The first 178 lines.
Oglądałeś wczoraj mecz? Niezła jazda!
- Kocham to miejsce. - Muszę lecieć.
- Ale ceny skaczą teraz jak pojebane. - Powiew świeżej egzotyki.
Przygotujcie się na podwyżkę.
- Co? - Podwyżkę.
Ale ty mówisz serio?
- Banan też zdrożeje, nie? - Ale co ty, Darek? Bracia się wkurwią.
- Żartuję, kuźwa... - Żeby mi to było ostatni raz.
- He, he. - I kupiłbyś se lepsze buty.
- To w końcu Kraków. - Smacznego.
Siema, Diego. Już po odwyku? He .
Wiem, że nie biegasz, ale jakby co, to banany w mieście.
- - Co jest?
Dziękuję, było świetnie, ale wypierdalać.
- Pierdolisz. Mamy sesję! - Przynieście siano, to pogadamy.
- Dostałeś przelew. - To jest wasz materiał?
- Nie zamknąłem sesji! - Teraz jest mój!
A za to, że nie zawiadomiłem psów, naliczam jeszcze 20%.
Jakich psów, jakie 20%? Pojebało cię?
Ej, chłopy, wy żeście zajebali ten mikrofon?
- Jaki mikrofon? - Czekaj, nie powiedział ci?
Popracujcie nad komunikacją, przyjaciele.
Chociaż... jest wyjście.
- Zadzwoń do tatusia. - Przyhamuj z bajerą, dobra?
Myślałem, że stare gangusy pomagają synkom.
Żebym ci nie pomógł mordy zamknąć.
Spokój! Dobra, moja wina. Zjebałem.
Chciałem pożyczyć, stary mi się rozłożył i potrzebowałem hajsu na wszywkę.
- Wiesz, ile mi wisisz? - Jutro dostaję pengę za miesiąc.
Wbijam tu pojutrze i wszystko czyścimy. Jest OK. Jest OK?
Chłopie, jest OK?
- Kurwa, Mąka. - Diego, OK?
Joł, tu Miki. Chcesz, to nawijaj, jak zechcę, to odsłucham.
Wiesz, co ten debil zrobił? Zajebał mikrofon ze studia, sklejasz?
Dobra, nieważne. Jadę do ciebie.
Pan do kogo?
Kurwa, rozjebiesz mi ten zamek.
- To co nie odbierasz? - Cicho.
Jak tam, mordeczki?
Podgłaśniamy bicik, volume up
i lecimy: pięć, sześć, siedem i...
Pali, pali, ale pysznie!
Brawo, laseczki. Dobra robota.
Jest pot,
są efekty.
I jak tam? Jak tam, jak tam?
To tyle na dziś.
A teraz dużo oddechów.
Ponoć pomaga to ćpunom na odwyku.
- - Serio?
A teraz biegusiem na rozciąganko. Pamiętajcie, że z kodem „Miki10"
macie dziesięć procent zniżki na wszystkie warsztaty w Yoga Beach KRK!
Siemanko!
Tsss!
- - Prosiłem cię o jedną rzecz, kocie.
Żebyś tego nie robiła.
No co? Od jednej kreski świętą nie zostanę.
Już przestań tyle gadać, dobra?
Mmm... Bo co? Faza ci wejdzie?
- - Fuck! Ubieraj się, musisz spierdalać.
Spierdalaj, Diego! Spierdalaj, serio!
Przestań! Przestań!
Słyszysz?
Dawid!
- - Hej, kochanie.
- Kolacja gotowa? - Co tam?
- No halo. - Sorry, mordo. Coś mi odjebało.
Raczej. Zajebać mikrofon ze studia? Ty jesteś jednak idiotą.
Jutro wiozę temat na Słowację, a po kursie wypłata.
Słowację?
No. Tuman wysyła Słowakom jakieś worki.
Jakie worki? Musimy dokończyć płytę.
Chłopie, jeszcze będziesz pisał o tym w swojej biografii, kurwa.
Ta, już to widzę. Pijąc szampana w Wierzynku.
- - Lepiej, u Gesslerowej.
Tym razem nie odjebię. Nawet się już kładę, żeby się wyspać.
Pomedytuj sobie jeszcze, co? Dobra, nara, śmieciu.
Mąka, jest dziesiąta rano.
Kurwa, Diego, przypał, dawaj do Tumana.
- Serio coś mu odjebało. - Nie ma takiej opcji.
Znasz mnie. Kto najwięcej chryzantem na Bronowicach...
Ty mnie nie bierz pod włos. Masz u mnie fory.
- Co jest? - Nic się nie stało.
Słowaki czekają, a ten naćpany mi na robotę przyłazi.
- Jednego bucha żem ściągnął. - Ta, kurwa, bucha.
