The first 200 lines.
Hejka! Zgadnij, gdzie jestem?
Właśnie. Jersey rządzi, mała!
- Turyści. - Zaczyna się.
W końcu nasze miejsce
MOLO
Fale tu są cieplejsze
Ani chwili do stracenia
New Jersey to raj nie do uwierzenia
Chodźcie!
Cześć, jak życie?
Świetnie. Jak twoje życie?
Wszyscy mają się świetnie. Mamy lato!
Jak życie?
Witamy w New Jersey
Nad oceanem zabawa czeka was
Witamy w New Jersey
Pokażemy, jak latem spędzać czas
Wszędzie wokół dzikości szał Uderza z całą mocą
Tu miłosny żar rozpala się nocą
Aż bum – rak świśnie I do czerwca nowy narybek piśnie
Jeśli na nabrzeżu ci się nudzi…
Z czym ty do ludzi?
Bobby, zapomniałeś lunchu.
Kocham cię, mamo.
Jestem skorupiakiem z doków Z czwartego pokolenia
- Nasze matki są święte - Wiadomo, kto jest od rządzenia
W kalendarzu sprawdź, słońce nam się śni
- Samoopalacz w ruch - Przed nami złote dni
Sporo pracy na świeżym powietrzu
Ale nigdzie indziej nie chciałbym być
Turyści.
Nie ma za co, New Jersey
Z nami lato się zaczyna
Nie ma za co, New Jersey
Senne miasteczko się wybudza
Widzicie tych gości?
Jest w tym coś uroczego
Uroczego?
A kij ci do tego
- Nie ma za co - A pstro
W New Jersey
Oto nasze lato
- Oto nasze… - Oto nasze…
- Nasze… - Nasze…
Oto nasze lato
Witamy w New Jersey
Nad oceanem zabawa czeka was
Witamy w New Jersey
Pokażemy, jak latem spędzać czas
Witamy, o witamy
W New Jersey
POD PROMENADĄ
W New Jersey
Rozejrzyj się, Anemonku. Słońce świeci.
Wszyscy bawią się na dworze, integrują.
Aż chce się wyjść i być wśród nich, co?
Jasna sprawa.
- No to pa. - Hura!
Armenie, co ty robisz?
Wiosenne porządki.
Daj spokój, wiosna już była.
O nie, nie ta wiosna. Przyszła. Bo jest cykliczna.
Wolę zacząć z wyprzedze…
Chwila. Anemonku, oddawaj.
Nie mogę, stary.
Niby taki chmyz, a tyle miejsca zajmuje.
Chwila. To było konieczne?
Gdybym wiedział, że mam współlokatora sztywniaka,
nie wprowadziłbym się tu.
O czym ty gadasz? Prosperujemy!
Bonsai rozkwita.
Armenie.
Idealnie. Nauczyłeś się nowego języka.
- Ja poznałem nowy instrument. - Odłóż to!
Znowu papier, kamień, nożyczki?
- No, papier, ka… - Dość już tego!
Czas stawić czoła światu.
Musisz wyjść ze swojej skorupy.
Uwierz, że chcę.
Ale nie jestem jak inne kraby.
Nie wnoszę szczypców do góry i beztrosko nimi nie wymachuję.
Bo troszczę się. Aż zanadto.
Siema. Co porabiasz?
- Gdzie byłeś? - Wyłaź.
Powodzenia. Przejmujecie gościa.
- Hej, Bobby. Jak leci? - Siema, ziom!
Zbladłeś. Dajcie temu krabowi witaminę D.
Do roboty, ziom. Gotowy zaszaleć tego lata?
Jest dziewiąta rano, ale git.
Przyjdziesz do klubu? Nie odmawiaj.
Musimy tam wejść.
Po co pakować, jeśli nie można pokazać Kondycji?
Chwila. Kondycji?
Co to niby? Jakaś wysypka?
Nie, moja moja ksywka.
Patrzcie tylko. Żyją własnym życiem.
Zobaczcie. Bum, bum, bum, bum.
Zlewam krytykę. Jestem Kondycją.
Pogadaj o tym z lekarzem, co, Jimmy?
Daj spokój. To świetna ksywa. Mówię wam, że chwyci.
To wpadniesz z nami do klubu?
Chyba tym razem sobie odpuszczę.
- Dam reszcie z was szansę. - No dalej.
Nie mogę zacząć lata bez najlepszego kumpla.
Jersey rządzi, mała!
Kurka wodna. Kraby morskie.
Dwa razy więcej niż rok temu.
Nie fair. Mają cały ocean.
Nieograniczony wybór muszli. Całe bogactwo morza.
