The first 200 lines.
ODDZIAŁ SPECJALNY ECHO 3
CZĘŚĆ 1
No, por favor...
No!
Rápido! Vamos!
Silencio.
Boże, pomóż nam, proszę. Ojcze niebieski, proszę...
Wiem. O Boże, jakie to piękne.
PÓŁ ROKU WCZEŚNIEJ
Nie mogę oddychać.
No to... - Trochę.
...może rób krótkie wdechy i wydechy.
Sukienka zgniata mi przeponę.
Jakby ktoś odciął mi tlen. - Krótkie oddechy.
Dobra, Amber. Wyglądasz idealnie i jest już trzecia.
Potrzebuję valium.
W sumie to potrzebuję brata.
Naprawdę? - Da się zrobić.
Potrzebuję chwili z moim bratem.
Dobrze. - Zaraz wrócimy.
Chodźmy. - Dziękuję.
Wszystko gra? - Tak. To znaczy...
Zawsze się spóźniają.
Daj mi chwilę.
Wszystko gra? - Tak.
Dzięki.
Powiedz mi tylko, że to coś szczerego. Że będzie trwać.
Cóż, nic nie trwa wiecznie, a to twój pierwszy mąż.
Słuszna uwaga.
Ale to coś szczerego. To miłość. Szczęście.
Właśnie tak, Robaczku. Udało ci się.
Wiem.
Ale czy coś mi nie umyka?
Jesteśmy inni. Nasze wartości...
Prince nie lubi rodziny. Widuje tatę raz do roku.
Od wieków nie rozmawiał z matką.
Amber, kochanie...
Nie martwię się o was. Jest dla ciebie dobry, prawda?
Prince przywykł, że dostaje, czego chce.
Ty masz kręgosłup.
To będzie partnerskie małżeństwo.
Wiesz, że bardzo cię kocham, prawda?
Tu się nic nie zmieni.
Zawsze byliśmy blisko.
Plus mama.
Dobra. Jeśli przerzucę cię przez ramię, pogniecie ci się sukienka.
Chodźmy.
Czekaj.
Co?
Jedno się zmienia.
Nie jest zwykłym członkiem twojego oddziału.
Musisz mi go oddać.
Wraca do domu.
Tak czy nie?
Jasne, Robaczku.
Co mogę ci powiedzieć? Szczęśliwa żona to szczęśliwe życie.
Prawda?
Gratuluję. Piękna uroczystość. - Dzięki.
W twoich ustach to świetna rada.
Po trzech próbach jestem ekspertem.
Tak, stary. Witaj w rodzinie.
Nie jestem twoim ojcem,
ale byłbym zaszczycony, mogąc go zastąpić i z tobą zatańczyć.
Czy to możliwe? - Tak.
Wrócę, skarbie. - Świetnie.
Dzisiaj możesz prosić mnie o wszystko. - Dziękuję.
Daj mi klucze do dwójki.
Już to ma przygotowane.
Co się dzieje, mamo?
Świeże powietrze. Rozkoszuję się.
Dobrze się bawisz?
Nie pasuję do towarzystwa. Nie chcą mnie tam.
Może poudawaj dla córki, jak normalny człowiek.
Odstaw narkotyki.
A ty się może napij. Będziesz milszy.
Wracaj tam i rób swoje. Zajmij się siostrą.
Pewnie gotujesz się w środku.
Poślubiła twojego bogatego kumpla. I tak masz robotę.
Dopilnuj, żeby nie zaczął traktować jej jak swoją własność.
Za wcześnie na rozmowę o dziecku?
Pewnie tak. Może... - Może lepiej po weselu?
Tak, możemy poczekać do jutra.
Żartuję. Nie jestem...
To rozważny człowiek. - Tak.
Lubi się zastanowić.
Ale czas ucieka w sprawie wyborów do senatu.
Nikt się nie oprze bohaterowi wojennemu z rodziną.
Nie chcę, żeby ta szansa nam umknęła.
Przypomina ci się nasze wesele? - Nie. Tu jest dużo ważnych osób.
Ty też jesteś ważny. - Tak?
Jesteś ich przywódcą. Wszyscy twoi chłopcy dorastają.
Synu, odbijaj.
Mogę prosić o wodę?
