The first 200 lines.
Sensacja tego lata.
Daniel Novak podbija listy przebojów utworem "Time".
12 tysięcy nastolatków przyszło, by zobaczyć go na żywo.
Najnowszy trend wywołuje masową histerię.
Dziesiątki fanów od wczoraj koczują przed hotelem.
Za chwilę gwiazda jednego hitu, Daniel Novak.
Irytuje cię fakt, że jesteś znany z jednej piosenki?
A ciebie, że w kółko pytasz o to samo?
Jestem najlepszy...
Najnowsza gwiazda w Piwnym Raju na Majorce.
Głośniej!
Dzięki.
I pamiętajcie: dziś do 70-ciu procent taniej.
Proszę o uśmiech.
Dziękuję.
BEZ HITU
Słucha mnie pani?
Proszę powtórzyć. Zamyśliłam się.
Strategia szczęścia.
Badanie oparte na wskaźnikach kortyzolu
u osób z łagodną lub umiarkowaną depresją.
A więc się nie przesłyszałam. Nuda.
- Nie rozumiem. - Proszę je lepiej zareklamować.
O co chodzi? Gdzie tu fabuła?
Dlaczego ma zainteresować sponsorów?
O samo badanie.
Zastosujemy odkrycia naukowe, by pomóc ludziom poprawić
stan zdrowia, rezyliencję i samopoczucie.
Osoby szczęśliwe angażują się społecznie.
Przydają się w naszym rozchwianym świecie.
Gdybyśmy byli szczęśliwsi,
ludzkość nie znalazłaby się w takich tarapatach.
A jeśli to nikogo nie zainteresuje?
Nie szukam sponsorów. Myślałam o dotacjach.
Przepraszam. Proszę się rozejrzeć.
Widzi tu pani pieniądze?
Błagam prywatny holding o pomoc nawet wtedy,
kiedy skończy mi się toner.
Naprawdę mamy inne problemy.
Mamy braki personelu, stosy papierów, nowotwory...
Nie mamy tylko pieniędzy.
A więc szczęście musi poczekać.
Ubezpieczenie zdrowotne nie obejmuje samopoczucia.
Udostępniamy pani pomieszczenia, o które co roku też muszę błagać.
Proszę w końcu przedstawić jakiś hit.
Hit?
Szukam czegoś mocnego,
jakiejś historii, która przekona sponsorów.
Czy jestem agencją reklamową?
- Cześć, Lissi. - Hej.
Nie ma światła na dole.
Powiem dozorcy.
Życzę szczęścia. Podobno to twoja specjalność.
Bardzo zabawne. I tak czuję się jak prostytutka.
Dwa doktoraty z wyróżnieniem,
a wciąż podaję baseny, by opłacić czynsz.
Wybacz, to nic osobistego. Jestem ci wdzięczna.
Otworzysz?
Dzięki, Lars.
Dzień dobry.
- Słyszała pani? - Co?
Przywieźli nam gwiazdę.
Poważnie?
Jest przytomny.
- Znasz go? - Nie.
- Nieźle. - Ale się postarzał.
Taki jest rock and roll. Żyj szybko, umieraj młodo.
Na to już chyba za późno.
Dzień dobry. Jak się pan czuje?
Kim pani jest?
Hazel Graminski. Lekarz dyżurujący.
To doktor doktor Grömel-Watdstett. Nasza współpracowniczka.
A co... co mi się stało w głowę?
Spadł pan z balkonu,
doznał wstrząśnienia mózgu i zerwał więzadło.
To wszystko?
Z karty wynika, że, postrzelił się pan w szczękę.
Czysty strzał, mała dziurka, dwa szwy i po sprawie.
Jak to się stało?
Czytała pani gazetę?
Na razie nie, ale mogę sprawdzić.
- Proszę nam opowiedzieć, co zaszło. - Dobrze.
- Kiedy stąd wyjdę? - Wie pan, gdzie jest?
- Nie. - Na intensywnej terapii.
Nie będzie potrzebna.
Na oddziale intensywnej terapii bezpiecznego oddziału
psychiatrycznego Szpitala Uniwersyteckiego w Monachium.
Jak to: bezpiecznego?
Zamkniętego.
- Ergoterapia? - Nie chce.
Nie mówi, nie tworzy, nie rusza się? Co mu zaproponowaliśmy?
- Nic więcej nie mamy. - I nie chce mówić?
Ostatnie słowa wypowiedział pięć dni temu.
- Jakie? - Moje życie, moja sprawa.
Sędzia go nie wypuści.
Wyciągnijmy do niego dłoń, może w końcu się zbliży.
- Przepraszam. - Słucham?
Mogłabym spróbować?
Proszę.
Granulat cytrynowy może być za kwaśny.
Chce pani przełamać lody?
Mały żarcik na początek pomoże dotrzeć do sedna.
