczego?
Muszę...
Zastanawia mnie to.
Zastanawia?
Ja muszę ci przypomnieć,
że miałeś mi odkupić zniszczony telefon.
Racja.
Potrzebuję szamponu.
Kupię ci. Z przyjemnością.
To bardzo hojne z twojej strony.
Czekam na szofera.
Jeśli możesz...
Jeśli możesz, nie mów do mnie „Verga”.
Nazywam się
Veraguas.
Subteniente!
Subtenente...
Dokąd panią zawieźć?
Periodistas...
Do Intercontinental.
Tak.
NADUŻYCIA WŁADZY
Strasznie tu śmierdzi.
Nawet przez maseczkę.
Nie przy Mercado. Proszę skręcić w prawo.
Proszę pana?
Nie przy Mercado.
W prawo poproszę.
Proszę pana?
Reszty nie trzeba.
Temperatura prawidłowa.
Martini poproszę.
Nie mogę zapamiętać imienia.
Ja również.
Nie, proszę pani.
Bardzo dziękuję.
Mogę papierosa?
Dobry wieczór.
Przykro mi, ale nie mam.
Anglik?
Tak.
Mieszkam w Londynie.
Skąd jesteś?
Stąd i stamtąd.
A ty?
Nie było już tego?
Miguel...
Alfonso...
Roberto...
To wet martini.
Za dużo wermutu.
Czujesz bambus?
Niezbyt przyjemny zapach.
Te dobre maniery kiedyś cię zabiją.
Bar zamykają za 45 minut.
Zdążymy się nawalić.
Napijesz się ginu?
Co cię tu sprowadza?
Samolot.
Pytam raczej o powód.
Chętnie powiem.
Chciałam poznać wymiary piekła.
Sprzedajesz się?
- Jestem dziennikarką. - Jak każdy.
Więc każdy się sprzedaje.
Pracuję na północy jako korespondentka.
Naprawdę?
To dość niebezpieczne miejsce.
W pewnym sensie.
Czemu wyjechałaś?
Przez nic takiego.
Obóz harcerski dla uchodźców.
Rozumiem.
A ty?
Ja...
Jestem tu z ludźmi Wattsa.
A tak naprawdę sam.
Masz na myśli koncern naftowy?
Można powiedzieć, że w celach charytatywnych.
Nie chcę znać szczegółów.
Ile firm rozważałoby
zainwestowanie w takie miejsce?
Domyślam się, że niewiele.
Żadna.
Wszystko w imię zysku, ale...
myślę, że pomysł na taki kierunek biznesu
ma wydźwięk humanitarny.
Skoro już tak dobrze się znamy,
to może jakaś kolacja?
Trochę już późno.
Prześpię się z tobą za kasę.
Masz tak białą skórę...
jakby rżnęła mnie chmura.
Jesteś jak mgła.
Tak.
Mgła...
Nie panikuj.
To twój pokój.
Płatność dolarach.
Wszyscy chcą dolarów.
Mówi się o końcu cordoby.
O końcu?
Tak.
Ja pierdolę.
A będę musiał dopłacić?
Nie mam już dolarów.
Tylko cordoby z czarnego rynku.
Nie martw się.
Nie musisz myśleć, jak mnie spławić.
Nie jestem tu dla dolarów, tylko dla klimatyzacji.
Tak myślisz o tym, jak mnie spławić, że głowa ci dymi.
Co masz do powiedzenia?
Myślałem o czymś innym.
Często cudzołożę.
Za nikim nie tęsknię.
Możliwe, że zmarnuję sobie życie.
Spotkamy się?
Jeszcze nie raz.
Jak będziesz miał 50 dolców.
Jasne.
Zwykle nie zasypiam w czyimś łóżku.
Lubię twój styl.
Zwykle moje mroczne serce
gardzi zubożałymi sługusami miliarderów
i ich marnymi sprawozdaniami.
Możesz wziąć prysznic.
Mam bieżącą wodę w hotelu.
„Zubożałe sługusy”.
Widzisz? Tropiki szybko męczą.
WIFI NIE DZIAŁA
Wcześnie dziś pani wstała.
Spadam. Opuszczam to szambo.
- Kawy? - Nie.
Muszę porozmawiać przez Internet.
Do 14 nie ma Internetu.
Proszę, to pilne.
Nie mogę pani pomóc.
No comments yet. Be the first to leave one.