Mogą wybrać się, gdzie chcą. Muszą do naszego miasta?
Tak tylko napomknę. Nie jesteście krabami pustelnikami?
Wy jesteście krabami, oni są krabami.
Więcej was chyba łączy niż dzieli.
- Koleś! - Bluźnisz.
Żartujesz? Nic nas nie łączy.
Żyjemy na lądzie. Oni w morzu.
Za długo pobędą poza wodą…
- Niedobrze mi. - Jejku.
To byłoby wszystko. To kraby naśladowcy.
Namaste.
- Jak on mnie nazwał? - Koleś, nie czytasz?
Tylko dla miejscowych.
Namaste!
Spadaj, kolego.
Chyba pora rozbić trochę skorup.
Co do…
Boski Bon Jovi.
Bobby, wymarzona muszla dla ciebie.
XXL. Elegancka, lecz przestrzenna.
Można tam trzasnąć jeszcze spojler?
Walnąć podświetlenie z glon-LEDów. Odłożę sobie na hydraulikę.
Fajna. Bardzo fajna. Tak.
- Weź ją na próbny spacer. - O tak.
- Wiecie, co jest grane. - Nie.
Łańcuch wakatów!
- Łańcuch wakatów? - Łańcuch!
Łańcuch wakatów!
- Zaklepałem ci miejsce. - Co? Nie musiałeś.
Dobra, kto jest gotów na większy rozmiar?
- Tak! - O tak!
Krok pierwszy. Złap za przyszłą muszlę.
Chwyć, ziom.
Dzień dobry. Co za zapał. Dobra energia.
Krok drugi. Usunąć przyszłą muszlę.
Ta chyba lepiej ci się przysłuży.
Krok trzeci. Wprowadzać się!
Kondycja właśnie się poprawiła.
Tak, kogoś tym skrzydzę.
Dalej, Jimmy. Mały sparing? Pękasz!
Miła, ale za ciasna dla mnie. W drogę.
Ile radości. Kolejka naprzód.
Uśmiech na całą wieczność.
Bosko wyglądasz. Nieźle poszło, co?
Dalej, Armenie. Dla ciebie.
Trochę zbyt wyzywająca dla mnie.
Nie mogę zostawić Anemonka.
Co? Nie, wystarczy tego wspóllokatorstwa.
Będzie mi smutno? Tak. Zatęsknię, ale przeżyję.
Dajesz. Wejdź tam!
- Armenie, dalej. Dasz radę! - Śmiało.
Dzięki za ofertę. Dajcie ją komuś w potrzebie.
Na mnie szkoda.
- Jak zawsze. - Nie czaję. To była miodzio muszla.
Hej, odpuśćcie mu. Tyle w życiu przeszedł.
Zaczekaj. Armenie.
Wszystko gra?
Rodzice dali mi tę muszlę. To moja jedyna po nich pamiątka.
Wiem, stary.
Spoko. Wpadłeś w mały dołek i tyle.
Wyjdź ze skorupy, ziom. Zaryzykuj.
- Poczuj, że żyjesz. - Musisz wszcząć bójkę!
Hej, zaczynasz ze mną, ziom? Co?
- Widzisz? - Pogadaj z dziewczyną.
- Jak leci, Denise? - Spadaj na szczaw.
Widzisz? Cudowne uczucie.
- Wpadnij wieczorem do klubu. - Po co?
Aby z kąta patrzeć, jak zarywasz babki i wszczynasz bójki?
- Tak! - Zapomnij, Bobby.
Nie spędzę tak kolejnego lata.
Pójdę do pracy. Tam i do domu.
Zamówienie.
- Nie chcę kłopotów. - Kiedy to niby pakuję nas w kłopoty?
Bobby Marinara, to nie twój prywatny bufet!
Niech mnie wszyscy posłuchają.
- Zatrzymajcie się! - Zamówienie.
Nie ten dzwonek. To menedżerski, czyli mój.
Jak mówiłem…
- Serio? - Co? Potknęłam się. Sam załóż obcasy.
Szacunku, to nasz kierownik.
Proszę kontynuować.
Dziękuję za przyzwolenie. Na czym to skończyłem?
- Bobby! - Wybacz, alergie.
Mam je każdego lata.
Następny, który wciśnie dzwonek, traci pracę. Jasne?
Pamiętajcie, że jesteście tu jako pomoc.
Oni to nasi goście.
Mogą być gburowaci, wniośli, obraźliwi, mogą was ignorować.
Wiecie co? Mam to gdzieś!
Nie plujemy im do żywności, Jimmy Romaine.
Wracać do pracy, wy pustaki.
No comments yet. Be the first to leave one.