Widziałeś zjeba? Oczy jak pięć złotych. Naćpany, kurwa, chuj wie czym.
Nie szarp go. Z bomby 15 lat nie schodziłeś,
a za jednego bucha awanturę robisz?
- Zmieniłem się. - To chyba w Jana Pawła.
Dawaj kluczyki, ja go zawiozę.
- No widzisz? Zawiezie mnie. - Mąka wszystko ogarnie. Dopilnuję go.
- Trzeba spokojnie, nie ma się co szarpać. - Bo ci pikawa pierdolnie.
Jak mi pikawa pierdolnie, to wszyscy na ulicy wylądujecie.
Za jaranie nie płacę. Do roboty!
No, szefie! Ile wam to zajmie?
- W chuj. - Słyszysz go?
Tuman, opierdalasz złotego sprzedawcę chryzantem,
a tutaj taki młody pajęczyna się przypierdala?
To są radzieckie bloki.
Słowacko-radzieckie bloki.
Słowacko-radziecko-czeskie bloki.
Bo się zaraz zeszczam.
Chłopie, obczaiłem, że ta twoja dupeczka to, kurwa, ma niezłe zasięgi.
Aa...
- Co w ogóle wieziemy? - No ziemię.
Wiem, że ziemię, ale co jest w ziemi?
Tabletki z Chin.
Mmm...
Kurwa, zajebista dupa.
O, o, o!
Chcesz się napatrzeć na dupę? Masz. Zrób zdjęcie.
Widziałeś, że ona ma typa? Ma z nim zdjęcie na pizzy.
- No i chuj, to jest jej sprawa. - Ta?
Obczaj se, jak chłop wygląda.
Napisz do niego na DM-ie, jak tak ci się podoba.
A to nie jest ten...?
Co to za pierdolnik tutaj?
O kurwa.
Skumaj, normalnie przesyłki odbiera jeden typu. Dzwonię do Tumana.
Trochę za późno.
Siedź tu na dupie i bez przypału, błagam. Ogarnę to.
- Co to? - Rodzina się zjechała.
- Bratysława? - Kręcą teledysk.
- Ja kojarzę tego typka. - W Polsce macie burdel, co?
- A on nie grał w tym filmie? - Na Słowacji nie lepiej.
- Przecież to Rytmus. - Wszędzie jest do dupy.
Bym wiedział, że pan prezes będzie, bym się odprasował jakoś.
Co ty odpierdalasz? Kto to jest?
Mówiłem ci o nim. Mój ziom, Diego.
Dobra.
Konfiturę mi przywozisz?
- Do kogo ta gadka, frajerze? - Panowie, pogadajmy na spokojnie.
Żart, polski brat.
Żart, polski brat, żart.
Obczaj Mąkę, posrał się centralnie.
- No kurwa! -
Wszystko wiem, Mąka mi o tobie przewijał.
Ta? Że jestem konfitura?
Nie, nie. Że nawijasz z pierdolnięciem i robisz zajebiste bity.
No ja respektuję takich artystów.
Chodźcie!
Na miejsca!
Kamera! Akcja!
Popłynie tu strumień siana z Unii.
Przerobimy to na motel.
High standard.
I może burdel? Co byś chciał, Mąka?
Kurwa, burdel, wiadomo.
- He, he. Burdel! -
Przy okazji jest jeszcze jedna sprawa,
niemuzyczna.
Mąka wspominał, że ty kiedyś działałeś
i znasz kogo trzeba w tym waszym Krakowie.
Tak ci się Mąka przypucował? Hm?
Może znam, a może nie znam.
No to się dobrze składa.
Bo potrzebowałbym białe.
Feta?
- Feta? - No wyglądasz na takiego feciarza.
Koks, brat. Koks.
Musimy się zawijać, przekmińcie to następnym razem.
Kim ty jesteś, do kurwy, żeby mi mówić, co i kiedy mam kminić?!
On się zawsze wpierdala, gdzie nie trzeba?
- - Zdarza mu się.
Tuman wydzwania.
Jestem w dupie.
Typ z Bratysławy zjebał mi tematy, które ja gwarantowałem ważnym ludziom.
Ty zarabiasz, ja wychodzę cały i razem robimy hajsy z rapu.
- Mogę popytać, kogo trzeba. - Cena?
- Dwieście pięćdziesiąt. - Ile ogarniesz?
Sto, sto pięćdziesiąt.
Stare żarty, polski brat. Stare żarty.
Kilo. Minimalnie. I idealnie dwa.
Ha?
- He, he. - Sprawdzę, co da się zrobić.
Jeszcze jedno!
Potrzebuję to na już.
Ciao, krakowski capo!
No comments yet. Be the first to leave one.