Granulat cytrynowy?
Co napisano o pana odejściu?
- Przepraszam. - Nie, to było dobre.
W ogóle nie napisali.
Ani jednego słowa.
Mam małą grupę badawczą. Może chciałby pan dołączyć?
Zaczęła pani tak dobrze, a teraz każe mi mówić?
Wolę, kiedy ludzie milczą.
Jestem naukowcem, a nie terapeutką.
Spotykamy się na terenie przychodni. Zobaczy pan ogród.
Głupi pomysł. Pójdę już.
Mam jeszcze... próbki moczu. Wystygną.
Chętnie bym zapalił.
- Niestety, to zabronione. - Boi się pani, że zwieję?
Chciałabym to zobaczyć. Z zerwanym więzadłem?
Nie powiedziała mi pani, czym się zajmujecie.
Śpiewamy.
Sprawdzamy, czy śpiew poprawia samopoczucie.
Proszę czekać...
Halo? Jest pan tam?
Tak.
Miał pan rację. Nie ma żadnego raportu.
- To dziwne. - Też tak uważam.
- Może zaginął w papierach. - Kto mówi?
- Osoba z bezpośredniego otoczenia. - Daniel, to ty?
Zapisałam twój numer, kiedy pracowałam w Bildzie.
Halo?
Jeszcze jedno.
Proszę nie podchodzić, bo wepchnę go sobie do oka.
Mam propozycję. Niech pan mi pomoże ich uszczęśliwić.
A ja pomogę panu stąd wyjść.
To niemożliwe, nie jest pani lekarką.
Kiedy któryś z pracowników stwierdza,
że pacjent nie stwarza dla siebie zagrożenia,
i po jakimś czasie wypuszcza się go.
Ktoś musi się za panem wstawić.
- Po jakimś czasie? - To poza moją kontrolą.
Wszystko zależy od zaangażowania.
Ale będzie szybciej.
Nie chce mnie pani leczyć?
- Mogę być z panem szczera? - Tak.
Mało mnie pan obchodzi. Zależy mi tylko na badaniu.
Pomóżmy sobie nawzajem. Później będzie pan wolny.
- Jest pani sprytna. - Bardziej niż się panu wydaje.
Niemoralność pasuje pani lepiej niż troska.
- Mogę na pana liczyć? - Nie. Wynocha.
Daniel?
Cześć. Sprawdziłam, to naprawdę okropne.
Pozdrowienia od redakcji. Czujesz się lepiej?
Są jeszcze wspaniali ludzie, którzy nas ratują.
To dobrze. Mam sensacyjną wiadomość.
Ktoś się wykruszył. W niedzielę to ja poprowadzę rozmowę.
- Słucham? - Ale poczekaj na to.
Zamówili rozkładówkę.
Głęboki wywiad skupiony na wzlotach i upadkach.
Zero plot. Felieton.
Pytanie brzmi, jak się czujesz? Wszystko stało się szybko...
Nie, skąd.
- Gdzie jesteś? - W domu.
- Możemy się tam spotkać? - Tak.
To świetnie. Pogadam z fotografem i zadzwonię.
Cześć.
Co u Novaka?
Nie może stąd wyjść. Stwarza zagrożenie.
Posiedzi z sześć tygodni.
Twierdziłaś, że radzi sobie doskonale.
- Sędzia się zgodziła. - Co?
Skorzysta z pomocy ambulatoryjnej. To nie więzienie. Dobra robota.
Proszę się cieszyć.
Następny.
A niech to szlag! Walcie się!
Chusteczkę?
- Co pan tu robi? - Może pani przesunąć siedzenie?
Skąd pan się tu wziął?
Okno było otwarte.
Biorąc pod uwagę te plamy, nie po raz pierwszy.
Jak pan wyszedł z kliniki?
Dziękuję bardzo. Mieliśmy sobie pomagać.
Nie o to mi chodziło. Proszę wysiąść.
- A pani? - Odprowadzę pana.
- Ja bym to rozważył. - Dlaczego?
A kto zostawił klucze na poduszce?
Co za niedbałość!
To ma być szantaż?
Mieliśmy umowę - pani mnie wypuści, a ja pani pomogę.
Nie ma mowy, nie wrócę tam.
Nie będę tkwił tygodniami, czekając na decyzję sędziego.
Stwierdzi, że jestem chory i mnie nie wypuści.
Szukają mnie?
- Możliwe. - Niech mnie pani nie wyda.
Co to ma znaczyć?
Niech się pani rozejrzy.
Jeśli mnie pani wyda, straci pani licencję.
- To nie sklep monopolowy. - Dobra tam.
- No i? - Wszyscy pana szukają.
Urządzili obławę?
Z całym szacunkiem dla pańskiej sławy,
wyślą najwyżej patrol.
No comments yet. Be the first to leave one.