Szwagier, nie? - Teraz tak.
Roy Leonard.
Alex Chesborough. Mów mi „Bambi”.
Bambi? - Tak.
Wiem od Prince’a, że byłeś w nowozelandzkiej grupie.
Tak. Za starych dobrych czasów.
Znasz tę historię. Jedliśmy węże w dżungli.
Tak, słyszałem. Smakują jak kurczak, nie?
To ważny krok w życiu mężczyzny,
kiedy żeni się i zakłada rodzinę.
Czuwa nad innymi, nie tylko sobą. To prawdziwa oznaka męskości.
Za to wypiję. - Ale pamiętaj,
to jedyna rodzina, do której zadzwonisz w nocy,
bo się najebałeś, rozwaliłeś auto, a w bagażniku masz zwłoki.
Nie spytamy czemu. Spytamy, czego potrzebujesz.
Chyba że rzucisz moją siostrę.
Wtedy cię postrzelimy.
Kilka razy.
No to za morderstwo.
Za morderstwo.
Słucham.
Tak jest.
Prince!
Hej, Drifter! Bracie!
Lecimy na misję. - Kurwa.
Baw się dobrze. Widzimy się rano.
Kocham cię, brachu.
Słuchajcie. Musimy wylecieć za osiem godzin.
Weźmiemy paru naszych. Koniec picia.
Tak jest. - Idziemy.
Jesteś teraz moją Gwiazdą Polarną.
W sensie nawigacji?
Jak GPS? - Nie.
Ludzki komputer, który prowadzi do domu. - Nie. Jak słońce. Jak księżyc.
Jesteś całym kosmosem.
Kocham cię.
Kocham cię.
Kochanie?
Lecimy na misję...
jutro.
Jutro?
Tak. - Już jest jutro.
Bardzo mi przykro. Odbijamy zakładników.
Bardzo mi przykro.
Muszę być w bazie o 8.00.
Dali mi tę noc.
No cóż...
to mamy sześć godzin.
PROWINCJA NANGARHAR, AFGANISTAN
Systemy działają.
Przyjąłem. Strefa zrzutu za trzy minuty.
Jeśli się pogorszy, musimy się wycofać.
Przyjąłem. - Zaczynamy schodzić.
ISR ma strefę zrzutu.
Przyjąłem. Strefa pusta.
Została minuta. - Minuta!
Minuta. - Minuta.
Minuta.
Schodzimy.
Podchodzimy do lądowania.
Przyjąłem. Za 30 sekund włączy się ISR.
Gotowość za 30 sekund. - 30 sekund!
Trzydzieści sekund!
Trzy, dwa, jeden. Drzwi otwarte.
Drzwi otwarte.
Widać coś?
Widoczność spada.
Ukryjcie się.
Liny.
Przyjąłem. Liny z lewej.
Pierwsza lina. - Przyjąłem.
Prince, czekaj.
Coś jest nie tak.
Dron jest nad złą górą. Strefa zrzutu nie jest pusta.
Dron nad dobrą górę, kurwa.
Tak jest.
Schodzimy. - Na dole ktoś jest.
Strzelają do nas!
Grzbiet!
Prince wisi na linie!
Na linie wciąż jest operator.
Spada.
Prince, jesteś cały?
Tak.
Przerwać misję! - Człowiek na ziemi!
Helikopter jest uszkodzony. Musimy wrócić do bazy.
Posadź mnie tutaj!
To 300 metrów wysokości, pół kilometra od celu.
Śnieg jest miękki.
Przyjąłem.
Oddział na ziemi.
Przyjąłem. Idziemy.
Jaki jest plan? Wiecie, gdzie jestem?
Pół kilometra od nas.
Idziemy na górę.
Przyjąłem.
Dobrze, że śniegowce zostały w helikopterze.
Zakładnicy schodzą do was.
Schodzą do nas.
Może trzeba będzie wybrać, czy idziemy po nich, czy po Prince’a.
Proste. Po naszego.
Nie, najpierw misja. Prince musi poczekać.
Zostańmy tutaj. Przyjdą prosto do nas.
Prince, na razie dobrze?
Tak, ale nie na długo.
Bez sensu. Bawimy się tu w komandosów,
a Prince został tam sam.
No comments yet. Be the first to leave one.