The first 185 lines.
Żeby było jasne, nie możemy ciągle tego robić.
Wiem.
Więc się rozumiemy?
Tak.
Choć nie byłam całkowicie szczera,
kiedy mówiłam, że niczego nie chcę.
Nie oczekuję zaangażowania, oczywiście. Ani pomocy.
Zgłaszam swoją gotowość.
Jeśli będziesz kiedyś brał pod uwagę inne osoby,
chcę mieć szansę.
Zdarza ci się nie wiedzieć, czego chcesz?
Nie.
To musi być świetne.
Ja zawsze próbuję to rozgryźć.
Mój tata mawiał, że…
„nie wiem, czego chcę” oznacza inaczej
„nie jestem gotowa walczyć o to, czego chcę”.
Zawsze wiemy, czego chcemy.
Pytanie brzmi, czy jesteśmy gotowi o to walczyć.
Ja chcę odzyskać żonę.
ODDZIAŁ SPECJALNY ECHO 3
CZĘŚĆ TRZECIA
Pierdolony upał.
Pobudka, sierżancie.
Mamy sprawy w Medellín.
Ja nie mam.
Pracuję.
Nad czym, nad chlaniem?
Co z ciebie taki ministrancik?
Może picie to też robota.
Co cię, kurwa, śmieszy?
- Myślałem, że chcesz mieć plan. - Mam już plan.
Spóźniliście się.
No tak.
Kiedy była ta strzelanina?
54 dni temu.
Jak plecy?
W miarę dobrze.
Słuchaj, pogadałem z Mitchem i chce nam pomóc.
Znalazł sposób, żeby dostać się za pierwszą linię obrony.
Jak to zrobicie?
Wiemy, kogo nacisnąć w wenezuelskim rządzie.
Musimy kogoś porwać.
Dajcie znać, jak pójdzie.
W międzyczasie,
gdybym was potrzebował, wyślę sygnał dymny.
- Słuchaj, stary… - Ty słuchaj. Musicie się stąd zabrać.
Psujecie swoją obecnością moją rutynę.
To małe miasto. Każdy już wie, że tu jesteście
i zaraz dowiedzą się w Wenezueli.
Stary, jesteś w rozsypce. Martwi mnie to.
Nie wierz w to, co widzisz.
No dobrze, musiałem spróbować.
W porządku.
Adiós.
Jak mówiłem, odezwijcie się.
Hej, stary.
Jestem tu teraz.
Powinienem być tu wcześniej. Jestem ci winien przeprosiny.
Ale ustalimy plan i go wykonamy.
Chodźmy.
Wynocha.
Co jest, kurwa?
Mitch.
Chodź, stary.
Chodźmy.
Chodź.
Nie!
Nawet nie próbuj.
Wynocha!
Kurwa!
To przesada!
Musi się odtruć.
Tak? Jesteś lekarzem?
- Znam się na lekach. - Dałeś mi za dużą dawkę.
A ty…
- Psujesz, kurwa, mój plan! - Ruszamy za 48 godzin.
Oż kurw…
Nie histeryzuj.
Jeśli chcecie, żebym przestał pić, to łatwe.
Mam pomysł.
Może w końcu, kurwa, dorośniecie.
Patrzcie, co mi robicie.
Widziałem to już z bliska. Może trochę potrwać.
Nie jestem zwierzęciem! Mam swoje prawa.
Zeżrę ci gałki oczne, jebany maminsynku.
Kurwa mać!
Co?
Południe jeszcze powstanie.
Czy wy gracie w karty?
Śpi.
Co za dzień.
Rozwiążę cię, ale koniec durnot, jasne?
Trzymają Amber w kokainowym centrum logistycznym.
To tajna placówka.
Kontroluje ją wenezuelski minister.
Nazywa się Tariq Marwan.
Ma upoważnienie, żeby przekierować armię, a nawet wypuścić Amber.
To jest jego brat.
Mieszka 15 minut stąd. Zgarniemy go.
Chcesz zgarnąć brata i podłączyć go do akumulatora?
Może Tariq jest rozsądny i się wymienimy.
Ale co, gdybym tego chciał?
Jesteś gotowy torturować niewinną osobę?
Żeby uratować Amber.
A ty?
Czerwony jest dodatni, czarny ujemny.
Przez parę tygodni obserwowaliśmy styl życia tego gościa.
Naszą szansą jest joga o 10.00, czyli…
za dziesięć minut.
To nagranie z drona.
Cel zawsze robi psa z głową w dół.
Jeden ochroniarz.
Czarny merc klasy G. Kobieta. Nosi kaliber 9 mm.
Codziennie odbiera go z mieszkania.
Stąd go nie zgarniemy, bo wzdłuż ulicy są kamery.
Są skierowane w obie strony, a ona zmienia trasę, ale kiedy się zbliża,
tylko jedna krzyżówka nie jest zapchana.
O tutaj. Stamtąd go zgarniemy.
Jedyna kamera jest skierowana na północ i zachód,
więc powinniśmy móc wjechać od południa.
A jeśli pominąłeś kamerę?
To mamy przejebane.
Zaczynamy.
Standardowy merc klasy G. Bez uzbrojenia na spodzie.
Brak innych pasażerów. Okna również standardowe.
Boki też nieuzbrojone.
To najdłuższe, kurwa, zajęcia jogi w historii.
Chłopak wyszedł.
Jakie zasady użycia siły?
Batman.
Batman?
Nikt dobry nie obrywa. Batman rządzi.
Superman rządzi.
Pamiętacie. Może zniszczyć całe miasto, by uratować jedną osobę.
Broń jest z tyłu.
Skupcie się. Dojeżdżamy do skrzyżowania.
Dobra, wszystko gra. Następna przecznica.
Przyjąłem.
- Ja pierdolę. - Kurwa.
Poczekaj! Zawróć!
Kobieto, musisz stąd jechać. No już.
Jedźcie.
- Kurwa mać. - Zatrzymaj się.
- Co? - Kamera za tobą.
- Nagrała mnie? - Nie wiem. Wsiadaj.
Gubimy ich?
Przegapiliśmy okazję.
Na dzisiaj to koniec. Zatrzymaj się.
Kolumbia już pewnie wie.
Spróbujemy jutro od nowa.
A co ze stadionem? Ma tam próbę dźwięku do występu.
Nie.
To najlepsza okazja. Będzie tam.
Ludzie nas zobaczą i będą protestować.
Monitoring na pewno nas złapie.
Moja twarz trafiła już do kolumbijskiego wywiadu.
A teraz poważne przestępstwo w biały dzień?
Ten ruch uwikła cię na zawsze.
Kolumbia nie ma umowy o ekstradycję z USA.
Ale byłbyś poszukiwany. Ścigaliby cię.
Nie możesz pracować w spółce publicznej, nawet dla ojca, ani kandydować w wyborach.
Zastanów się.
Masz przed sobą lepsze życie. Nie spierdol go.
Nie mam wyboru.
Muszę ją uratować.
Wiem.
Mam inne wejście do tego więzienia. Próbowałem ci powiedzieć,
zanim mnie odurzyliście i przykuliście do łóżka.
O wiele prostsze.
Znam gościa, który sprzedaje pracownikom ryby.
- Ryby? - Wpuściłby mnie szybko i cicho.
- Ryby? - Tak. Ryby.
Powtarzam to sobie w głowie, ale…
- Kurwa, stary. - Nie mogę.
Serio wolisz to, niż zgarnąć brata gościa, który tym zarządza?
Damy radę.
Dobra.
Nie. Musimy zrobić to razem.
Potrzebuję cię.
Jesteś moim bratem czy nie? Jesteśmy rodziną czy tylko tak pieprzyłeś?
Dobra.
Dobra, bracie.
Pomogę ci.
Pójdę po Mitcha.
No comments yet. Be the first to leave one.